Parę refleksji i Wesołych Świąt Wielkiej Nocy

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 15-04-2019 6:24 pm

3

Wiosna już w pełni, u mnie w sadzie coraz więcej drzew obsypuje się kwiatami, a że do tego trwa właśnie Wielki Tydzień, to chciałbym złożyć Czytelniczkom i Czytelnikom jak najlepsze życzenia, by Święta Wielkiej Nocy były radosne, pogodne i miło spędzone w rodzinnym gronie.

Jak tylko wrócę za parę tygodni z wyjazdu, zrobię zapowiadany ostatnio wpis o idealnym miejscu na lokowanie środków (zawsze wygrywające z inflacją), kiedy nie ma się czasu na giełdę lub daje ona zbyt wysokie skoki ciśnienia, których chciałoby się uniknąć.

Tymczasem znikam na jakiś czas, by pobyć tylko z rodziną z dala od internetu. Utraconego czasu nigdy nie zrekompensują pieniądze zarobione na longach czy shortach, zatem warto czasem zrobić sobie od giełdy detoks. Dzieci tak szybko dorastają, że człowiek się nawet nie zorientuje kiedy wyfruną z gniazda.

Na koniec dla własnych refleksji podrzucam fragmenty niezwykle genialnego artykułu autorstwa Jacka Kaniewskiego, które co prawda już niegdyś publikowałem na blogu, ale w tego typu kwestiach odświeżania wiedzy nigdy za wiele, zwłaszcza kiedy jest się w związku małżeńskim.

Andrzej Malinowski jest jednym z głównych elektryków w fabryce. Codziennie o 7.00 rano bierze kanapki i wychodzi do pracy, żeby zdążyć na 7.15. Kiedy wraca do domu po godzinie 15.00, razem z żoną Anną i trójką dzieci siadają do obiadu. Po południu Andrzej odpoczywa, najczęściej zatapiając się w lekturze prasy, dzieci odrabiają lekcje. Wieczorem odwiedzają ich znajomi. Panie rozmawiają o dzieciach, panowie o nowym projekcie, który aktualnie wspólnie opracowują w fabryce.

W sobotę Malinowscy najczęściej odwiedzają rodziców Anny, czasem jadą na dłuższy spacer do lasu za miastem. W niedzielne popołudnie najstarszy syn, Wojtek, niemal rytualnie zasiada z ojcem do warcabów. Wakacje spędzają na wsi u rodziców Andrzeja. Andrzej jest jedynym z siódemki rodzeństwa, któremu udało się porzucić wieś, zdobyć zawód i pracę w mieście. Andrzej i Anna są porządnym, uczciwym, po prostu „dobrym” małżeństwem. Anna dba o dzieci i dom, ale także pielęgnuje więzi z rodziną i przyjaciółmi. Andrzej przede wszystkim zapewnia rodzinie utrzymanie, a także pomaga Annie w rozwiązywaniu poważniejszych problemów wychowawczych i podejmowaniu ważniejszych domowych decyzji. Czasem się kłócą, czasem nie mogą się zrozumieć, ale w takich trudniejszych sytuacjach Anna może zawsze wypłakać się siostrze. Anna i Andrzej są szczęśliwi, że nie dotykają ich takie kryzysy małżeńskie, jak niektórych znajomych.

Wojciech Malinowski, najstarszy syn Andrzeja i Anny, wyjechał na studia do Warszawy, skończył prawo i obrał ścieżkę kariery adwokackiej. W 2010 roku, mając 30 lat, ożenił się z Agnieszką, uroczą absolwentką ekonomii, którą poznał podczas Erasmusa w Lizbonie. Kiedy brali ślub, Agnieszka miała już dobrą pracę jako doradca finansowy w warszawskiej sieci salonów samochodowych. Cztery lata później przyszło na świat ich pierwsze dziecko. Oboje jeżdżą do pracy swoimi samochodami, wymieniając się co tydzień obowiązkiem podwożenia córeczki do żłobka. Żeby spokojnie dotrzeć do swoich biur na 8.00 muszą wyruszyć około godz. 7.00.

Praca obojga jest trudna, stresująca, wymaga skupienia i szerokich kompetencji, ale nagrodą jest rozwój osobisty i pensja z atrakcyjnymi dodatkami socjalnymi. Młodzi Malinowscy wracają do domu najwcześniej około 18.00 (praca do 17.00 z obowiązkową godzinną przerwą na lunch, po pracy drobne zakupy). Córeczkę ze żłobka odbiera niania.

Zarówno małżeństwo Andrzeja i Anny, jak i Wojtka i Agnieszki, to typowe dobre małżeństwa swoich czasów. Związki ludzi uczciwych, pełnych dobrej woli i zwykłych ambicji, wolnych od patologii, w istocie podobne do tysięcy rówieśników. Co takiego zmieniło się w społeczeństwie, że przeciętne małżeństwa zawierane po II wojnie światowej potrafiły przetrwać trudne chwile i ocalić związki, w kolejnym pokoleniu rozpada się już co piąte małżeństwo, a w następnym co trzecie?

Wśród głębszych przyczyn (czynników) wzrostu liczby rozwodów najczęściej wymienia się m.in. zmiany w systemie wartości, spadek religijności, indywidualizm, seksualizację relacji, społeczne przyzwolenie na rozwody czy konsumpcyjny styl życia.

Przy tak wysokich wskaźnikach rozwodów nie można już przecież powiedzieć, że rozpadają się tylko związki patologiczne, złe, czy takie, w których brakuje dobrej woli małżonków. Nie mamy już do czynienia wyłącznie z marginesem ludzkiej słabości, który obecny jest na obrzeżach wszystkich dziedzin życia. Musi działać jakiś czynnik wzmacniający zwykłe, przeciętne problemy, który sprawia, że kryzysy możliwe do zażegnania w sprzyjających warunkach, masowo stają się przyczyną rozpadu potencjalnie dobrych małżeństw.

Powojenne pokolenie statystycznych państwa Malinowskich (dziadków) mieszkało na wsi. Podział ról w wielopokoleniowej rodzinie był jasny. Więzi wzmacniał wspólny przedmiot troski, jakim było gospodarstwo oraz wychowanie dzieci. Żona czuwała nad mężem, będąc blisko niego, on dawał jej poczucie bezpieczeństwa i stałości rodziny.

Drugie pokolenie, Andrzeja i Anny, zaczyna spełniać marzenie o wygodnym życiu w mieście. Mężczyzna zostaje wyrwany z tradycyjnego, okrzepłego przez setki lat stylu życia i idzie do pracy. Żona zaczyna tracić kontakt z mężem w zakresie  emocji związanych z pracą. W życiu wiejskim dobrze wiedziała, czym w danej chwili się zajmuje, często mu pomagała, wspólnie radzili się  w sprawach dotyczących gospodarstwa. Nie musieli umieć ze sobą szczególnie rozmawiać, wszystko było wiadome, oczywiste, rozumieli się bez słów. W pracy w fabryce przestało to mieć sens. Nie mieli w tej przestrzeni wspólnych tematów. W życiu wiejskim żona dobrze wiedziała, z kim mąż pracuje – z ojcem, braćmi, kuzynami, sąsiadami, synami. Po przeprowadzce do miasta pojawili się obcy koledzy z pracy, jakiś szef, kierownik, sekretarka. Ale głównym celem pracy i stylu życia było utrzymanie rodziny i dobre wychowanie dzieci, co wciąż bardzo scalało więź małżonków. Jednak nikt nie nauczył ich rozmawiać, a trzeba było już sobie dużo opowiadać. Na szczęście był na to wspólny czas – długie popołudnia, wieczory, weekendy. Choć nie wszyscy z niej korzystali, to jednak była jakaś szansa na bliskość.

Tej szansy pozbawieni są już młodzi Malinowscy, Wojtek i Agnieszka. Oni nie mają czasu na uwspólnienie życia, podzielenie się emocjami. Zwłaszcza, że większość przeżyć „dzieje się” poza domem, poza małżeństwem. W poprzednim pokoleniu zwornikiem była mama, która nie pracowała poza domem. Rodzina była całym jej życiem, więc walczyła o przetrwanie, kiedy bywało trudno. Teraz Agnieszka chodzi do pracy, jak większość jej rówieśnic. I w zasadzie niezależnie od tego czy musi, czy tylko chce, niezależnie od tego czy jest dyrektorem w banku, czy obsługuje kasę w wielkim sklepie dyskontowym – nie ma czasu na budowanie więzi z mężem. Żyją w dwóch, często wspaniałych, ale odrębnych światach. Niby mają jeszcze wspólne dzieci, ale ich aktywność wychowawcza sprowadza się do wyboru niani, szkoły, trenera, nauczyciela skrzypiec – oni zrobią już resztę.

Wojtek i Agnieszka Malinowscy są dobrym nowoczesnym małżeństwem. Dobrym w czasie pokoju, choć i wtedy łatwo nie jest. Ale oni teraz są na wojnie. Ich przeciwnikiem jest antymałżeński system układów społeczno-gospodarczych, który narzuca określony antymałżeński styl życia. Bo cóż mogą zrobić – za coś trzeba żyć.

A w tym systemie nie ma już zwykłej pracy. Jest tylko praca dla ambitnych, twórczych, zaangażowanych – w takiej pracy nie da się nie spalać, nie da się udawać, że jest tylko dodatkiem, ona staje się całym życiem, nawet wówczas, gdy się jej nie lubi (choć najczęściej się ją kocha). Praca nie jest dostosowana do potrzeb życia rodziny, to życie rodziny jest dostosowane do pracy. Do tego dochodzą uroki miasta – godziny zmarnowane na dojazdy, nerwy, pośpiech. Z czasem Wojtek Malinowski ma znacznie więcej wspólnych emocji i ważnych przeżyć z koleżanką z kancelarii niż z własną żoną. Wspólna praca, zwłaszcza ciekawa i twórcza, bardzo zbliża. To zbliżenie wzmacniają wyjazdy na delegacje, też przecież potrzebne.

Agnieszka jest w małżeństwie coraz bardziej samotna, czuje obcość swojego męża, brakuje jej czułości, zaangażowania, a drogie perfumy nie zaspokajają jej potrzeby bycia wysłuchaną, bezpieczną i kochaną. Wolne chwile Wojtek stara się poświęcać dzieciom, żeby miały ojca, zwłaszcza, że Agnieszka staje się nieznośna – ciągle ma pretensje o to, że mąż nie ma dla niej czasu, że nie wie jakie problemy mają dzieci w szkole, a prezent na jej urodziny znowu kupowała jego sekretarka. Napięcie rośnie. Wojtek tym bardziej ucieka w pracę, bo tam jest ważny, bezbłędny i wszyscy go podziwiają, Agnieszka gaśnie, zamyka się w sobie, skupia się na dzieciach, ale w głębi serca narasta w niej…

Źródło: http://jagiellonski24.pl/2017/02/14/dobre-malzenstwo-musi-sie-rozpasc/

LARQ – analiza waloru wybranego przez Czytelników, czyli o mevo i nie tylko

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 05-04-2019 12:50 pm

19

W ostatnim wpisie dałem Wam wybór waloru do oceny i przeważającą większością zwyciężył właściciel jednej z najprężniej rozwijających się sieci rowerowych, która stworzyła osławione trójmiejskie MEVO.

Rzućmy najpierw okiem na wykres.

LARQ - interwał tygodniowy

LARQ – interwał tygodniowy

Duże inwestycje w rowery odbijają się na wynikach, także przez ostatni rok kurs systematycznie zniżkował. Można zatem powiedzieć, że jakoś specjalnie drogo nie jest. Jest natomiast spora przestrzeń do wzrostów, przy czym technicznie żadnych sygnałów kupna nie ma.

Spory problem to bardzo mała popularność spółki wśród daytraderów, którzy mogliby generować dobrą płynność. Można wręcz rzecz, że poza dwoma poprzednimi dniami, kiedy to faktycznie zaczęto tym walorem handlować, wcześniej zawierających jakiekolwiek transakcje (w tym transakcje sprzedaży, które byłyby czynnikiem negatywnym) można było policzyć na palcach jednej ręki.

Z pozytywów, warto natomiast wymienić boom na zdrowy tryb życia i zachęty, by wybierać rower zamiast samochodu. Jest to szerokie działanie  dla walki ze smogiem, redukcji korków i redukcji problemu niedoboru miejsc parkingowych.

Pęd w kierunku rowerów będzie się zwiększał, zwłaszcza, że miasta nadrabiają zaległości w budowie ścieżek rowerowych i powstaje coraz więcej bezkolizyjnych, dwujezdniowych velostrad, takich jak ta pionierska, którą zbudowano w Jaworznie.

Do tego system MEVO ma szansę stać się prawdziwym hitem, gdyż Gdańsk od dawna przyciąga ogromne rzesze turystów, także popyt na rowery będzie ogromny.

Jest tylko jedno małe „ale”. Pamiętacie zakupy przez LOT Dreamlinerów w 2012 roku czy ostatnie zakupy 737 MAX, gdzie użytkownicy na żywo robili „beta testy”, kiedy to po sprzedaży ujawniały się kolejne usterki u odbiorców (w tym dwie katastrofy lotnicze)?

Niestety, ale błędnie działająca aplikacja (złe przypisywanie rowerów do stacji, niedokładna obsługa GPS), która opóźniła start systemu, wynikała ewidentnie z oszczędności na dobrych programistach. Jakiś czas temu wspominałem o swoich przygodach w zawodach programistycznych, gdzie dwukrotnie byłem finalistą, także wiem jaka jest przepaść pomiędzy słabym a dobrym coderem. Patrząc choćby na swoich kolegów ze studiów, osobiście zatrudniłbym może 2-3% rocznika.

Do tej pory Mevo ma problemy, których można było uniknąć, gdyby dogłębnie przemyślało się uprzednio temat. Także mamy teraz po prostu „beta testy” na użytkownikach, ale kiedy wszystkie mankamenty zostaną rozwiązane, rowerowy biznes skazany jest na sukces, który popsuć może jedynie pogoda. To czynnik, którego nie da się przewidzieć na wiele miesięcy do przodu.

Reasumując, spółka ma podmiot, który może być prawdziwym kołem zamachowym, lecz najpierw trzeba się uporać z problemami na jakie narzekają użytkownicy. Cena jest daleko od szczytów, więc dyskonto istnieje. Ze względu na brak daytraderów, spekulacje krótkoterminowe na tej spółce odpadają. Pozostaje strategia długoterminowa, która w przypadku pozytywnego biegu wydarzeń, może przynieść wielokrotność zainwestowanej sumy. Może to być ciekawa opcja dla IKZE, gdzie w tym roku limit wpłat to 5 718zł, do budowy portfela emerytalnego, ale podejście musi być jak do inwestowania w StartUp, czyli jeśli biznes rowerowy ich przerośnie, kokosów z tego nie będzie. Jest to po prostu spółka o bardzo dużym ryzyku, mogąca długoterminowo przynieść duży zysk jeśli biznes się powiedzie.

Ja osobiście wolę inwestować w spokojniejsze spółki, ale póki co żadnego „pewniaka” nie widzę na horyzoncie.

Rowery mają przyszłość, da się na nich zarabiać jeśli kadra zarządzająca ma wizję, wie co robi i posiada ludzi z odpowiednimi kompetencjami, by produkt nie był wybrakowany. Warto śledzić rozwój wypadków i obserwować czy problemy użytkowników MEVO są rozwiązywane. To będzie dobrym prognostykiem. Niewiadomą będzie oczywiście pogoda.

PS A co robić jak pada deszcz? Maciek, jeden w moich Uczniów to wie i jego kuzyn też 🙂 Z Maćkiem się przyjaźnimy, więc jeśli jego kuzyn potrzebuje przysługi, to tak jakby Maciek potrzebował przysługi.

Jego kuzyn stworzył grę planszową, która zbiera środki na platformie crowdfundingowej (TU).

Grę od razu zamówiłem. Jeśli ktoś lubi planszówki i klimaty rycerskie, to jest to pozycja obowiązkowa 🙂

Ja jestem zapalonym maniakiem gier planszowych, gdyż można w rodzinnym gronie czy wśród przyjaciół miło spędzać czas z dala od odmóżdżającego telewizora i pełnego niesprawdzonych newsów internetu, także moje zdanie na pewno jest subiektywne, ale jeśli gra byłaby słaba, nigdy bym tu o niej nie wspomniał 🙂

Trzymam kciuki za kuzyna Maćka!

Wiosna :-)

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 03-04-2019 10:15 pm

45

Nadejście wiosny oznacza zawsze bardzo dużo pracy w ogrodzie, którą uwielbiam, także przed komputerem już zapewne za często nie zagoszczę, więc takich „ciężkich” wpisów, wymagających setek godzin głębokiego researchu (jak ten ostatni) już raczej nie będzie.

Z resztą wraz promieniami słońca całkowicie spada motywacja do siedzenia w domu, bo cóż może być fajniejszego od obserwacji pajączka na wiśni? Swoją drogą, muszę na nią „dmuchać i chuchać”, gdyż to ostatnia z moich wiśni (pierwsza padła przez mrozy, druga przez chorobę).

Zaskoczeniem były też dla mnie pierwsze kwiaty na sadzonym w ub. roku drzewku. Ciekawe czy będą z tego owoce. Poznaje ktoś jakie? 🙂

Przy okazji jako, że za niedługo znikam na dłużej, to dobór jednego z ostatnich wpisów przed wyjazdem pozostawię Wam 🙂

Jaką spółkę opisać na blogu? 🙂

Zyski czy dzieci? Dużo dzieci, dużo zysków? – Diabeł tkwi w szczegółach

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 02-04-2019 7:21 pm

20

Dzisiejszy wpis będzie dla osób o mocnych nerwach, gdyż dotyczy kwestii, w której większość społeczeństwa została sprytnie wysterowana przez mainstream, dlatego w tej dziedzinie należy skupić się wyłącznie na prawdziwych autorytetach i ludziach, którzy wiele osiągnęli. Rozwiń »

Braster – przegląd waloru

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 30-03-2019 9:08 am

38

Ostatnio dostaję bardzo dużo zapytań odnośnie spółki Braster, także dziś weźmiemy ten walor pod lupę, zwłaszcza, że w marcu po raz pierwszy od ponad dwóch lat została pokonana linia Kijun-sen na interwale tygodniowym 😉

Braster - interwał tygodniowy

Braster – interwał tygodniowy

Do wykresu jeszcze wrócimy, ale najpierw parę słów o samej spółce, która została utworzona w 2008 roku przez grupę polskich naukowców i rozwija przełomowy sposób zastosowania ciekłych kryształów w diagnostyce raka piersi. Jednym słowem mają unikatowe w skali świata urządzenia, służącego do wczesnej diagnostyki raka piersi.

Ogólnie moje nastawienie, wobec idei tego typu badań profilaktycznych jakie oferuje Braster, jest bardzo pozytywne, gdyż jest to przełom i jak to ujął jeden znajomy onkolog: „pstryczek w nos dla konowałów”.

Zapewne mój blog czyta także wielu lekarzy, więc mogą potwierdzić, że wśród kolegów po fachu znają co najmniej jednego „pavuloniarza”, którzy może nie wstrzykuje pavulonu dla zysku, jak to robiono niegdyś w województwie łódzkim (a przynajmniej tylko ich złapano), ale zamiast człowieka, widzi w pacjencie tylko pieniądze, które można z niego zedrzeć na rozmaite sposoby. Czy to przez namawianie na wizyty prywatne, które pozwalają na „ominięcie” długiej kolejki w oczekiwaniu na zabiegi i wpisanie ich na bliski termin na NFZ, czy poprzez oferowanie nie zawsze najbardziej korzystnych dla pacjenta metod leczenia, ale tych, za które dostanie z NFZ największe pieniądze.

Oczywiście ci lekarze stanowią mniejszość, ale warto wiedzieć o ich istnieniu. Sam na swojej drodze, a przez ostatnie lata przechodziłem rzeczy, których nie życzyłbym nawet przysłowiowemu „największemu wrogowi”, jeździłem po wielu szpitalach, klinikach i gabinetach lekarskich i 90% napotkanych lekarzy to byli mili, uprzejmi i oddani sprawie pasjonaci. Natomiast najbardziej pamięta się owe 10% indolentów, którzy przepisywali leki, których nie powinno się ze sobą łączyć, czy wmawiali schorzenia, które nie istniały – na szczęście byłem na tyle przytomny, by w ciemno im nie wierzyć, tylko badaniami krwi potwierdzać czy faktycznie jest to taka, a nie inna infekcja.

Także wracając do meritum, dlaczego to „pstryczek w nos dla konowałów”? Dlatego, że wkłada kij w mrowisko dla całego biznesu mammograficznego, który jest obciążeniem finansowym dla NFZ.

Ktoś powie, ale przecież warto chodzić na mammografię. No i tutaj jest mały problem, gdyż to beneficjenci owego biznesu trzymają się kurczowo tej wersji.

Natomiast w Szwajcarii powiedziano zdecydowanie „nie” wobec masowych badań mammograficznych.

Jak uzasadniła to Szwajcarska Rada Medyczna (Swiss Medical Board):

Łatwo jest promować badania mammograficzne, gdy większość kobiet wierzy, że zmniejszają on ryzyko zachorowania na raka piersi. Rada opowiadałaby się za prowadzeniem przesiewowych badań mammograficznych, gdyby wiara ta była uzasadniona. Niestety – nie jest

Także całość opiera się na fałszywych dogmatach, których kurczowo trzymają się lobbyści i pewnie za niedługo, jak grunt będzie się im palił pod nogami, zorganizują akcję typu „mammografujemy bo myślimy, że nie trzeba używać mózgu” i zaczną zbierać podpisy, by nie dopuszczać do klubów seniora kobiet, które nie mają pełnej historii aktualnych mammografii.

Nie od dziś wiadomo, a potwierdzają to także badania polskich naukowców (np. „Wpływ promieniowania jonizującego na organizm człowieka”, Klinika Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Katedry i Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Family Medicine & Primary Care Review 2016; 18, 2: 174–179: tu pdf), że promieniowanie podczas mammografii jest szkodliwe, dlatego unika się zbyt częstych badań, ale przeprowadza się je, gdyż jak to ujęli Szwajcarzy, ludzie wierzą, że im to pomoże.

Prawdopodobnie część radiologów zachęca na te badania z przyzwyczajenia, że tak ma być i już, bo im tak powiedziano lub nie mają odwagi „podskoczyć” przełożonym.

Szwajcaria od masowych mammografii odeszła. Kiedy zrobi to Polska? Może jak NFZ, ZUS i cały budżet się załamią? Tego nie wiem.

Wiem natomiast, że badania kliniczne urządzenia Braster przeprowadzone przez I Katedrę Chirurgii Ogólnej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, potwierdziły bardzo wysoką skuteczność diagnostyczną. Także mamy alternatywę dla archaicznej mammografii i to alternatywę bez skutków ubocznych, jakie niosą częste naświetlania w przypadku promieniowania jonizującego.

Produkt zatem jest, pozostaje jeszcze kwestia jego „monetyzacji”, z czym jest już gorzej, gdyż mentalność społeczeństwa u nas jest taka, że „po co to kupować, skoro jest darmowa mammografia”?

Także cała nadzieja dla Brastera leży w rynkach zagranicznych. Jeśli uda mu się je podbić (oby nie łapówkami, jak to robią bogate koncerny – wpiszcie w Google np. „Glaxo skazane za łapówki”), to 20-30zł za akcję będzie bardzo realną wartością, ale nikt na giełdzie nie będzie opierał wyłącznie na zwycięskim scenariuszu. Takie coś jest dobre do inwestycji w startUp, kiedy nie ma wykresu a biznes dopiero się tworzy. Tak też zrobiłem jakiś czas temu inwestując w budowę browaru rzemieślniczego, mając świadomość tego, że jest wiele etapów, gdzie całość może się „zawalić” a akcje nigdy nie zobaczą giełdy, ale jeśli im się uda odnieść wielki sukces, to 1000% zysku nie będzie niczym nadzwyczajnym.

Wracając jednak do meritum, na giełdzie możemy zerknąć na wykresy, więc warto z tego korzystać 🙂

Co widzę? Na interwale dziennym cena odbiła się dziś od linii Tenkan-sen. Przed nami Kijun-sen. Z klasycznej euklidesowej analizy mamy jakąś niegłupią formację. Dla odważnych, z małym stopem, może być to całkiem ciekawa gratka 🙂 Oczywiście, najpierw struktura musi zostać wybita 🙂

Reasumując, na tym walorze widzę dwie strategie. Pierwsza to krótkoterminowa spekulacja związana z grą na wybicie na podstawie setupu z klasycznej AT. Druga opcja, dla graczy długoterminowych, to wykorzystanie np. IKZE, by jakiś pakiet ulokować na emeryturę, licząc, że model sprzedażowy się powiedzie. Jeśli w ciągu dekady nastąpiłoby odejście od archaicznej masowej mammografii tak jak to zrobili Szwajcarzy, to Braster będzie mógł spijać śmietanę (oczywiście wymaga to przełamania silnego lobby, które pilnuje owego dochodowego biznesu, co nie będzie łatwe). Przekładając to na kurs giełdowy, gdyby wygrali z lobbystami od konkurencyjnej, archaicznej i niosącej ryzyko metody, to Braster mógłby spokojnie być wyceniany na miliard złotych 🙂

Centralny Port Komunikacyjny – infrastruktura kolejowa

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 25-03-2019 3:31 pm

47

Do otwarcia CPK zostało jeszcze wiele lat, ale zawczasu trzeba zrobić dobre połączenia do nowego lotniska, by nie było problemów. Pamiętam jak wiele lat temu, mieszkając jeszcze w Warszawie, miałem okazję lecieć samolotem z Modlina na spontaniczny wyjazd i pociągi kompletnie nie były skomunikowane z przylotami, mimo iż na lotnisku był zorganizowany transfer na stację kolejową. Raz się dałem na to nabrać i czekałem kilka godzin na pociąg do stolicy. Powiedziałem sobie wtedy, że to był ostatni raz, kiedy skorzystałem z portu lotniczego w Modlinie i słowa dotrzymałem.

Porty lotnicze muszą być kompleksowo robione z głową, a nie metodą „na głupa”, że postawimy lotnisko i się zobaczy co dalej, także tutaj należy się wielki plus. Kwestię wielkiego lotniska (doskonały pomysł), jako zapalony podróżnik, jeszcze zapewne poruszę jak czas pozwoli, ale dziś skupimy się na infrastrukturze kolejowej.

Jak widać będzie co budować i warto zerknąć na spółki giełdowe, które się tym fachem trudnią. Dziś omówię trzy: Trakcję, Torpol i ZUE.

Trakcja ma problemy z zadłużeniem, a poprzedni rok przyniósł 123,2 mln zł straty brutto ze sprzedaży. Nie wygląda to dobrze, ale takie spółki, które doznały lekkiego wstrząsu nie mają zbytnio „napompowanych” kursów, co jest plusem, gdyż kupno z dyskontem to dobre kupno.

Pytaniem otwartym pozostaje kwestia wolnych „mocy”, gdyż w sytuacji ciągłego braku rąk do pracy (w branży budowlanej jest to szczególnie odczuwalne, a Niemcy zamierzają otworzyć swój rynek pracy dla obywateli Ukrainy, więc może być niewesoło), jest to kluczowa rzecz.

Plusy: wstrząs kursu po negatywnych informacjach (oznacza to, że większość złych newsów jest już w cenie), potężne plany budowy i modernizacji kolei

Minusy: ryzyko spirali długu (małe, ale jednak warto o tym pamiętać), deficyt rąk do pracy, z analizy technicznej nie ma jeszcze żadnych silnych sygnałów kupna

Moja ocena:
Walor jest wart uwagi, ale dużych środków na pewno bym na niego nie przeznaczył. Dla osób korzystających z IKZE, gdzie roczny limit wpłat to 5 718 zł, może być naprawdę ciekawy w kontekście budowy portfela akcji na emeryturę, gdyż cena jest przystępna a zapotrzebowanie na usługi budowlane dla kolei będzie w najbliższych latach ogromne, co daje szansę na wygrzebanie się z dołka.

Kolejna spółka to Torpol, która miała w 2018 roku 19,2 mln zł zysku, a portfel zamówień jest imponujący i owe dobre wieści zostały już też uwzględnione w kursie.

Plusy: potężne plany budowy i modernizacji kolei, zyskowne kontrakty

Minusy: z analizy technicznej sygnały już dawno były, brak dyskonta, deficyt rąk do pracy

Moja ocena:
Po obecnym kursie walor mnie nie interesuje. Po korekcie można się zastanowić, gdyż perspektywy na najbliższe lata są duże i zakup na korekcyjnym dołku powinien być owocny.

Trzecia spółka to ZUE, które miało w 2018 roku 62,59 mln zł skonsolidowanej straty netto, także jest to kolejny podmiot z branży, który na zakontraktowanych robotach po prostu stracił.

Jak podkreśla zarząd:
Na powyższe nałożył się nieprzewidywalny na etapie składania ofert przetargowych, „radykalny, a dotykający całą branżę”, wzrost kosztów realizacji kontraktów budowlanych, w tym kosztów robocizny (..), czyli omawiane wyżej niedobory rąk do pracy są bardzo odczuwalne.

Oczywiście dla fachowców jest to dobry okres, gdyż każda firma chce takich mieć u siebie, więc będzie odpowiednio hojnie takie osoby wynagradzać.

Plusy: potężne plany budowy i modernizacji kolei

Minusy: deficyt rąk do pracy, z analizy technicznej nie ma jeszcze żadnych sygnałów kupna

Moja ocena:
Walor najmniej mi się podoba z przedstawionej trójki. Jest to typowy papier dla przysłowiowej „spekuły”, czyli jak wystrzeli to będzie złoto, ale jak się przestrzeli to będzie strzał w stopę. Ja na pewno się ZUE nie zainteresuję (na moment publikacji wpisu – za rok czy miesiąc sytuacja może być odmienna).

Tyle na pierwszy rzut oka. Spółek, które skorzystają na powstawaniu CPK jest więcej. Zachęcam zatem do własnych poszukiwań i śmiało dzielcie się pomysłami w komentarzach. Wszelaki przepływ myśli jest wysoce wskazany 🙂

Bałtyk – skarb pełen jodu

Autor: Marek | Posted in Podróże | Opublikowano 20-03-2019 10:50 am

2

Końcówka zimy obfitująca w silny wiatr i rozbijające się fale to idealny okres na uzupełnienie w organizmie jodu, gdyż jest go o wiele więcej aniżeli latem, także nie mogło mnie tam zabraknąć o tej porze roku 🙂

Pomiędzy zagranicznymi wyjazdami warto zawsze pamiętać o Polsce, gdyż jest ona piękna i ma masę atrakcji do zaoferowania 🙂 Takim naszym skarbem jest właśnie Bałtyk, gdyż jako morze zaliczane do akwenów zimnych, posiada wielokrotnie większe ilości aerozolu z łatwo przyswajanym jodem aniżeli ciepłe akweny (Morze Śródziemne, Karaibskie). Dodatkowo zimowy wypad jest idealny na ucieczkę przed smogiem, co zwłaszcza dla dzieci ma niebagatelne znaczenie.

U mnie, jak zawsze, nie zabrakło odwiedzin u fajnych ludzi. Czas mijał niesłychanie szybko, ale wystarczyło na nietuzinkowe konstrukcje naszych pociech 🙂 Tutaj mamy wielopoziomowy kamper 🙂 Czyż nie jest on idealny do podróżowania?

Dziękuję Alicji i Markowi za gościnę 🙂 Było naprawdę niesamowicie. Choć z Markiem o giełdzie staraliśmy się za dużo nie mówić, by nie drażnić naszych małżonek, to mając obok siebie osobę, która przeczytała całe archiwum ListyES (zajęło to Markowi jeden rok) nie sposób było tego tematu nie poruszyć 🙂

Zasiedzieliśmy się do późna, a posiłki serwowane przez Alicję były tak pyszne, że naprawdę żałowałem, iż parę godzin wcześniej w restauracji nie zamówiłem czegoś mniej sytnego.

Kiedy mężczyzna ma przy sobie odpowiednią kobietę jest w stanie osiągnąć wszystko, a kobieta łącząca ścieżkę kariery zawodowej (w tym zagraniczne delegacje np. do Mediolanu) z pielęgnowaniem ogniska domowego wraz pasją kulinarną, która sprawia prawdziwą frajdę, to mówimy o prawdziwym skarbie 🙂 W szczęśliwym małżeństwie, szczęśliwe są owoce owej miłości, czyli dzieci. Już sam cud narodzin, kiedy mąż trzyma żonę za rękę i chwilę później może wziąć noworodka na ręce, to chyba najpiękniejsza rzecz jaką daje nam Matka Natura. Oczywiście dzieci potrafią też mocno zajść za skórę. Sam się o tym przekonałem, kiedy zakończyliśmy budowę domu i na bielutkich ścianach pojawiły się hieroglify 😉

Oczywiście urlop urlopem, ale nie mogło zabraknąć czasu na rozgrzewkę dla szarych komórek. W poniedziałek miałem okazję zmierzyć się z dyrektorem hotelu. Partia była bardzo ciężka, ale w końcówce po skoczkowej kombinacji udało mi się wywalczyć pionka więcej i finalnie zakończyła się ona wygraną. Ku memu zaskoczeniu wzbudziło to niemałe zdziwienie wśród pracowników, gdyż jak mi powiedzieli po partii, z reguły dyrektor nie daje wielkich szans swoim oponentom.

Za wygraną dostałem w prezencie butelkę wina z górnej półki za co dziękuję 🙂

Po cichu mam nadzieję, że obiegowe opinie, iż szachy, nie będą nigdy sportem masowym, gdyż wymagają myślenia, a ludzie stają się coraz bardziej leniwi i nie lubią myśleć, wraz z nowym pokoleniem będą się zmieniać. Nie ma nic lepszego od promowania zasad logicznego myślenia i elementów strategii poprzez szachy wśród najmłodszych.

Reasumując, jod uzupełniony, także zanim polecę się wygrzać do ciepłych krajów, podrzucę jeszcze parę wpisów ze wskazówkami np. gdzie lokować środki, jeśli na giełdę nie ma się nerwów ani czasu a chce się zawsze wyprzedzać inflację (co na lokatach nie zawsze się udaje).

Rozrzucone świńskie łby i palące się opony – protest rolników w stolicy w szerszym kontekście

Autor: Marek | Posted in Płody rolne | Opublikowano 13-03-2019 7:19 pm

13

Dzisiejszy dzień bardzo burzliwie wyglądał w części Warszawy. Rozsypane jabłka, świńskie łby i gryzący rakotwórczy dym z zapalonych opon. Rolnikom zrzeszonym w AgroUnii puściły nerwy. Nie ma się co dziwić, gdyż ich sytuacja jest zła, lecz takie godne pożałowania formy protestu być może nadają się dla Francji. U nas każdy myślący człowiek powinien wiedzieć, że palące się opony szkodzą najbardziej najmłodszym, czyli naszej przyszłości. Czy silniejszy efekt dałoby np. podarowanie kilku wywrotek jabłek politykom prosto pod drzwi? Tego nie wiem.

Uważam natomiast, że bezpieczeństwo żywnościowe kraju powinno być zawsze priorytetem, gdyż ludności przybywa a areałów uprawnych ubywa. Tam gdzie jeszcze dekadę temu były łany zbóż, dziś znajdują się osiedla, sklepy, magazyny czy parkingi. Szczególnie wyraźnie widać to w Chinach. Tam „betonowanie ziemi” w ostatnich dekadach było przeogromne, tak jak i beztroskie „załatwianie” kwestii odpadów z zakładów chemicznych czy kopalni. Zatruwały one glebę i cieki wodne. W niektórych miejscach już nic nie wyrośnie przez bardzo długi czas, a jeśli wyrośnie to stężenie rakotwórczego arsenu jest tak duże, że zagraża zdrowiu.

U nas w przeciągu dwóch dekad również mnóstwo działek rolnych zostało rozdrobnionych, przekształconych na budowlane i finalnie „zabetonowanych”.

Sam od pewnego czasu intensywnie inwestuję w działki rolne, by mieć własne źródło nieskażonych pestycydami warzyw i owoców, także temat rolników jest mi bliski, gdyż na co dzień z wieloma mam okazję współpracować.

Problem na rynku sadowniczym jest wielki. Jest to pokłosie antyrosyjskiej polityki, która dobiła branżę, kiedy to w sierpniu 2014 roku Rosja nałożyła embargo m.in. na nasze jabłka czy kapustę. Rossielchoznadzor uznał, że nie spełniają one norm fitosanitarnych.

Po tamtym ciosie, wynikającym z totalnej głupoty polityków (a wystarczyło ugryźć się w język, by nie drażnić wschodniego niedźwiedzia), sadownicy mogli w ciemno wycinać jabłonie i sadzić co innego, gdyż nadpodaży po prostu nie ma szans rozdysponować w innych źródłach (jeśli chce się uzyskać rozsądne ceny pozwalające na minimalną egzystencję, bo po cenach dumpingowych chętnych się zawsze znajdzie). Drewno z drzew owocowych jest cenne na Zachodzie, gdyż najlepsze pizzerie tylko takim drewnem opalają swoje piece. Także po wycięciu, należało je odpowiednio wysezonować – przez co zwiększyć jego cenę – i odsprzedać. Byłby zastrzyk gotówki pozwalający kupić nowe sadzonki.

Tak jak na giełdzie, również w rolnictwie nie można iść na oślep. Owczy pęd jest najgorszy. Do siebie staram się sprowadzać odmiany, o których nikt w regionie nie słyszał. Jak znajomi rolnicy oglądają co mam z Kanady, to przecierają oczy. Wiem zatem, że znalazłem swoją niszę. Jabłonki mam tylko trzy, ale za to starałem się, by wśród nich znalazła się jedna stara odmiana, która prawie odeszła w zapomnienie, ale udało się ją odratować dzięki paru dziko rosnącym drzewkom, które grupa pasjonatów odszukała.

Wracając do meritum, za obecną sytuację winni są politycy, którzy prowadzili taką a nie inną retorykę wobec Rosji co w 2014 zakończyło się sankcjami, ale trwanie na oślep przy tej samej produkcji przez tyle lat, kiedy zbytu nie ma, spada już na producentów. Takie są brutalne realia rynku. Jest popyt i podaż.

Areały upraw trzeba chronić, a rolników wspierać dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju, ale monokultura wielu sadów musi zostać zmieniona. Zamiast uprawiać to co każdy, trzeba znaleźć swoją niszę i na bieżąco reagować na zmiany.

Branża rolna jest ciężkim fachem. Sam pamiętam ile czasu mi zajęło, by swój sad tak dobrać pod kątem odporności na choroby, wrażliwości na silne mrozy i terminem owocowania, by owoce były dostępne prosto z drzewa jak najdłużej. Chciałem uniknąć wysypu wszystkich owoców w jednym okresie, sadząc odmiany wczesne i odmiany późne.

Pierwsze frycowe było takie, że wiśnia, brzoskwinia, morela i czereśnia nie przetrwały zimy, a druga wiśnia padła od chorób. Zanim opracowałem własny system doboru odpowiednich nawozów, rodzaju cięcia i naturalnych sposobów walki z mszycami (wrotycz, ocet, czosnek), to minął kolejny sezon. Szanuję wszystkich rolników, gdyż wiem ile potrzeba wysiłku zanim nadejdą plony.

Jednak cała branża musi się zjednoczyć w spółdzielnie i prócz surowca, dostarczać też gotowy produkt np. dżemy, soki itp., gdyż bazowanie na jednej gałęzi, daje opłakane rezultaty. Warto też tworzyć lokalne sieci dystrybucji. Zwłaszcza uprawy BIO są niesamowicie dochodowe, gdyż na Zachodzie jest na to istny boom i niebawem u nas też to się zmieni.

Polecam każdemu, kto ma jakiś kawałek ziemi, o założenie własnego zielonego zakątku. Pielęgnacja drzew, obserwacja wzrostu a potem zbiór własnych owoców, które nie potrzebują środka nabłyszczającego, to rzecz bezcenna 🙂 Trzeba dbać o areały uprawne w naszym kraju, gdyż bez nich, będziemy zdani wyłącznie na import, a jak to wygląda z towarami z importu to widać choćby po słodyczach, gdzie w Niemczech jest masło, a u nas „ten sam” produkt ma w składzie olej palmowy …

Reasumując, rolnictwo to „być albo nie być” dla naszego kraju w perspektywie dekad. No chyba, że idąc za radami ONZ i UE zaczniemy jeść robaki i owady.

PS Ktoś z Was uprawia coś dla siebie?

Eurocash – styczniowa ryba daje premię a gruby pozostaje w opałach :-)

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 06-03-2019 8:59 pm

9

„Pewniak”, czyli plan minimum, został już dawno osiągnięty i tak jak pisałem w poprzednim wpisie, to co rynek jeszcze może dać to premia, gdyż minimum nie oznacza maksimum.

Premia okazała się sowita, także ryba podrzucona na początku stycznia przytyła 🙂

Jak widać, „gruby” gracz, który zwiększał tylko pozycje na spadki (tzw. shorty), totalnie się „nie odnalazł” na tym walorze 🙂 Obecnie notuje już spory minus. Ciekawe czy przyjmie strategię przetrzymywania strat, wszakże to tylko pieniądze klientów, a przecież kiedyś musi spaść 🙂

Lepsze jest jednak aktywne zarządzanie portfelem, by pieniądze z zyskownych transakcji mogły ciągle pracować, a gdy się przetrzymuje straty, to pieniądze leżą 🙂

Reasumując, kto postanowił zaryzykować (plan minimum był „pewniakiem”, reszta już tylko szacowaniem prawdopodobieństw), ten może zacierać ręce 🙂

Żołnierze Niezłomni – cześć ich pamięci!

Autor: Marek | Posted in Patriotyzm | Opublikowano 01-03-2019 5:35 pm

17

Dziś 1 marca, także warto uczcić pamięć o naszych bohaterach, którzy wiedzieli co oznaczają słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna.

Smutne jest to, że niektóre polskojęzyczne media próbują zszargać ich pamięć, wrzucając z nimi do jednego worka także dezerterów i pospolitych bandytów, by odpowiednio indoktrynować swoich odbiorców. Nie dziwi to wszakże, gdyż jak wiadomo brat redaktora naczelnego pewnej gazety skazywał Niezłomnych na kary śmierci (tu więcej).

Także czcimy pamięć Bohaterów antykomunistycznego podziemia i odcinamy się od bandytów. Tyle w ramach wstępu, a teraz chciałbym przedstawić sylwetkę jednego z Niezłomnych, który walczył świetnie piórem 🙂

Jako, że o Pawle Jasienicy mógłbym napisać wiele, a i jego dzieła nie są mi obce, ale nie byłoby to tak dobre jak przekaz Wojtka z HBC, także podrzucam poniższe nagranie 🙂 Co prawda jest sprzed dwóch lat, ale jeśli ktoś nie widział, to polecam 🙂

EUR/PLN – przegląd wykresu – kiedy kupić euro?

Autor: Marek | Posted in FOREX, waluty | Opublikowano 27-02-2019 11:14 am

13

Dostaję ostatnio sporo zapytań dotyczących kursu euro związanych między innymi z nadpłatą kredytów czy zakupami firmowymi za duże sumy, także dziś rzucimy okiem na wykres EUR/PLN.

Jak widać od połowy poprzedniego roku kurs porusza się w trendzie horyzontalnym z zakresem ruchu rzędu kilkunastu groszy. Jednym słowem jest tutaj męczący boczniak dla osób lubiących silne trendy, bądź gratka dla strategów gry od bandy do bandy, gdzie kupuje się z wąskim stopem w pobliżu linii wsparcia, by odsprzedać z zyskiem przy linii oporu.

Ja osobiście należę do tej pierwszej grupy, także żadnych spekulacyjnych działań podejmować nie zamierzam. Po prostu wyznaję zasadę, że kupuje się wyłącznie w dobrych miejscach.

Dla przypomnienia, w styczniu ubiegłego roku w ramach bonusu dla Czytelników (to naturalne, by raz na jakiś czas dzielić się rybą), ujawniłem na blogu swój zakup sporych ilości euro, by każdy mógł skorzystać z dobrego miejsca.

EUR/PLN - interwał dzienny

EUR/PLN – interwał dzienny

Na giełdzie podstawą jest cierpliwość i wyczekiwanie na odpowiednie rejony, by zakup był zawsze z odpowiednim dyskontem, gdyż wtedy można liczyć na naprawdę dynamiczne ruchy. Bez dużego dyskonta cudów się nie zdziała 🙂

Wielu graczy giełdowych regularnie traci, gdyż właśnie brakuje im cierpliwości. Tracą bo chcą „na już” cokolwiek kupić, a to tak nie działa 🙂 Okazje nie pojawiają z dnia na dzień przez cały rok w hurtowych ilościach. Trzeba cierpliwie czekać na dogodny „okres siania”, by potem zbierać „sowite plony” 🙂

Zmiana kroku notowań na GPW i opróżnienie arkusza zleceń SL jako skutek uboczny.

Autor: Marek | Posted in ogłoszenia | Opublikowano 21-02-2019 8:16 pm

0

Niebawem dojdzie do zmiany kroku notowań. Jak można wyczytać na stronie GPW:

W praktyce będzie to wyglądać Rozwiń »

XXVII – „obiad czwartkowy” już za nami

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 20-02-2019 2:02 pm

14

Tym razem okazja do spotkania w gronie Absolwentów nadarzyła się we Wrocławiu 🙂

Spotkanie rozpoczęliśmy od gry w szachy, by szare komórki zostały odpowiednio rozgrzane, co ma niebagatelne znaczenie w giełdowym fachu, gdyż „zardzewiały” umysł podsuwa „zardzewiałe” walory 🙂 Poprzeczka była we Wrocławiu postawiona bardzo wysoko i jak Krzysiek mnie przycisnął wieżami, to naprawdę było gorąco 🙂

Po szachach, stanowiących część integracyjną spotkania, przyszedł czas na część roboczą.

Standardowo przez wiele godzin omawialiśmy zagrania i dyskutowaliśmy na tematy rynkowe. Dopiero luty, a w tym roku padło już naprawdę dużo ciekawych sygnałów kupna, także można powiedzieć, że rynek ostatnio jest bardzo łaskawy 🙂

Miło było się spotkać i znów czas pędził nieubłaganie, że nawet nie wiem, kiedy to wszystko zleciało. Dziękuję wszystkim za przybycie i do zobaczenia następnym razem 🙂

Przy okazji dziękuję także wszystkim osobom, które miałem okazję spotkać w miniony weekend w stolicy Dolnego Śląska. Zaskoczyły mnie także niesamowite niespodzianki 🙂

Dziękuję Tomkowi za nietuzinkowy obraz 🙂

Jako, że jestem fanem malarstwa, zarówno inwestycyjnego jak i amatorskiego, gdyż sam niejednokrotnie na plenerze malarskim brudziłem sztalugi, to zostanie on dołączony do mojej prywatnej galerii 🙂

Wielkie podziękowania składam także Rafałowi i jego utalentowanej małżonce, gdyż nie mogłem przywieźć lepszego prezentu dla dziecka 🙂 Jestem miłośnikiem historii i dzieciom na co dzień opowiadamy dawne dzieje, także zabawka z aspektem historycznym to był strzał w dziesiątkę 🙂

Co kryje pudełko? Coś wspaniałego 🙂 Mapa ze śladami konnych akcji Piłsudskiego i niesamowita opowieść, która totalnie pochłania dzieci 🙂

Piękna nauka przez zabawę, a do tego rozwój wyobraźni dziecka, kiedy konik jedzie na kolejne miejsce bitwy 🙂

Genialny pomysł Małgorzaty Klimek (Zabawki z Historią). Idealny prezent dla dzieci 🙂 Dziękuję! 🙂

Grupa Azoty – mityczne złoża w Senegalu i drogie zegarki dla polityków

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 07-02-2019 12:40 pm

31

Teoretycznie raporty publikowane przez spółki nie są dla mnie żadną przydatną rzeczą, gdyż w dobie zaawansowanej kreatywnej księgowości nie mam do nich zaufania i trzymam się swoich narzędzi, które pozwalają podpinać się do ruchu w dobrych miejscach.

Jak się zajmie w odpowiednim momencie pozycję, to potem jedynie przesuwa się SL. Tak też jest na Azotach i na naszej głównej grupie dyskusyjnej (Liście Absolwentów) w bieżącym wątku najnowsze posty wyglądają tak:

Czyli niczym się nie przejmujemy i spijamy śmietankę zgodnie z metodologią bez grzebania po raportach udostępnianych przez spółki, ale jeden ze znajomych bardzo nalegał bym tam zerknął i podesłał mi rarytas (link).

Po przeczytaniu całego raportu byłem rzeczywiście nieco zaskoczony, gdyż choć realia obsadzania spółek państwowych są jakie są i trafiają tam ludzie jacy trafiają, to liczyłem, że mimo wszystko jakieś zarysy kompetencji czy szczątki kręgosłupa moralnego powinni posiadać owi ludzie namaszczani przez władzę. Rozwiń »