Fragment książki #1 :)

Posted by Marek | Posted in ciekawostki, Edukacja finansowa | Posted on 29-07-2020 9:33 am

13

Pamiętacie swój pierwszy dzień w nowej pracy? Andrew Freshet na pewno zapamięta go na długo, ale… sami się o tym przekonajcie 🙂

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

– Kogo tu widzę? – odezwał się dyrektor zachrypniętym głosem palacza. – Młode, tęgie umysły. Jeśli się sprawdzicie, czeka was kolorowa przyszłość. Królowanie na autostradach w samochodzie bez dachu, spleśniały ser w najlepszych paryskich restauracjach i mnóstwo kobiet, które same będą wam wchodzić do łóżka.

Zdegustowało to obecne na sali kobiety, ale dyrektor udawał, że ich nie widzi, i zaczął opowiadać grubiańskie dowcipy. Po salwach śmiechu na sali można było się zorientować, że trafiały na podatny grunt.

Andrew pochylił się do mężczyzny po swojej prawej stronie:

– Zawsze odstawiają taki bełkot motywacyjny? I skąd wytrzasnęli tego prostaka? Kultury to on z domu nie wyniósł.

Odpowiedzi nie uzyskał. Tymczasem dyrektor nie zmniejszał tempa.

– Co robią wasi koledzy? – zapytał, kierując palec wskazujący na najmłodszych. – Marnują swoje życie na studiach! Skończą je z olbrzymimi kredytami studenckimi do spłacenia, a wy będziecie wtedy popijać drinki na Bahamach. Cały świat patrzy na naszą firmę i zazdrości wam, bo to wy dostajecie dziś życiową szansę. Nie zmarnujcie jej!

Stali pracownicy niczym na zawołanie podnieśli się i zaczęli bić brawo, udając, że porwało ich owo płomienne przemówienie. Andrew poczuł, że nie powinno go tu być, ale wielu dało się na to nabrać. W ich oczach widać było ogień. Zostali odpowiednio zmotywowani i w końcu mogli dorwać się do składania zleceń.

Andrew skupił się na wyłapywaniu chwilowych przecen wśród firm technologicznych, ale ogólny harmider na sali, wrzaski i ciągłe przekleństwa starych wyjadaczy z trading roomu nie pozwalały mu się skupić. Nie wyglądało to na atmosferę poważnej firmy inwestycyjnej, bardziej przypominało zachowania motłochu w podrzędnym barze.

Najgłośniej wydzierał się Carl. Do furii doprowadzał podwładnych i przełożonych, wytykając jednym i drugim niekompetencję. Szydził otwarcie z każdego, kto tylko pojawił się w jego zasięgu. Z tego, czego Freshet zdołał się dowiedzieć od siedzącego obok mężczyzny, wynikało, że wszyscy w firmie najchętniej spuściliby ze schodów zarozumiałego dresiarza, jednak nikt z szefostwa nie miał odwagi go zwolnić, bo był kurą znoszącą złote jaja. Krótkoterminowymi spekulacjami zarabiał dla firmy krocie. Póki zarząd mógł dzięki niemu wypłacać sobie sowite premie, przymykano oko na jego wybryki.

Najgorsze wrażenie sprawiał jednak chodzący w źle dobranej szarej marynarce i tandetnych brązowych lakierkach kierownik sali – Jack Bollard. Stawał znienacka za plecami pracowników i w niewybrednych słowach komentował efekty ich pracy.

– Uważaj na tego chodzącego buraka. To sfrustrowany człowiek niepotrafiący panować nad sobą. Jeśli nawalisz, będzie stał nad tobą i darł się na całe gardło. Nie zabrałam dziś zatyczek, więc nie nawal – ostrzegła go siedząca po jego lewej stronie kobieta.

Freshet dowiedział się jeszcze, że Bollard przed laty inwestował na własny rachunek, ale nigdy nie potrafił pojąć, kiedy należy wycofać się z błędnej transakcji, przez co regularnie tracił pieniądze. Kiedyś był nawet na studiach dotyczących rynków finansowych, ale jako jedyny oblał końcowe egzaminy i nie uzyskał dyplomu. Swoje życiowe niepowodzenia z premedytacją wyładowywał na innych. W dodatku podobno to mitoman. Po tym, jak wyrzucili go z innej firmy, gdzie zupełnie sobie nie radził z wypełnianiem obowiązków, zaczął opowiadać, że sam dla swojego spokoju zmienił pracę na mniej stresującą, pozostawiając dobrze płatne dyrektorskie stanowisko. Często zanudzał innych tą historią w trakcie przerwy obiadowej. Jednak lepiej już było słuchać tych opowieści niż komentarzy w trakcie pracy. Gdy Bollard się zbliżał, Andrew miał ochotę kazać mu się po prostu zamknąć. Kierownik sali przeszkadzał mu się skupić, a na domiar złego nie potrafił zachować umiaru w stosowaniu perfum, do tego bardzo słabej jakości. Kolejny wkurzający typ i w dodatku śmierdziel.

Krążący po sali Bollard stanął za plecami pracownika siedzącego pięć stanowisk na prawo od Fresheta.

– Siódemka, mózg ci się wyłączył?! Tam masz trend spadkowy.

– Mam na imię Henry.

– Gówno mnie to obchodzi – odburknął z pogardą Bollard.

Przeszedł dalej, gdzie siedział jeden z przyjętych na próbę młodych ludzi. Zatrzymał się przy nim dłużej. Nagle wrzasnął:

– Znowu strata! Mam ci przypomnieć, po co tu jesteś? Masz zarabiać!

Chłopak aż podskoczył na krześle i zdezorientowany nie wiedział, co zrobić. W końcu wstał i bez słowa wybiegł z sali, a Bollard rzucał za nim inwektywy. Młodzieniec nie wrócił już.

Wytatuowany blondyn siedzący w rzędzie Fresheta osiągnął próg dopuszczalnej dziennej straty i system go zablokował. Tego typu zabezpieczenie chroniło przed efektem hazardowej chęci szybkiego odkucia się, która prowadziła do amoku i kolejnych strat.

– Dziewiątka, wynoś się stąd! Na dziś już wystarczająco dużo straciłeś. Jutro będziesz odrabiał – burknął Bollard.

– Kupiłem akcje Amazona, jak pan radził – bronił się blondyn przy dziewiątym stanowisku, co tylko rozjuszyło kierownika.

– Ja radziłem? Myśl sam, ośle! Spójrz na tablicę. Jesteś zerem! Zrób coś z sobą. Zarób w końcu jakieś pieniądze albo idź podawać robaki wędkarzom. Do niczego innego się nie nadajesz! – wykrzykiwał Jack Bollard.

Dopiero teraz Andrew dostrzegł, że na bocznej ścianie są dwie tablice. Udając, że idzie do toalety, zatrzymał się przy nich na chwilę. Widniały na nich nazwiska zatrudnionych i wypracowane w danym kwartale wyniki. Liderem listy był Carl, który mając do dyspozycji trzy miliony dolarów, zarobił od początku roku trzydzieści dwa procent. Druga najlepsza osoba z powierzonego jej miliona uzyskała dziesięć procent. Najsłabsi pracownicy byli oznaczeni na czerwono i oddzieleni od reszty grubą kreską.

– Nazywamy to strefą spadkową – rzucił niski łysy mężczyzna w hawajskiej koszuli trzymający kubek z kawą. – Po każdym kwartale dziesięciu najgorszych wylatuje. Chyba że byli na plusie, wtedy tylko dostają ostrzeżenie i przepada im prawo do premii, ale mogą zostać. Najlepsi mają z kolei dodatkowy tydzień urlopu i rejs firmowym jachtem po Karaibach. Carl pływa cztery razy do roku. Niezmiennie od wielu lat.

– Długo tu pracujesz? – zapytał Freshet.

– Lepiej nie mówić. Jestem tu o wiele za długo. To dobra firma, jak jesteś młody i chcesz spróbować czegoś nowego. Najbystrzejsi szybko się dorabiają, ale nie można pracować tu na stałe. Jak się wypalisz i wylecisz, a prędzej czy później spotyka to każdego, czujesz się jak po wyjściu z więzienia. Klikałeś setki transakcji dziennie, gapiłeś się całymi latami w monitory i nie masz z tego żadnych przydatnych umiejętności. Musisz zaczynać od nowa, bo wypalony nie nadajesz się do grania własnymi pieniędzmi.

_ _ _ _

Komentarze 13 komentarzy

Bardzo ciekawy dobór nazwisk, po tym fragmencie stawiam, że Carl będzie ulubieńcem czytelników 🙂

Akcja dzieje się w NY, a i mam już zainteresowane wydawnictwo tradycyjne z USA, także nie będą się musieli męczyć przy tłumaczeniu imion 😉

Przypomniała mi się rozmowa o pracę i dzień próbny w tego typu biurze w Poznaniu . Firma [XXX]. Wszystko pięknie i fajnie jednakże ludzie siedzący przy monitorach już nie podzielali entuzjazmu kierownika.. Ukradkiem porozmawiałem z jednym z nich i w jego opowieści było wiele podobieństw jak w tym fragmencie.

No to nieźle 🙂 PS Wymoderowałem nazwę firmy, by nikt jej nie łączył z wydarzeniami w książce, bo w książce jest fikcja literacka 🙂

Kiedyś sprzedawałem na call center, takie zjebki były codziennie. Historia intryguje. Gdzie można kupić książkę? Chętnie przeczytam więcej.

Książka dopiero przechodzi skład i czeka na II korektę. Druk we wrześniu 🙂

Generalnie szef psychopata w tym kraju to pewien już standard, zamordyzm itd, kto przeszedł kilka korporacji to wie o czym piszę. Ja pamiętam jednego co nam powiedział raz: „jest taki dzień w roku, kiedy nawet mordercy wybacza się wszystkie grzechy”, znaliśmy go już na tyle, że wiedzieliśmy, że to nie żart. Rotacja w zespole ogromna, wielkie ego szefa, narcyz itd. Szkoda czasu i życi na takich, dlatego w takich sytuacjach radzę zmienić pracę 🙂
Pozdrawiam i udanych wakacji

Udanych wakacji!

Zapowiada się ciekawa atmosfera w robocie. Czekam na więcej.

Jeszcze jeden, dwa fragmenty postaram się podrzucić przed premierą 🙂

A czy w książce będzie coś praktycznego z giełdy?

To beletrystyka, a nie typowy poradnik, ale między wierszami starałem poukrywać cenną wiedzę giełdową 🙂 Wszakże z przygód głównego bohatera można ułożyć profil psychologiczny, zobaczyć jego sukcesy i porażki, odkryć co je determinowało i zobaczyć jak relacje rodzinne głównego bohatera na niego wpływają. Dla jednych – zwłaszcza graczy, którzy utknęli na etapie „szukania Graala” – raczej będzie to tylko książka sensacyjna do poduszki czy pociągu, ale dla osób, które wiedzą jak istotny jest wpływ szeroko rozumianej psychologii inwestowania, między wierszami pochowana jest spora pigułka edukacyjna 🙂
Niemniej jednak nie mnie to oceniać, bo jako autor mogę być nieobiektywny. Wersję po I korekcie przesłałem do inwestora, który zarabiał na giełdzie, kiedy ja nie miałem jeszcze nawet otwartego rachunku brokerskiego, czyli ma większy staż giełdowy ode mnie. Jeśli przeczyta ten komentarz, to może uchyli rąbka tajemnicy z wrażań na temat książki i odpowie na Pani pytanie 🙂

Odpowiem jak przeczytam. Jestem na początku. Mam czas głównie w niedziele bo w tygodniu doglądam budowy domu. 84km odległego od tego mieszkania.

Na podstawie opinii żony powiem, że akcja mocno wciąga. Przeczytała pierwsze 50stron i tego samego dnia drukowałem pozostałe bo chciała wiedzieć co dalej. Książka nie odbiega jakościowo od poczytnych autorów.

Gdy sam przeczytam całość, zrobię recenzję na swoim blogu.

Michał Krawczyk
https://krawczykmich.home.blog

Zostaw komentarz