Dywersyfikacja – cz. I: na przykładzie rynku energii elektrycznej.

Posted by Marek | Posted in Edukacja finansowa | Posted on 06-07-2020 10:45 am

32

Dziś w ramach edukacji finansowej będzie co nieco o dywersyfikacji. Jak wiadomo nie należy nosić jajek w jednym koszyku, bo wystarczy, że się potkniemy (bądź ktoś nam podłoży nogę) i z jajek niewiele może się ostać.

Dobrym przykładem do omówienia dywersyfikacji jest nasz rynek energii, gdzie wystarczyło, by ulewne deszcze zalały część Elektrowni Bełchatów i ceny sięgnęły zenitu.

Po prostu nasz system nie ma „koła ratunkowego” w postaci rezerw mocy taniej energii (tańszej niż taka z importu) czy dużych magazynów energii, które można by wykorzystać. Wystarczy popatrzeć na dzisiejszy poranek:

A skąd importujemy? Głównie z Niemiec.

I tu pojawia się problem, gdyż im większe będziemy mieć niedobory, tym bardziej nasza gospodarka będzie zależna od sąsiadów.

Oczywiście powoli coś się zmienia, ale dekad zaniedbań szybko się nie nadrobi. Atom – choć powinien u nas powstać już dawno temu – zmaga się ze strachem (najpierw postraszył Czarnobyl, ostatnio Fukushima). Bloki węglowe, jeśli byłyby nowoczesne o wysokiej sprawności (takie jak budują w Japonii), dałyby radę, ale u nas temat węgla został na tyle mocno zakorzeniony w społeczeństwie jako „zło”, że politycy boją się nawet o tym wspominać. Nie będę komentował nawet rejterady z nowoczesnej węglowej Ostrołęki i przejście na gaz (gdy jego ceny ubiją dno długiej bessy), który – jak zakończą budowę bloków gazowych w Ostrołęce C – może być wielokrotnie droższy.

Światełkiem w tunelu jest… Słońce – na dzień 1 czerwca 2020 r. moc zainstalowana fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 1953,1 MW. Oznacza to wzrost o 176,38 proc. rok do roku.

Tak dynamiczny wzrost w ostatnich latach to niewątpliwy sukces rządowych programów („Czyste powietrze”, „Mój prąd” itd.), także nie można im tego odmówić, że spełniły swoją rolę. Liczby mówią same za siebie.

IEO: Już w 2020 roku fotowoltaika będzie drugą najważniejszą mocą ...
Źródło: URE

Tak na marginesie gdyby tylko program 500+ miał podobną skuteczność, to bylibyśmy najludniejszym krajem Europy 😉

Reasumując, dla naszego portfela dywersyfikacja musi być tak samo ważna, jak w energetyce (jak najmniej niewydajnych, mało efektywnych źródeł, a jak najwięcej źródeł wysokiej jakości). Dlatego warto skupić się na różnych aktywach i nie nosić wszystkich jaj w jednym koszyku. Na blogu polecałem dla dywersyfikacji wiele razy np. Obligacje 500+, które są idealnym rozwiązaniem dla rodziców bojących się inwestować na giełdzie, gdyż każdego roku są indeksowane o poziom inflacji. Osobiście parę groszy też tam wrzuciłem, by nie opisywać instrumentu jako teoretyk. Niektóre obligacje po indeksacji mają już oprocentowanie 6,6%, co przy obecnym poziomie lokat, nie wygląda źle 🙂

Kolejna kwestia ważna przy dywersyfikacji, to trzeba pamiętać, by wolnych środków nie trzymać na rachunkach maklerskich, gdyż zgromadzone tam pieniądze są gwarantowane do kwoty 3 tys. euro (pełny zwrot środków) i 90% do 22 tys. euro – reszta przepada 🙂

A Wy jak dywersyfikujecie portfel? 🙂

Komentarze 32 komentarze

W obecnej sytuacji, gdy ceny emisji CO2 biją kolejne rekordy i nie ma powodów ku temu, żeby miało być inaczej, budowa węglowej Ostrołęki moim zdaniem jest słabym pomysłem. Nie powinno walczyć się z trendem, czy to na giełdzie czy to w energetyce. A trend jest taki, że odchodzi się od spalania węgla. I odchodzi się również od budowy dużych jednostek na rzecz małych, lokalnych.
Bloki gazowe oferują dużo większą elastyczność i krótszy czas rozruchu, co będzie miało duże znaczenie w naszym miksie energetycznym z uwagi na rosnący udział OZE i ich zmienność.

Tylko pytanie czy na giełdzie idziemy z trendem medialnym (owczy pęd) czy z trendem realnym? 🙂

Japonia w ciągu 5 lat postawi 22 elektrownie węglowe:
https://www.wnp.pl/energetyka/japonia-chce-zbudowac-22-elektrownie-weglowe,370687.html

To co mówią media (często te z zachodnim kapitałem), to narracja, która jest im na rękę 🙂

Zamykać trzeba stare i nieefektywne elektrownie węglowe.

Nowoczesny i tani japoński blok węglowy to dobra inwestycja. Atom (najnowszej generacji) również. Fotowoltaika w ramach dywersyfikacji też (produkcja sezonowa – zimą jest słabo).

Blok gazowy ma rentowność przy obecnych cenach, ale jak pisałem we wpisie, to ceny z długiej bessy. Jak wejdzie w najbliższej dekadzie hossa, to koszty bloków gazowych będą astronomiczne… A większość gazu mamy z importu…
.

OK, tylko czy Japonia płaci w jakiś sposób za emisje CO2? Nie wiem, pytam. Wiem, że np. dotowała mocno budowę bloków biomasowych, niemniej ten program wygasa w najbliższych latach. Po drugie Japonia ma łatwy dostęp do taniego węgla z Indonezji czy Australii. W naszym wypadku bylibyśmy w większości skazani na nasz drogi węgiel lub import ze wschodu, który już teraz bije rekordy.

Co do gazu zgoda, cena jest na rekordowych minimach. W przypadku energetyki rozproszonej można pomyśleć o małych biogazowniach (fermentacja metanowa) – obszarów rolniczych w naszym kraju jest mnóstwo, kwestia odpowiedniego zagospodarowania zasobów, które mamy.

Hej Bartku,

tak, Japonia nawet kupowała od nas prawa do emisji CO2:https://forsal.pl/artykuly/415823,polska-podpisala-z-japonia-kolejna-umowe-sprzedazy-praw-do-emisji-co2.html

🙂

Natomiast temat poszedł w nie w tą stronę. Zobacz nagłówek – tematem jest dywersyfikacja.

Uważam, że nowoczesne elektrownie węglowe, które potrzebują dużo mniej węgla do uzyskania takich samych mocy (nie mylić ze starymi polskimi elektrowniami węglowymi, w których produkcja energii wychodzi po prostu drogo), nie powinny być całkowicie przekreślane.

Tak samo jak nie powinno być samych elektrowni węglowych, ani dużych molochów. Trzeba dywersyfikować źródła, a domowe PV jest do tego dobrą drogą (odciążamy jako indywidualni odbiorcy duże elektrownie).

Co do dywersyfikacji pełna zgoda. 🙂

Gaz? Skąd ja to znam. Z gazem jest jak z kredytami frankowymi. Masy się pchały bo myślały, że kurs franka na zawsze pozostanie niski.

Tak, tak gaz nigdy nie podrożeje. Za 10 lat rachunki będą 10x droższe i dam sobie rękę uciąć, że będzie taki sam jazgot jak przy kredytach frankowych. Nikt nie myśli długoterminowo.

To samo mówię znajomym, by tak jak ja wybrali pompy ciepła i na dach ogniwa PV, by się uniezależnić, ale oni mi wszyscy wyliczają, że się to nie opłaca, bo gaz jest tani i wymiana pieca na gazowy im się bardziej opłaci 😉

Marku, pompa powietrzna czy gruntowa? 🙂

Każda dobra 🙂

Potwierdzam kwestię pomp ciepła, bo W połączeniu z PV jest moc. Choć użytkuję pompę powietrze-woda, to myślę, że lepiej wybrać tę źródłem ciepła w odwiertach.

Gruntowa droga w instalacji.
Lepiej zainwestować w Pow-Pow + rekuperacja + GWC + dobre okna z dobrym montażem.

Wszystko zależy od ceny i możliwości, bo widziałem ludzi co sami potrafią dolne źródło wywiercić metodami chałupniczymi jak się wierci odwierty przy studni 🙂 Forum muratora jest pełne takich relacji 🙂

Natomiast do powietrznej pompy ciepła, na czerpnię wystarczy dać gruntowy wymiennik ciepła (taki sam można dać na rekuperator). W zimie temp gruntu będzie ocieplać, a w upalne lato, ochładzać.

Temat energii wraca jak bumerang. 🙂

Ostatnio widziałem w sieci komentarz, że po co w ogóle w PL są jakieś elektrownie skoro energia z DE jest taka tania. Szkoda słów.

Niestety boję się, że o ile PV jest pomysłem dobrym do niekomercyjnych zastosowań, tak przemysł powiinen mieć 100% zapotrzebowanie energetyczne z klasycznych żródeł.

Dodatkowo niestety nawet najbardziej ekologiczny i sprawny blok węglowy będzie wykazywał złe wskaźniki gdy ten prąd trzeba będzie przesłać na północny wschód, gdzie nie ma ani węgla ani energii z DE.
Brak atomu w tamtym rejonie wychodzi cały czas na minus.

Energia w DE jest tania, ale jak u nas zlikwiduje się elektrownie i nie będziemy mieli wyboru, to wtedy ta energia „magicznie” pójdzie w górę.

Klasyka, przerabiana od zarania dziejów. Niestety sporo ludzi tego nie kuma. Nawet w skali lokalnej. Pamiętam jak jakieś 15 lat temu ode mnie z wioski jeździł prywatny przewoźnik na trasie do większego miasta i miał cenę 8zł. Pojawił się nagle konkurent, któremu busem opłacało się dowozić ludzi za 6zł. Wtedy ten pierwszy obniżył ceny do 5zł i wszyscy bezmyślnie (krótkowzroczność) jeździli u tego za 5zł. Ja wybierałem tego za 6zł, by wspierać nowy biznes i zdrową konkurencję i czasem byłem jedynym pasażerem. Od razu jak tylko padł ten za 6zł, to ten pierwszy podniósł ceny do (jeśli dobrze pamiętam) 15zł 😉 Ludzie marudzili, ale nie mieli wyboru – ot jedyny przewoźnik. Gdyby nie byli łasi na ten 1zł, to by na każdym kursie mieli ponad połowę ceny w kieszeni.

To generalnie pokłosie ery analfabetyzmu finansowego. Brakuje myślenia długoterminowego. Mam znajomego co miał dobrą firmę eventową do organizacji imprez masowych, ale wydawał wszystko na głupoty. Coraz to nowe auta, najdroższe telefony dla szpanu itd – wydawał prawie wszystko co zarabiał i nagle… koronawirus. Bez rezerw przebierał nogami, a jak tarcza Morawieckiego utknęła w Senacie, który się ociągał, to on prawie chodził po ścianach.
A wystarczyło odkładać na czarną godzinę i mieć finansową poduszkę bezpieczeństwa.

Marku, mam wrażenie, że analfabetyzm finansowy charakteryzuje na ten moment naprawdę gigantyczny procent ludności. Zresztą nie tylko finansowy. Lub lenistwo.

I do tego jeszcze w niektórych krajach ujemne stopy procentowe, które karzą ludzi chcących oszczędzać (a nie znających się np. na giełdzie, by pomnażać środki).

Ja planuję też zrobić książkę dla dzieci z edukacji finansowej, na podstawie lekcji, które w formie bajek opowiadam swoim dzieciom, bo aż przykro patrzeć jak nowe pokolenia (poza oczywiście wieloma wyjątkami, gdyż są wybitne jednostki) wpadają w konsumpcjonizm i cechuje je brak myślenia długoterminowego 🙁

A tymczasem na Columbus bijemy rekordy – czyżby ‚New Paradigm’ był już blisko?

Po co się pakować w pompę ciepła?
Jeżeli macie dobrze ocieplony dom, to polecam konwektory elektryczne i ewentualnie piece akumulacyjne w połączeniu z ogniwami PV.
Koszt znikomy, brak jakiejkolwiek instalacji, oczywiście tylko elektryczna.
Brak kłopotów.
U mnie sprawdza się to od wielu lat.

O, to ciekawe. A jaką masz moc PV i jaką powierzchnię domu? Cały prąd masz z PV?

Taniej wychodzi koszt zakupu konwektorów, ale nie koszty eksploatacji. Pompa ciepła jeśli ma COP 4:1 to za każdą 1 jednostkę energii wytwarza 4 razy więcej ciepła niż udałoby się to osiągnąć z prądu.

Poza tym w upalne lato pompą ciepła możesz zrobić rewers, czyli wykorzystać ją do chłodzenia pomieszczeń, a wyprowadzane z domu ciepło (tzw. ciepło odpadowe) można wykorzystać np. do grzania basenu ogrodowego czy przydomowej oranżerii lub akumulować w podziemnym magazynie ciepła, który zimą może posłużyć do GWC 🙂

Dom 170 m2, wszystko na prąd {kuchnia, łazienka itp).Nie mam innego żródła energii.
Pv moc ok 10 kWp. Sprawdza się to już czwarty sezon.
Marku, przy konwektorach nie ma strat energii,
tam gdzie pobierasz energię tam oddajesz.
Jeżeli chodzi o magazyn energii, to myślę o Megapacku Tesli.
Ale to przyszłość.
Jeżeli masz dobrze zaizolowany dom, to nie potrzebujesz klimatyzacji.

W tym temacie ciekaw jestem folii grzewczych, które montuje się na ścianach / podłodze lub też promienników podczerwieni. Teoretycznie odpada koszt prowadzenia całej instalacji np. podłogowej, co jest znacznym kosztem. Oczywiście tak jak Marek pisze, przy pompie mamy teoretycznie COP 4:1 i w długiej perspektywie na pewno to się opłaca. Niemniej ciekawy jestem gdzie przebiega ta granica opłacalności między jednym a drugim rozwiązaniem.

Hej Mariusz,

odniosę się do tego fragmentu:
„Jeżeli masz dobrze zaizolowany dom, to nie potrzebujesz klimatyzacji.”

Izolacja chroni jedynie przed ciepłem z zewnątrz 🙂

Wszystko więc zależy od trybu życia i ilości spędzanego w domu czasu.

Ja jak pisałem książkę, to siedziałem ciągle w domu i kiedy na zewnątrz było np. +30C to wystarczyło, że posiedziałem trochę w siłowni, potem z synkiem jakieś ciasto upiekliśmy dla mamy i już dwa pomieszczenia nagrzane 🙂 Gorący relaks w wannie po wyjściu z siłowni to już trzecie pomieszczenie załatwione. Wentylacja zaciąga powietrze z zewnątrz, a ono jest ciepłe 🙂

To co piszesz, może się sprawdzić jedynie, gdy:
1) domownicy korzystają z domu, głównie jako sypialni
2) w upalne dni nie korzysta się za często z piekarnika
3) w upalne dni ogranicza się wietrzenie domu (nie polecam – zaduch, rozwój grzybów itp.)

Jak już ciepło się dostanie do środka, to izolacja sprawia, że owo ciepło już tam zostaje 🙂

I ta instalacja 10 kWp wystarcza Ci, żeby rachunki za prąd wynosiły 0 PLN, tak?

Wiesz co, nie wiem jak u Mario222, ale zero chyba nigdy nie będzie, bo – przynajmniej u mnie – są jakieś opłaty stałe nie do przeskoczenia. A moc instalacji możesz sobie łatwo obliczyć. Wypisz sprzęty prądożerne, oszacuj ile jakie będą używane, dolicz jakiś zapas i zrób roczne zużycie. Potem tę wartość musisz wypracować od kwietnia do września na instalacji. Produkcja zimowa to będzie zapas na czarną godzinę.

W upalne lato nadwyżki przydają się na klimatyzację, by nie było jak 5 lat temu, kiedy p. Kopacz apelowała, by nie korzystać z prądu i zamykano nawet fabryki: https://bezprawnik.pl/przez-upal-brakuje-pradu-w-polsce-staja-fabryki-zamykane-sa-sklepy/

Dzięki Marku i Mario za opinie, jestem właśnie w trakcie ich zbierania przed podjęciem ostatecznej decyzji, jak rozwiązać temat ogrzewania/zasilania swojego domu 🙂

Co do auta, też jeździłem od paru lat hybrydą, ale musiałem się przerzucić na… V6 😛 bo nie ma na rynku sensownego (przynajmniej ja o takim nie wiem) auta w hybrydzie (o elektrykach na razie nie ma co dyskutować) dla dużej rodziny. Toyota Sienna ma wyjść w hybrydzie za rok, to może za 2-3 lata się za jakąś używaną rozejrzę, jeśli stan konta pozwoli 😀

Rachunki za prąd zawsze będą,
Są opłaty stałe i za przesył energii.
U mnie to wychodzi około 800 zł na pół roku.
Ktoś mi podpowiedział, że bardziej opłaca się zmienić na rozliczenie roczne i właśnie po powrocie z urlopu będę to zmieniał.
W poprzednim wpisie wkradł się błąd, powinno byś POWERPACK :)) Ale to kwestia przyszłości, na razie jest to za drogie. Kiedyś może to pozwoli całkowicie odciąć się od Zakładu Energetycznego.
Marku, z klimą jest tak, że praktycznie przyda się może ze dwa tygodnie w roku, ale oczywiście to kwestja jakie temperatury lubimy i jakie jest ustawienie domu względem stron świata.
Powiem tyle, u mnie się to wszystko sprawdza i mam zero kłopotu, a im prąd będzie droższy, tym będę bardziej na tym oszczędzał.
wte

Hej Mariusz,

jasna sprawa 🙂 Wszystko zależy od masy wielu zmiennych czynników. Póki co te lato jest chłodne.

Ja np. lubię chleb, bułki czy bagietki domowej roboty, ale w lato staram się tego nie robić za często bo codzienny wypiek pieczywa mocno podnosi temperaturę (a jeszcze ciasto co parę dni też się piecze). Gdy na dworze jest znośna temp. to nie ma problemu, rekuperator sobie poradzi na bypassie, ale jak na zewnątrz jest ciepło, to nie ma szans 🙂

Do tego grzejnik 36,6C x liczba domowników też dokłada 🙂

O tym to już od lat trąbią 🙂

Ale lepiej szukać rozwiązań.

Ja na przykład obłożyłem garaż ogniwami prądotwórczymi i obecnie nie potrafię tego zużyć i wysyłam do sieci, ale docelowo w garażu będzie stało elektryczne auto (obecnie jeżdżę hybrydą), więc mam już nadwyżki mocy, które w przyszłości będę mógł zagospodarować 🙂

Także zmiany na zielone zaczynam od siebie 🙂

Cześć Marku, potraktowałam wpis jako rybkę (a może wielką rybę 🙂 przyczajoną w sitowiu i bacznie obserwuję kurs NG.F 🙂

🙂 Właśnie dlatego przestrzegałem przed gazem, bo jak ktoś zamontuje sobie ogrzewanie gazowe przeliczając po bieżących cenach, to za 10 lat może mieć niezłe tarapaty 🙂

Zostaw komentarz