W poprzednim wpisie dotyczącym S&P500 była mowa o tym, że „rzesze inwestorów od dawna żyją w strachu o potencjalną korektę, więc jeśli tylko pojawią się jakieś jej oznaki, to może dojść do niemałej wyprzedaży, gdyż każdy chciałby zainkasować jak największą część zysków i sprzedać przed innymi, więc będą to zlecenia PKC” i jak widać na poniższym wykresie, tak też się stało.

S&P500 – interwał dzienny
Po prostu działają emocje giełdowe, które powodują powtarzalne schematy. Każdy kto zakupił, chce jak najwięcej zarobić, więc sprzedaje jak najszybciej zanim zaczną to robić inni.
Jednak po dwóch czarnych spadkowych świecach otwarliśmy się z dużą luką, po czym kurs, zaczął systematycznie odrabiać straty, czemu towarzyszyły zwiększone obroty. Często jest to sygnał oznaczający przegrupowania w obozie byków i lokalny triumf nad niedźwiedziami.
Dzieje się tak, ponieważ kolejni uczestnicy cyklu giełdowego, którzy nie kupili, a chcieliby „wsiąść do pociągu”, widząc spadki zaczynają kalkulować kiedy będzie odpowiednio tanio, a gdy ten moment nastąpi, kupują wtedy jak najwięcej. Tak jak ma to miejsce przy okazji promocji w niektórych marketach, kiedy to ludzie przepychają się łokciami, by „dorwać” upragnioną plazmę czy upragnionego karpia po niskiej cenie 🙂
Dlaczego uważam, że to jeszcze nie jest czas na olbrzymi krach i wieloletnią bessę? Ponieważ brakuje mi w elementach układanki swoistego „zapalnika”, który mógłby być „rozrusznikiem” dla globalnego obozu niedźwiedzi. Takim był niegdyś upadek banku Lehman Brothers. Powodów do kryzysu było wtedy wiele, ale mimo to rynek rósł latami. Teraz powodów również znajdzie się wiele, gdyż masowe dodruki pieniądza muszą odbić się kiedyś czkawką, lecz brakuje tutaj czegoś co mogłoby rozpętać lawinę. Może takie „coś” niebawem nastąpi, ale póki co obecne spadki należy traktować jako „oczyszczenie” rynku i „przejście akcji z rąk słabych do silnych”.
Jak myślicie co może być takim zapalnikiem dla kolejnego wielkiego kryzysu? Niegdyś pewien profesor obstawiał rozpad strefy euro, ale zapewne nie przepuszczał, że będzie to odwlekane w czasie. Może będzie to zamach na wpływową głowę jakiegoś państwa? Może jakieś grupy etniczne, zaprawione w bojach, rozpoczną próby ustanowienia własnego państwa na terenach niektórych państw europejskich i dojdzie do krwawej wojny partyzanckiej? Oby nie. Już doroczne palenie samochodów w noc sylwestrową jest wystarczająco niewiarygodne (w tym roku znów pobito rekord). Może Koreańczykowi z Północy, który jako jedyny cierpi w swoim kraju na nadwagę, puszczą nerwy i będziemy mieli zimę nuklearną? Oby nigdy do tego nie doszło. Czas pokaże, a stop loss przypilnuje.