Nabór na nowy kwartał do ListyES – grupy mailingowej dla Absolwentów szkolenia „Esencja spekulacji”

Autor: Marek | Posted in inne | Opublikowano 18-12-2018 10:27 am

2

Kasia prosiła mnie bym przekazał informację, że dziś rusza oficjalnie nabór na nowy kwartał do ListyES, czyli forum dyskusyjnego, gdzie można szlifować wiedzę po szkoleniu podstawowym „Esencja spekulacji”, tak by utrwalić dobrze materiał przed poznaniem Techniki Ichimoku.

ListaES

Archiwum grupy ma tysiące postów, przez co można śmiało rzec, że praktycznie 99,8% wszelkich istotnych pytań, które mogą się pojawić w trakcie przygody z giełdą, zostało już tam zadanych i dokładnie omówionych zgodnie z materiałem ze szkolenia.

Jest to zatem idealne miejsce na przegląd archiwalnych analiz, by zobaczyć jakie najczęściej były popełniane błędy i jakie kroki trzeba wdrożyć by je wyeliminować.

Prócz waloru edukacyjnego w postaci przeglądania archiwum, ListaES służy także bieżącej ocenie walorów, czyli można wrzucać swoje propozycje zagrań, by omówić dany walor zanim postawi się na niego prawdziwe pieniądze.

Co więcej, pod analizę można poddać wszystkie obserwowane walory, by z góry odrzucić te bez perspektyw i nie marnować na nie czasu. Oszczędzi się wtedy kosztownego etapu nauki na własnych błędach.

Nad grupą pilnie czuwa Kasia, zaawansowana Adeptka, która specjalizuje się w rygorystycznym wybieraniu najlepszych walorów, co potwierdza jej stopa zwrotu, także jest właściwą osobą na właściwym miejscu.

Zgłoszenia do końca bieżącego tygodnia będą przyjmowane pod adresem: kasia.lista4es (małpa) gmail.com

Jaki jest sposób na dostatnie życie na emeryturze?

Autor: Marek | Posted in Edukacja finansowa | Opublikowano 14-12-2018 11:41 am

23

OECD nie pozostawia złudzeń. Bez dodatkowego zabezpieczenia się na jesień życia, otrzymywane świadczenia będą w Polsce wynosić jedynie 38% wysokości ostatniej pensji.

Trzeba zatem działać i to zaczynając za młodu, gdyż inaczej może być już nie tyle za późno, co będzie to na pewno dużo bardziej kłopotliwe i wymagające wielu poświęceń (np. nadgodziny w pogoni za awansem, czy drugi etat to działania znośne dla singla, ale już odbijające się czkawką dla kogoś kto okrada z czasu swoje dzieci i pełni rolę bankomatu, a nie powiernika będącego oparciem, potrafiącego wysłuchać i pokazać właściwą drogę).

Dlatego też bardzo spodobała mi się droga Maćka, który po maturze zakasał rękawy do działania na wielu frontach. Mając naście lat zainteresował się rynkami finansowymi, co w tym wieku może wydawać się nieco ryzykowne, gdyż młodym sodówka znacznie częściej potrafi uderzyć do głowy, wszakże (poza nielicznymi jednostkami) nie znają jeszcze wartości ciężko zarobionych pieniędzy. Jednak z drugiej strony, zaczynając wcześnie, ma się dużo czasu na poznawanie praw rządzących rynkiem.

Pewnego razu Maciek trafił do mnie na szkolenie i później kontakt się urwał, aż po jakimś czasie otrzymałem takiego oto maila:

Później nadszedł wymarzony wyjazd na Wyspy Kanaryjskie i oddanie się swojej pasji, którą sfinansowała giełda.

Tak jak na rynku, im większe fale, tym większa zabawa 🙂

Choć może to dziwnie zabrzmi, ale wbrew temu co podpowiada logika (akumulacja środków, reinwestowanie kapitału, dążenie do niezależności finansowej), dokonał właściwego wyboru, gdyż za młodu trzeba się wyszumieć, bo inaczej całe życie będzie się żałować, że się tego nie zrobiło. Potem na niektóre rzeczy, zwłaszcza w kwestii sportów ekstremalnych, może już być po prostu za późno. Bez odpowiedniego wyszumienia się w młodości, łatwo wpada się w pułapkę kryzysu wieku średniego, który w skrajnym przypadku staje się kompilacją głupoty i niespełnionych marzeń. Nie ma nic gorszego niż widok osieroconych dzieci, gdyż tatuś musiał iść połechtać swoje ego i już nigdy nie wrócił. Także dwumiesięczny wyjazd na Kanary, choć był roztrwonieniem zarobionych pieniędzy, w tym wypadku był czymś właściwym.

Czas mijał a Maciek z naładowanymi bateriami działał dalej. Znalazł niszę i zaczął do Warszawy sprowadzać choinki z rejonów, gdzie są one tanie. Ot taki krajowy geoarbitraż – kupujemy gdzie jest tanio i sprzedajemy gdzie jest drogo. Któż nie chciałby pachnącego drzewka na Święta?

Maciek zarobił swoje na choinkach i ruszył dalej, gdyż pieniądz musi pracować. Na jesień dostarczał drewno opałowe, a przez lato sprzedawał lody własnej produkcji.

Mocno zdywersyfikowany biznes to podstawa. Im więcej gałęzi, tym większe plony, a jeśli jakaś gałąź się złamie, to plony zbiera się z pozostałych 🙂

Idąc za ciosem, Maciek zajął się branżą gastronomiczną na dobre i otworzył swój pierwszy lokal na Saskiej Kępie. Dobra lokalizacja, dobry produkt – nic tylko pomnażać dalej kapitał! Niestety tym razem była to lekcja pokory. Czynsz wynoszący 10 000zł miesięcznie zrobił swoje i lokal nie okazał się żyłą złota.

Dla wielu może się to wydawać powodem do wstydu, ale każdy człowiek sukcesu wie, że błędy w biznesie to po prostu cenne lekcje mówiące jak nie należy tego robić. Im więcej takich lekcji, tym sprawniejszego ma się nosa do interesów. Co więcej, najlepiej to przejść będąc młodym, gdyż ma się jeszcze całe życie przed sobą, by się odkuć.

Gdyby Maciek nie miał zdywersyfikowanego portfela, to po tych wydarzeniach straciłby źródło dochodu, ale mając wiele gałęzi, tę chorą bez skrupułów się odcina i rusza dalej. Dalszym krokiem było zwiększenie produkcji z własnej lodziarni, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Największe zyski z lodów są oczywiście w upały, także jak przychodzą chłodne wieczory działa kolejna gałąź, czyli drewno opałowe, a teraz przed Świętami, Maciek zaopatruje stolicę w pachnące jodły kaukaskie 🙂

Cały czas aktywnie działa, także spokojnie przed trzydziestką status milionera jest u niego pewniakiem. Pieniądz musi cały czas pracować. Tylko w ten sposób można odpowiednio zabezpieczyć się na starość (pomijamy oczywiście nieistotne statycznie przypadki typu wygrana w lotto czy „zawód: syn”).

Całość jego działań przypomina pewną dosyć znaną przypowieść z Biblii, która jakby nie patrzeć stanowiła w owym czasie w pewnym zakresie podręcznik „edukacji finansowej”.

Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.

Dla przypomnienia, 1 talent (jednostka monetarna używana w starożytności na Bliskim Wschodzie) odpowiadał równowartości 3600 szekli. Także pierwszy sługa otrzymał 18000 szekli, drugi 7200, a trzeci 3600 (co na tamte czasy i tak było zawrotną sumą).

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczai się rozliczać z nimi.
Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: «Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem». Rzekł mu pan: «Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana».
Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, i powiedział: «Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem». Rzekł mu pan: «Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana».
Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: «Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność».
Odrzekł mu Pan jego: «Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności : tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».

Przypowieść ta została spisana prawie dwa tysiące lat temu, a dalej odzwierciedla te same zachowania. Część osób ima się wielu zajęć, inwestuje, rozkręca biznesy dużej skali, część operuje mniejszym kapitałem, ale działa z równie wielkim rozmachem, że podwaja swoje środki, a cześć osób szuka wymówek, nie poszerza wiedzy, zamiast się uczyć na błędach – „wie lepiej”, trwoni czas przed tabletem, telewizorem i nie wykazuje chęci działania.

W treści można także znaleźć ponadczasowe przesłanie, że pieniędzy nie można zakopywać, czyli w dzisiejszych czasach trzymać w przysłowiowej skarpecie czy na lokacie, co jest dobre wyłącznie w przypadku, kiedy mamy ich już pod dostatkiem i odsetki od obligacji skarbowych czy lokat w pełni pokrywają nasze potrzeby.

Oszczędzanie jest dobre dla utrzymania danej stopy życiowej (pilnuje nas byśmy nie roztrwonili za szybko całego majątku), także jeśli osiągnie się satysfakcjonujący pułap, to śmiało można zwolnić tempa, gdyż pogoń za pieniędzmi dla samego gonienia za pieniędzmi ociera się bardziej o chorobę psychiczną, aniżeli racjonalne działania. Pieniądze są przecież jedynie środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

Natomiast oszczędzanie nigdy nie pozwoli przebić się na wyższą stopę życiową. Jeśli bieżąca nas zadowala, to wszystko jest w porządku. Natomiast jeśli chcemy wspiąć się szczebelek wyżej, to konieczne jest stałe pomnażanie kapitału. Oczywiście nie zawsze musi to być na rynkach finansowych. Może to być inwestycja we własny biznes, we własny rozwój w celu znalezienia lepiej płatnej pracy itd.

Na im większej liczbie filarów budujemy naszą stabilność finansową, tym bardziej będzie ona solidna. Maciek połączył kilka gałęzi. Prócz pomnażania kapitału na rynkach finansowych, rozwija równolegle własne biznesy. Jeśli w upalne lato jedliście w stolicy przepyszne lody, to jest duża szansa, że były to lody z jego firmy 🙂 Natomiast jeśli kupujecie w Warszawie pachnące jodełki przed Świętami, to prawdopodobnie również są z jego dostawy 🙂

Maciek jest typowym przykładem człowieka o szerokich horyzontach, dla którego chcieć to móc i doskonale działa na poczet swojej przyszłej emerytury.

Grupa Azoty – analiza waloru wybranego przez Czytelników #4

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 05-12-2018 8:29 pm

28

W ostatniej w tym roku odsłonie przeglądu walorów wybranych do analizy przez Czytelników, podczas głosowania na Fanpage’u wybór „po dogrywce” padł na Grupę Azoty.

Chyba nie trzeba nikomu przedstawiać największego krajowego producenta nawozów. Polifoska, Amofoska, Saletrzak, Pulsar czy Salmag, to nazwy, które zapewne obiły się o uszy niejednej osobie, która na działce czy w ogrodzie zajmowała się uprawą warzyw.

Osobiście nie miałem okazji testować ich nawozów, gdyż w kwestiach upraw jestem „ekologicznym zapaleńcem” i prócz tego co wypracują u mnie kompostowniki, korzystam głównie z odchodów dżdżownic kalifornijskich, a do wiosennych oprysków na mszyce i przędziorki uprawiam specjalnie wrotycz, także moje płody rolne nie są całkowicie bez oprysków jak te pewnego znanego podróżnika, ale są w miarę zgodne z naturą 🙂

Natomiast o te nawozy zapytałem Przemka, zaprzyjaźnionego inwestora giełdowego, który ma większe areały upraw niż ja, a do tego jest niesamowicie bystry i nie boi się patrzeć na sprawy kompleksowo. Niedawno przez telefon rozmawialiśmy o potencjale grzewczym jego hałd z kory iglaków, gdyż zachodzące tam reakcje związane z kompostowaniem sprawiają, że wewnątrz panuje tam wysoka temperatura. Jak to ujął Przemek: „łapy można poparzyć”. Tego typu mechanizmy już ponad dekadę temu były poruszane przez Katedrę Elektrotechniki i Energetyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie i w wielu innych ośrodkach badawczych. Szkoda, że nie są popularne na wsi, gdyż wtedy właściciele dużych pryzm, mogliby spokojnie nie palić w piecu podczas zimy 🙂

Wracając jednak to meritum, Przemek stwierdził, że są na rynku lepsze nawozy, jednak w stosunku cena/jakość jest to dla rolników dobry produkt, w który warto się zaopatrywać. Zatem zbyt, przynajmniej na krajowym podwórku, powinien być całkiem spory.

Zerknijmy teraz na parametry (źródło: stooq.pl)

Cena/Zysk = 48 może niektórych odstraszyć, gdyż np Tauron ma 4, ale u CDR to już ponad 125, także rynek się raczej takimi rzeczami nie przejmuje 😉

Na koniec zostawiłem wykres, choć przyznam, że wybór tego waloru postawił mnie trochę w trudnej sytuacji, gdyż był on już grany wcześniej przez moich Uczniów, za co też chwaliłem Przemka za wyłapanie wejścia w okolicy dwudziestu-paru złotych.

Także nie bardzo wiem co teraz napisać. Kto użył wędki z „Esencji spekulacji”, już ten walor ma i patrzy jak rośnie podnosząc SL, by zysk nie zamienił się w stratę.

Z Techniki Ichimoku sygnały też już były. Informacyjnie średnie Tenkan-sen (9 – sesyjna) i Kijun-sen (26 – sesyjna) przecięły się jeszcze przed Świętem Niepodległości.

Teraz jest czas na pilnowanie zysku poprzez rozsądne przesuwanie SL, a za jakiś czas zapewne jakiś profit.

Reasumując, nie preferuję gonienia uciekającego pociągu. Wejścia muszą być w dobrych miejscach, by stopa zwrotu była odpowiednio duża w stosunku do podejmowanego ryzyka.

Szczyt klimatyczny w Katowicach i kwestia smogu

Autor: Marek | Posted in ciekawostki, Edukacja finansowa | Opublikowano 03-12-2018 7:21 pm

22

Rozpoczęty Szczyt Klimatyczny w Katowicach zmotywował mnie do dzisiejszego wpisu 🙂 Jak wiadomo odczyty czujników są w sezonie zimowym katastrofalne i to nie tylko na Śląsku, ale także w stolicy (stan na godzinę 19:00).

Przyczyn jest zawsze wiele, także dziś pokażę jak będąc posiadaczem kominka, można dołożyć swoją cegiełkę do czystego powietrza w najbliższej okolicy, a przy okazji będzie dodatkowy zysk dla portfela 🙂

Mowa o odpowiednim sposobie rozpalania od góry, które dominuje w Niemczech czy Szwajcarii, gdzie zrobiono kompleksowe badania potwierdzające spadek emisji zanieczyszczeń nawet do 80% w przypadku rozpalania od góry (linki do badań niemieckich i szwajcarskich).

Ową metodę pokazałem też swojego czasu Krzyśkowi, który jako jeden z pierwszych trafił do mnie lata temu na Ichimoku. Utrzymujemy po dziś dzień przyjacielski kontakt i zarazem wspieramy się w rozmaitych przedsięwzięciach. Tak też było przed laty, kiedy budowałem zeroenergetyczny dom (m.in. ocieplenie ścian styropianem o gr. 30cm). Gdyby nie Krzysiek i jego cenne wskazówki, w zdecydowanie większej liczbie miejsc dałbym się nabrać ekipie budowlanej na ich „wersje sztuki budowlanej”.

Epopeje budowlane to jednak temat na książkę, jak nie dwie, także wróćmy do tematu kominka. Na pewno każdy, kto jeszcze nie popadł w rutynę w związku, wie jak dużo potrafi w mroźne dni zdziałać wieczorna dobra muzyka, lampka wina i migoczące płomienie w kominku. Cała reszta dzieje się w mgnieniu oka 🙂

Jednak czarna na drugi dzień szyba i osmolone palenisko, sprawiające, że z salonu robi się nam kotłownia, są dosyć sporym minusem. Kłęby gęstego dymu rzucane na sąsiadów też nie są dobrym pomysłem.

Na to wszystko jest właśnie rozwiązanie w postaci rozpalania od góry, choć kiedy promowałem aktywnie tę metodę wśród lokalnych polityków, dla większości było to coś nierealnego, wielka abstrakcja. Na szczęście dla ludzi z otwartym umysłem jest to sposób, by zaoszczędzić nawet 40% opału bez konieczności częstego dokładania drewna, a dodatkowo pozbywa się problemu sadzy w kominie i palenisku.

Gdy kominiarz był u Krzyśka, to skwitował to słowami: „widzę, że pan jeszcze nie palił nigdy w tym kominku” 🙂 Nic więcej nie trzeba chyba dodawać.

Jak zrobił Krzysiek, by zaskoczyć kominiarza?

Etap pierwszy, ustawiamy drewno (duże szczapy u dołu, mniejsze u góry).

Następnie podpalamy od góry elementy zapalające. Można też robić to bardziej efektownie i potraktować drewno palnikiem – pozdrowienia dla Tomka za ten patent na szybkie podpalenie 🙂

Później pozostaje się cieszyć ciepłem.

I tak mijają godziny

i kolejne godziny

I dalej gorąco

Rozpalony po południu kominek przed północą dalej trzyma formę.

Nie ma też kłębów gęstego dymu 🙂 Palenie „bezdymne” wymaga paru prób, by wyczuć swój kominek i odpowiednio regulować dopływ powietrza, ale później robi się to już bardzo intuicyjnie i nie trzeba szorować osmolonej szyby.

Na koniec dodam, że bardzo ważne jest także suche, dobrze wysezonowane drewno. Jeśli użyjemy wilgotnych szczap, to będziemy wędzić pół okolicy bez względu na technikę palenia. Tak samo należy unikać drzew iglastych. Trochę reguł trzeba przestrzegać, ale warto. O paleniu od góry można poczytać też tu.

Dziękuję Krzyśkowi za zdjęcia i zachęcam do prób posiadaczy kominków, gdyż zysk będzie dla każdego. Sąsiedzi nie będą wędzeni, a my nie będziemy musieli rąbać tyle drewna 🙂

S&P500 – drobny przeciek z grupy mailingowej

Autor: Marek | Posted in indeksy | Opublikowano 27-11-2018 8:07 pm

35

Ostatnio jestem w rozjazdach i lekkim zabieganiu, także dziś będzie jedynie szybki „przeciek” z naszej głównej mailingowej grupy dyskusyjnej – Listy Absolwentów. Jest to grupa dla osób posiadających wędki z „Esencji spekulacji” oraz Ichimoku. Dla przypomnienia działa także ListaES prowadzona przez Kasię, gdzie wiedzę szlifują osoby po szkoleniu podstawowym.

W przecieku będzie nasza dyskusja o S&P500 wraz z najnowszym postem. Screen z grupy umieszczam poniżej (po kliknięciu obraz się powiększy):

Jak widać, ostatni wpis był niecały miesiąc temu. Dotyczył on zabrania zysków z shortów (czyli pozycji, które pozwalają zarabiać na spadkach). Dzień realizacji zysku został oznaczony na poniższym wykresie.

Jak widać też z treści, osobiście nie miałem tam pozycji. Moje środki pracują gdzie indziej, choć mój fundusz podróżnika (rachunek celowy, gdzie trafia określony procent od każdej zyskownej transakcji) został mocno „obrabowany” przez dosyć spore wydatki, ale nie żałuję ani jednej wydanej złotówki 🙂 Kiedyś napiszę o tym więcej.

Reasumując, póki co na ponowne wskoczenie do pociągu (zarówno na północ jak i południe) żadnych bezpiecznych sygnałów nie ma, a na sytuacje, o średnim prawdopodobieństwie wygranej (zbliżonym do rzutu monetą), nie ma sensu stawiać kapitału, dlatego też od prawie miesiąca na grupie jest cisza o S&P500, a jak widać na screenie, to dopiero 28 wątek z 891, czyli jest wiele ciekawszych walorów omawianych w listopadzie. Także ja pozycji na S&P500 jeszcze nie posiadam, ale zapewne w 2019 to się zmieni (może nawet nieco wcześniej).

Jurek Bitschan

Autor: Marek | Posted in Patriotyzm | Opublikowano 21-11-2018 10:12 am

15

Zanim siądę do wpisu o S&P500 chciałbym przypomnieć osobę Jurka Bitschana, gdyż dziś przypada rocznica jego śmierci.

Wolna, niepodległa Polska nie została nam podarowana. Została ona wywalczona przez naszych przodków. Przelali swoją krew po to, byśmy mogli dziś mówić w rodzimym języku, by nikt obcy nie mówił nam co mamy myśleć, bo możemy myśleć samodzielnie, by nikt z zewnątrz nie decydował o tym co mamy robić, a także po to, by nasze dzieci mogły się cieszyć dzieciństwem.

Jerzy Bitschan, harcerz i pilny uczeń osiągający ponadprzeciętne wyniki w nauce widząc zagrożenie ze strony wroga pozostawił w domu list i ruszył do walki.

„Kochany Tatusiu!
Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość sił, bo brakuje ciągle ludzi dla wyswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było.
Jerzy”

 

Jako 14-latek, był jednym z wielu tysięcy Orląt Lwowskich, które chwyciły za broń, by przeciwstawić się agresorom. Cześć i chwała ich pamięci!

Czy warto wypłacać środki z Getin Banku czy Idea Banku? Zagwozdka dla posiadaczy lokat i kont w bankach Leszka Czarneckiego

Autor: Marek | Posted in Edukacja finansowa | Opublikowano 17-11-2018 10:15 am

42

Po dużej liczbie maili z pytaniami o banki Czarneckiego, widzę, że nie milkną echa afery wokół KNF. Co więcej, sporo osób pyta o korzystanie z „okazji”, gdyż wobec odpływu środków (w niektórych miejscowościach klienci masowo ustawiali się w kolejkach), bank reaguje i oferuje aż 3,9% na lokacie trzymiesięcznej. Oprocentowanie jest oczywiście w skali roku, także za owe 3 m-ce będzie to ok. 0,79% po potrąceniu podatku.

Także czy na pewno 0,79% jest warte podejmowanego ryzyka i późniejszej papierologii w razie negatywnego scenariusza?

Grając Krezusa, którego ujawniłem także na blogu, miałem już uprzednio wszystko skalkulowane. Zysk jest zawsze premią za ryzyko, także wystawiając środki pod werdykt rynku, oszacowałem wstępnie, że z każdej położonej złotówki dobrze byłoby uzyskać drugą. To była dobra premia za ryzyko. Kiedy dotarło do zasięgu minimalnego, również zrobiłem post na blogu. Całość prezentuje poniższy schemat.

Krezus - interwał dzienny

Krezus – interwał dzienny

Była to chłodna kalkulacja. Ponoszę ryzyko, ale musi być dobra premia za owe ryzyko. 60%, 80% czy 100% to dobra premia.

Czy lokaty za 0,79% (3,9% w stosunku rocznym) to naprawdę wielki hit? Każdy musi sam sobie na to odpowiedzieć. Rozwiń »

Szef KNF: Bank do odstrzału lub 40mln? – prawo dżungli czy uroki wolnego rynku?

Autor: Marek | Posted in ciekawostki | Opublikowano 14-11-2018 9:38 am

26

Media poruszyła niedawna afera i dymisja Marka Chrzanowskiego, szefa KNF, który jako 25-latek został doktorem nauk ekonomicznych na SGH, a obecnie jest profesorem nadzwyczajnym tejże uczelni.

Pierwsze co mi przyszło do głowy po doniesieniach medialnych to lekkie zdziwienie, że dał się tak łatwo podejść. Przecież Leszek Czarnecki został zwerbowany w 1980 przez SB, a następnie po dwóch latach trafił pod skrzydła Departamentu I SB, czyli elitarnej agencji odpowiedzialnej za wywiad. Przeszedł wówczas szkolenie w zakresie pracy operacyjnej za granicą, czyli znał doskonale wszystkie sztuczki i wiedział jak „rozbroić” niedoświadczonego młokosa.

Świat finansjery przenika się wzajemnie przez świat polityki, także żadnego zdziwienia aferą być nie powinno, gdyż tworzą się one nieustannie i nie ma pytań czy coś wypłynie, ale kiedy wypłynie. Jest to brutalna prawda, ale tak to wygląda. Politycy coraz lepiej się maskują i trudniej jest wskazywać korupcyjne kwestie. Ich wyrachowane działania tłumaczy się najczęściej niegospodarnością, a sami na przesłuchaniach tłumaczą się amnezją. Rozwiń »

Po 123 latach niewoli nasi przodkowie wywalczyli wolność!

Autor: Marek | Posted in Patriotyzm | Opublikowano 11-11-2018 4:33 am

7

Chwała bohaterom, gdyż to dzięki nim mamy własną Ojczyznę!

Epilog – Szymek jest zdrowy :-)

Autor: Marek | Posted in ciekawostki | Opublikowano 04-11-2018 7:56 pm

1

Parę dni dni temu Marta i Leszek przekazali mi bardzo dobrą wiadomość:

Leczenie powiodło się i na dzień dzisiejszy Szymek jest wyleczony (czysty) brak komórek nowotworowych.

Każdy kto dołożył swoją cegiełkę do tego wielkiego sukcesu, może być z siebie naprawdę bardzo dumny, gdyż ludzkie życie zostało ocalone. Rozwiń »

Krezus – król spekulantów drugi dzień po odwieszeniu notowań nurkuje o 16,52%

Autor: Marek | Posted in akcje | Opublikowano 30-10-2018 8:21 pm

23

Po perturbacjach związanych z zawieszeniem kursu na wniosek KNF, krezus drugi dzień z rzędu zalicza solidny spadek. Cała sytuacja tym bardziej potwierdza, że największą sztuką spekulacji giełdowych jest nie tylko kupić w dobrym miejscu, ale także wiedzieć, kiedy jest odpowiedni czas na to, by sprzedać. Dla przypomnienia podrzucam wykres z oznaczonymi miejscami, kiedy Krezus był omawiany na blogu.

Krezus - interwał dzienny

Krezus – interwał dzienny

Jak widać wpis o czasie na zbiory nie był przypadkowy. Cała sztuka polega na tym, by być cierpliwym i czekać na odpowiedni moment. Trzeba wiedzieć kiedy kupić a kiedy sprzedać, gdyż trzymanie akcji w nieskończoność z nadzieją, że „może kiedyś się odbije”, jest prostą drogą do katastrofy.

Tak samo szybką drogą do katastrofy jest uzależnienie od emocji giełdowych. Wtedy, gdy na rynku nastaje niewielki okres wahań i „wieje nudą”, to monotonia i znużenie doprowadza wielu graczy do płukania portfela na bezsensownych zagraniach na rynkach lewarowanych wynikających z chęci „zagrania czegokolwiek”, gdyż dzień bez transakcji to dzień stracony. Pułapek na rynkach finansowych jest co niemiara. Co więcej, każda z nich jest zawsze bardzo kosztowna, o czym niestety przekonali się akcjonariusze Krezusa kupujący akcje w lipcu. Na giełdzie nie ma żartów.

55 mld € wyłudzonego podatku – dziennikarze śledczy ujawniają kulisy wielkiej banksterskiej operacji

Autor: Marek | Posted in ciekawostki | Opublikowano 24-10-2018 1:44 pm

12

Niedawno wielkie międzynarodowe dziennikarskie śledztwo ujawniło, że wiele banków przy użyciu sztuczek księgowych dopuściło się do wydrenowania olbrzymich sum z narodowych budżetów państw europejskich (nie wiadomo jeszcze czy Polska też jest na liście). Mechanizm polegał na takim żonglowaniu cyframi, by dochodziło do wielokrotnego zwrotu tego samego podatku.

Po raz pierwszy podejrzenia co do owego procederu ujrzały światło dzienne w 2012 roku, ale nikt nie przypuszczał, że skala jest aż tak duża. Szacuje się, że wyprowadzono ponad 55 miliardów euro, w tym 24,6 mld € w Niemczech a 17 mld € we Francji. Prawdopodobnie gdyby nie pilna praca i upór dziennikarzy śledczych z 19 redakcji, nigdy nie wyszłoby to na światło dzienne, co pokazuje jak wielka jest siła świata finansjery, który potrafił grać na nosie przez długie lata organom kontrolnym w tylu krajach.

Także to, co dla wielu było jedynie teorią spiskową, okazało się prawdą. Pytaniem otwartym pozostaje w jaki sposób można było „wykiwać” wszystkie organy kontrolne. Zapewne prześledzenie historii zatrudnienia ludzi odpowiedzialnych za nadzór mogłoby coś rozjaśnić, gdyż po takiej „przysłudze”, ciepłe posadki na pewno czekały.

Ciekawe też jaki przebieg na ewentualne machinacje w naszym kraju (o ile były, gdyż to jeszcze wymaga potwierdzenia), miały rodzime podmioty, bo jeśli żaden, to repolonizacja banków powinna przyspieszyć.

Krajobraz po wyborach – skąd się biorą długi? Dlaczego tak niewielu jest dobrych gospodarzy w sferze fiskalnej?

Autor: Marek | Posted in ciekawostki | Opublikowano 22-10-2018 3:10 pm

21

Zapewne każdy zna osoby, które lubią się wywyższać i żyć ponad stan w celu „pokazania się” przed sąsiadem, kolegą z pracy czy rodziną. Nierzadko robią tak młode osoby bez grosza przy duszy, które chcą być popularne w gronie studenckim i na wypad do klubu idą z kartą kredytową, gdzie stawiają znajomym kolejki. Wszyscy uczestnicy takiej imprezy poklepują młodziaka a on dalej stawia kolejki. Wydaje się, że wszyscy go lubią, cieszy się i baluje do białego rana. Nazajutrz pojawia się wielki kac i to podwójny. Jeden przejdzie szybko, ale odsetki na karcie będą się ciągnąć za nim przez długi czas.

Podobnie jest z niektórymi politykami. Nie patrzą, że miasta czy gminy na coś nie stać, tylko szaleją jak młodziak na imprezie. Biznesmeni (głównie tacy, którzy są beneficjentami strumienia miejskich pieniędzy) poklepują ich po plecach, dają nagrody na różne hasła typu „osioł roku”, a wyborcy mają radochę, że coś się dzieje i głosują cały czas na te same opcje, nie patrząc, że zadłużenie rośnie w zatrważającym tempie.

Owe zadłużenie, kiedyś trzeba będzie spłacić. Pojawią się wtedy cięcia w wydatkach na żłobki i młodzi rodzice nie będą mieli gdzie zostawić swoich pociech, będą cięcia na wywóz odpadów i tony śmieci będą piętrzyć się wokół (widziałem to niegdyś na żywo w Grecji i od widoku gorszy był jedynie potężny smród). Co więcej, kumulujące się odsetki sprawiają, że z każdym rokiem trzeba od bieżącej puli odejmować coraz to większą kwotę, która przecież mogłaby być stosownie wydana, gdyby nie bezmyślne długi.

Jak wiadomo, samorząd to niezależne od nadrzędnej władzy decydowanie o własnych sprawach. Każdy ma swój budżet, by lokalna wspólnota mieszkańców mogła decydować o bliskich sobie sprawach bez zabaw w wielką politykę.

Na płaszczyźnie lokalnej widać także dobitnie kto jakim jest gospodarzem. Za kilkanaście tygodni poznamy zadłużenie na koniec 2018. Poprzednie kreowało się następująco.

Jak widać te same opcje, które najbardziej zadłużyły miasta dalej są u władzy. Jeszcze jak mieszkałem w Warszawie, to zawsze jak smog „przycisnął”, w koło pojawiały się pytania o kliny napowietrzające. Dlaczego obecnie stoją na „starych korytarzach powietrznych” budynki? Ano dlatego, że ktoś to „przyklepał” a ktoś inny przy urnie nie wyciągnął wniosków. Tak samo jest z zadłużeniem. Łatwo się wydaje cudze pieniądze i tak samo łatwo bierze się kredyty, by wyborcy klaskali.

Oczywiście niechlubny rekord (zadłużenia w przeliczeniu na jednego mieszkańca) przypadł gminie Ostrowice, o której jakiś czas temu zrobiło się głośno w sprawie jej likwidacji wobec niemożności spłacenia długów zaciągniętych m.in. w parabankach przez Wacława M.

Warto też zarazem zaznaczyć, że 79 samorządów w ogóle nie ma długu. W tym miasto Świdnik, którym od wielu kadencji włada Waldemar Jakson. Zatem da się utrzymać u władzy bez szastania pieniędzmi, których się nie ma.

Na koniec pozostaje życzyć wszystkim nowo wybranym samorządowcom, aby oparli się pokusie wydawania pożyczonych pieniędzy, tylko twardo podchodzili do tematu zadłużenia.

Każde długi kiedyś trzeba spłacić i oby jak najmniej było polityków, którzy stwierdzą, że zadłużą się „ile wlezie”, byle tylko pozostać u koryta, a potem długi niech spłaca następca (i to najlepiej jakby był z innej partii, wtedy ciemnemu ludowi łatwiej wmówić, że za Józia Fruzia to żyło się lepiej).

A jak Wasze opinie po wyborach?

PS Pewnie to utopia, ale dobrą praktyką byłoby także wprowadzenie centralnego egzaminu z podstaw ekonomii (organizowanego przez gremium składające się z profesorów rodzimych Uniwersytetów Ekonomicznych), by każdy z wyborców na karcie do głosowania widział także ile punktów z takiego egzaminu otrzymał dany kandydat na prezydenta czy wójta.

Polska awansuje do grona krajów rozwiniętych, ale czy na pewno jest już do tego gotowa na wszystkich płaszczyznach?

Autor: Marek | Posted in ciekawostki | Opublikowano 15-10-2018 1:37 pm

33

W piątek agencja ratingowa S&P podwyższyła nam ocenę. Wcześniej oficjalnie zostaliśmy zaliczeni do grona krajów rozwiniętych, ale jak się patrzy na niektóre ostatnie wydarzenia w naszym kraju związane z ochroną zdrowia, a zwłaszcza te, które dotyczą naszych najmłodszych obywateli, to człowiek aż łapie się za głowę.

Zacznijmy od słów Głównego Inspektora Sanitarnego, J. Pinkasa, który w debacie rozpoczętej obywatelskim projektem nt wolności szczepień, rzekł:
Kładę cały swój autorytet na szali. Jestem doktorem habilitowanym nauk medycznych, pracownikiem Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, który kształci wszystkich lekarzy w Polsce podyplomowo. (…) Od 2011 r. w żadnej szczepionce w Polsce nie ma rtęci ani glinu Źródło: RMF-FM, Polsat

Czy człowiek kształcący lekarzy naprawdę mógł coś takiego powiedzieć? Weźmy synflorix, wprowadzony w ubiegłym roku do obowiązkowego kalendarza szczepień i zerknijmy na stronę producenta: https://pl.gsk.com/media/718163/synflorix-druki-pl-ii-108-26_01_2017.pdf

Wertując dokument do strony nr 45, gdzie znajduje się skład szczepionki, możemy odnaleźć pozycję potwierdzającą zawartość aluminium, czyli właśnie glinu, który chyba właśnie obalił czyjś autorytet. Czy naprawdę on liczył, że wszyscy jak stado baranów będę to łykać jak pelikany i nikt nie sprawdzi?
Czy nie można było powiedzieć: „owszem glin jest zawarty w szczepionkach, ale skoro udało się wycofać rtęć w sporej liczbie szczepionek, to na tym polu zapewne też ujrzymy sukcesy”.

Kolejna sprawa to decydenci szczepionkowi otrzymujący przelewy od producentów szczepionek. Kiedyś pisała o tym Gazeta Warszawska, której dostało się za to po uszach: https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3928-burza-po-artykule-w-warszawskiej-gazecie-zostalismy-wezwani-przez-urzednikow-aby-nie-pisac-o-kontrowersjach-zwiazanych-z-obowiazkowym-szczepieniem-dzieci

Mamy tyle Uniwersytetów Medycznych, tak trudno jest odsunąć od decydowania lekarzy dostających pieniądze od koncernów farmaceutycznych i zastąpić ich niezależnymi ekspertami? Byłoby to wielkim atutem także dla producentów szczepionek, gdyż wtedy nikt nie miałby wątpliwości co do osądów niezależnego grona profesorskiego.

Kolejna rzecz, to żonglowanie zdjęciami dzieci chorych na polio i straszenie, że jeszcze niedawno tak było i to może powrócić jeśli nie będziemy się szczepić, pomimo iż dane PZH jasno pokazują, że wszystkie zachorowania po 1984 były poszczepienne, czyli to szczepienia były źródłem paraliżu.

Wie o tym także GIS, który otrzymał odpowiedź od Pediatrycznego Zespołu Ekspertów na pismo GIS-EP-SO-410-00003/JP/15 z dnia 15.01.2015:

na stronie 3 mamy oznaczone przypadki VAPP, czyli powodowane przez szczepionki:  „VAPP or vaccine-associated paralytic polio are cases of polio that are actually caused by the polio vaccine” Vaxopedia.

Jak widać, ostatni dziki wirus dał o sobie znać w 1984, a w latach 1979-1984 na 36 przypadków, 34 były poszczepienne. Wszystkie kolejne zachorowania były już wyłącznie spowodowane szczepieniem.

Jak wiadomo choroba Heinego-Medina jest niezwykle groźna, powodująca nawet całkowity paraliż, także strach przed nią jest całkowicie uzasadniony, ale dlaczego skrzętnie wykorzystuje się go do manipulacji? Każdy świeżo upieczony rodzic bez wykształcenia medycznego, na pewno nie raz przeżywał widmo grozy, kiedy widział zdjęcia chorych dzieci. Pojawiał się olbrzymi strach i agresja wobec każdego rodzica, który miał czelność wysyłać nieszczepione dziecko na ten sam plac zabaw. To chyba naturalne odruchy rodzicielskie. Dlaczego do sterowania rodzicami używa się kłamstw? Czy szaleńcza nagonka i masowa dezinformacja spiralą strachu, naprawdę sprawią, że zaufanie do szczepień sięgnie zenitu?

Czy nie można im powiedzieć wprost, że przez program szczepień na polio wiele osób ucierpiało, tak jak widoczne przypadki na zdjęciach, ale na szczęście po kilkudziesięciu latach zorientowaliśmy się, że jednak faktycznie szczepienie OPV było zbyt dużym eksperymentem na naszych dzieciach, także w 2015 stwierdziliśmy, że rekomendujemy zaniechanie użycia szczepień OPV na rzecz bezpieczniejszych IPV, które na zachodzie są już od dawna. Popełniliśmy błąd i liczne zaniedbania w bieżącym dokształcaniu się, ale już to naprawiamy. I koniec tematu. Uczciwe podejście do sprawy jest zawsze najlepsze.

W kraju rozwiniętym powinna być otwarta dyskusja, tak by każdy miał możliwość sam podjąć bez przymusu najlepszą decyzję. Blokowanie dyskusji i agresywne zwalczania przeciwników szczepień zapala mi czerwoną lampkę. Dlaczego tak się dzieje? Czy nie lepiej wytłumaczyć wszystko merytorycznie?

Ja bym to widział jako szeroko zakrojoną akcję edukacyjną bazującą na faktach i przedstawiającą zalety:

1) „Rezerwuarem pałeczek tężca są odchody konia. Obcowanie z nimi zwiększa ryzyko. Zaszczep się i w pełni korzystaj z mocy rozwoju dziecka jakie daje jeździectwo”

2) „Niestety w szpitalach nie wszyscy z personelu dbają należycie o zasady higieny, także ryzyko zakażenia WZW B w placówkach ochrony zdrowia jest bardzo duże. Warto się regularnie doszczepiać na WZW B, gdyż ochrona poszczepienna jest ograniczona czasowo”

Sam już trzy razy doszczepiałem się na WZW A + B, ze względu na regularne podróże międzykontynentalne, gdzie zwłaszcza w biedniejszych krajach złapanie WZW A (pokarmowe) może być dla turystów nieprzyjemne, a nic chyba tak nie psuje wyprawy w nieznane jak niespodziewana choroba. Wiem o tym i podejmuję świadomą decyzję, ale nigdy bym nie karał kogoś jedzącego w tej samej restauracji co ja, za to, że on się nie szczepił. To byłaby paranoja.

Natomiast uważam jednocześnie, że nasz kalendarz szczepień jest najgorszy w całej UE. Mało kto wie, że w 26 państwach członkowskich nie ma obowiązkowych szczepień w pierwszej dobie. My jesteśmy zacofanym ogonem unijnym w tej kwestii.

Zwykle w krajach UE szczepienia rozpoczyna się od 2/3 miesiąca, kiedy dziecko jest już dobrze przebadane. Słabo przebadanych dzieci (np. pod kątem wrodzonych niedoborów odporności) absolutnie nigdy nie powinno się szczepić!

Pozostaje mieć nadzieję, że nasi decydenci, sami do tego dojdą i będzie to krócej trwało niż w przypadku szczepień na polio (kiedy oświeciło ich dopiero po kilkudziesięciu latach i licznych poszczepiennych paraliżach) czy kwestii Avandii od GSK, gdzie tuszowano latami w imię zysku skutki uboczne, co w sumie zdarza się przerażająco często: Źródło.

No i na koniec, co z imigrantami, którzy nigdy nie byli szczepieni bądź byli szczepieni tylko na ułamek tego co obowiązuje u nas? Nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego, a noworodki, które pierwsze miesiące spędzą w domu już stanowią? 🙂