Euro jest dobre dla gospodarki czy niekoniecznie?
Posted by Marek | Posted in Edukacja finansowa | Posted on 31-08-2026 3:14 pm
22
Ostatnia dekada na scenach politycznych, na naszej niestety także, przyniosła coraz więcej „igrzysk”, bo z „chlebem” to już różnie było (no chyba, że się miało… wiadomo co). Najlepszym orężem na owe „igrzyska” jest wiedza i logiczne myślenie. Dlatego warto trenować rozmaite sporty umysłowe, by łatwiej było dostrzegać wszelkie nieścisłości. Takimi „igrzyskami” była swego czasu narracja jak „złe” są partie, które nie chcą przyjąć euro, a o ich zwolennikach krążyły słowa, których nie wypada wymawiać publicznie.
Kto jest już dłużej Czytelnikiem bloga, wie o tym, że moje nastawienie wobec przyjęcia wspólnej waluty jest umiarkowanie chłodne. Zalety są oczywiście jasne, można płacić tym samym € wszędzie bez opłat za przewalutowanie, ale w dobie ofensywy bankowej, gdzie instytucje prześcigają się w oferowaniu „bezprowizyjnych” kart do płatności zagranicznych, nie jest to już takie uciążliwe jak jeszcze dwie dekady temu.
Pozostałe zalety uwidaczniają się, kiedy kraje wspólnoty walutowej mają:
– podobny wzrost gospodarczy,
– zbliżone bezrobocie,
– porównywalną zamożność społeczeństwa,
– zbliżoną inflację,
– podobną strukturę i wysokość procentową zadłużenia w stosunku do PKB,
– zbliżoną piramidę demograficzną,
Polska jest krajem, który w wielu punktach niestety różni się i nie ma co się oszukiwać, dla nas korzystniejsze jest posiadanie własnej waluty.
Cieszę się niezmiernie, że obecny minister finansów i gospodarki podziela moje zdanie oraz dzielnie edukuje swoich wyborców udzielając czytelnych wywiadów, takich jak ten poniżej (źródło: portal money.pl):

„Własna waluta jest jednym z elementów, który w czasach globalnego spowolnienia pozwala Polsce utrzymać wzrost” – Andrzej Domański, minister z rządu Donalda Tuska.
W 2018 roku te same kwestie przytaczał ówczesny premier Mateusz Morawiecki (źródło: portal tvn24.pl):

A jakie jest Wasze nastawienie wobec wspólnej waluty? Zaskoczył Was minister obierając w tej kwestii ścieżkę, którą promował poprzedni rząd?
Ta sytuacja idealnie nadaje się na przykład dydaktyczny o tym, jak politycy potrafią żonglować myślami wyborców, by byli przeciwni temu, co akurat popiera konkurencja, nawet jeśli wiedza ekonomiczna pozostaje dla każdej ze stron w miarę jasna.



„nawet jeśli wiedza ekonomiczna pozostaje dla każdej ze stron w miarę jasna”
Z całym szacunkiem, ale to jest bzdura. Podstawową wiedzę ekonomiczną ma może 0,0001% wyborców.
Reszta klaszcze w rytm jaki zagra im przekaz partyjny. Od KO po PiS, wszyscy są siebie warci. Mam w pracy zwolenników każdej partii. W przerwie na lunch dzielą się swoimi mądrościami. Ręce opadają.
Głosowałem w wyborach na Trzaskowskiego. Nie bym go jakoś specjalne popierał. Wybrałem mniejsze zło bo nie miałem na kogo głosować. Gdy w czasie kampanii jego konkurent krzyczał „nie dla euro, tak dla złotówki” większość znajomych odpalała się z hejtem. Zachowywali się jak Rottweilery z pianą w ustach. Chciałbym zobaczyć ich miny jak załapią, że teraz trzeba popierać „nie dla euro” bo tak im partia każe.
Ciekawy wpis. Choć kryteria optymalnego obszaru walutowego to solidny argument, warto spojrzeć na euro przez pryzmat długoterminowej strategii gospodarczej. Po pierwsze, bezprowizyjne karty pomagają turystom, ale nie rozwiążą problemu przedsiębiorstw, które ponoszą ogromne koszty zabezpieczania ryzyka kursowego. Brak zmienności walutowej zredukowałby niepewność inwestycyjną, co zachęciłoby firmy do większych nakładów kapitałowych. Po drugie, przyjęcie euro obniżyłoby długoterminowy koszt kapitału, obsługi długu skarbowego oraz stopy procentowe do poziomu EBC. Stabilniejsza waluta skuteczniej przyciągałaby też inwestycje w zaawansowane technologie. Po trzecie, płynny kurs złotego bywa poduszką, ale słaby złoty wywołuje też inflację z importu i osłabia siłę nabywczą obywateli. Opieranie konkurencyjności na taniej walucie zwalnia zresztą gospodarkę z wymogu budowania innowacyjności. Na koniec, pozostając przy złotym, znajdujemy się poza głównym stolikiem decyzyjnym UE, a w obecnej geopolityce ścisła integracja z rdzeniem Europy to kluczowy parasol bezpieczeństwa. Wejście do strefy euro wymaga dyscypliny, ale bilans zysków dla nastawionej na rozwój Polski pozostaje mocno na plus.
Ja mimo wszystko popieram stanowisko ministra finansów.
PS Czuć tu jakiegoś chata AI, zgadza się? Bo tezy o tym jak euro przyciąga inwestycje obalił już jakiś czas temu raport EY:
https://ceo.com.pl/bezposrednie-inwestycje-zagraniczne-w-europie-spadaja-do-najnizszego-poziomu-od-10-lat-31101
🙂
Marku, a co ma do tego edycja za pomocą chata AI?
Wg mnie to tylko narzędzie oszczędzające czas i nie ma znaczenia dla zasadności argumentów. Jeśli ktoś bezrefleksyjnie korzysta z jakiegoś narzędzia, to nie jest wina tego narzędzia, a sprowadzanie polemiki do jakości notatnika mija się z celem.
Co więcej uważam, że głupio jest nie korzystać z czegoś, co pozwala przeznaczyć ten czas na lepsze cele, a przy okazji zgadzam się 100% z @Prasarmata
*ten tekst napisałem bez chata AI – ale to wyjątkowo, uwielbiam korzystać wszędzie gdzie się da (czyli bez przetwarzania danych wrażliwych) i oszczędzam na tym dużo czasu, bardzo polecam
Hej Piotrek,
oczywiście są zastosowania, gdzie to służy pomocą, ale tylko kiedy jest się ekspertem w danej dziedzinie i błyskawicznie można usunąć z tekstu „halucynacje AI”. Dla osób z podstawową znajomością tematu w danej dziedzinie, używanie AI to miecz obosieczny, bo na 100 zdań wstawi 10 idiotycznych i jeśli ktoś to udostępni, to zrobi z siebie głupka.
Kwestii językowych nie będę komentował, bo jako autor kilkunastu książek, który spędził setki godzin na dopieszczaniu tekstu będąc ruganym przed redaktorki i korektorki (słusznie ruganym, bo błędów i „drewnianych wstawek” było wiele), widzę, że AI generuje wielki bełkot językowy. 😉
Reasumując, jeśli się zna daną branżę i jest w niej dobry, to AI skraca czas na porządkowaniu, ale jak się zna temat pobieżnie, to AI wciśnie każdy kit i człowiek się nie zorientuje.
Chat AI mi to skrócił, bo napisałem taki elaborat, że pewnie nikt by go nie przeczytał. Raport EY niczego nie obala, tylko opisuje stan faktyczny bez podania przyczyn. A przyczyn moim zdaniem należy szukać gdzieś indziej: pandemia, wojna na Ukrainie, wojna hybrydowa w Europie (migranci), biurokracja, lewackie ideologie. Choć te dwie ostatnie w najmniejszym stopniu, bo pogorszenie widać od 2021 roku, czyli zbiegło się w czasie z tymi pierwszymi przyczynami. Waluta euro funkcjonuje znacznie dłużej.
Nie no AI zawsze wyrzuca bełkot pełen sprzeczności, co udowodnili rządzący w niedawnym słynnym raporcie, więc nie warto dawać swoich suwerennych opinii do cenzury botom. 😉
Mniejsza o to. Boty AI nie zrozumieją raportu. 😉
Raport obala hipotezę, jakoby euro miało być cudownym panaceum na wszystko. Nawet na załączonej mapce do raportu: https://cdn.ceo.com.pl/2025/06/Bezposrednie-inwestycje-zagraniczne-Polska.webp
jest łopatologicznie zobrazowane, że my, z naszą walutą, nie jesteśmy w ogonie. Wręcz przeciwnie, wyprzedzamy nawet niejeden kraj ze strefy euro.
Reasumując, fajnie, że podjąłeś dyskusję. Szkoda, że z botem, a nie samodzielnie, ale dzięki za udział! Każdy ma prawo mieć własną opinię i niech ona jest własna, a nie narzucona przez środowiska polityczne, które sterują tym, co ludzie mają myśleć. 🙂
Od czerwca do końca października siedzę w Marbelli na delegacji. Powiem jak całą unię widzą Hiszpanki z mojego biura. Większość jest negatywnie nastawiona do UE i jeszcze bardziej do swojego rządu. W mediach cały czas leci propaganda. Zwykli ludzie są ścigani za negatywne wpisy o migrantach. Miejscowi żałują przyjęcia euro. Twierdzą, że żyje im się biedniej niż kiedyś.
Potwierdzało by to wiadomości z naszych mediów.
1/ https://www.forbes.pl/wiadomosci/hiszpanie-niezadowoleni-z-euro-polacy-niechetni/0ph8bgb
2/ https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-hiszpania-do-polski-przemyslcie-przyjecie-euro,nId,2892396
Pytanie czy to Polsce przyda się euro czy bardziej ECB przyda się nasze złoto z NBP? Oby NBP je sprzedał zanim wejdziemy do strefy euro. Sam trzymam pół kilo złota w sztabkach i monetach w ramach dywersyfikacji.
Dziś sprzedałem BDF zebrany w kwietniu. Oby już nie rósł bo się wkurzę. Wywaliłem większość spółek amerykańskich związanych z AI. Zgodnie z systemem TACO załadowałem shorty na ropie.
Gratulacje przy doborze miejsca na sprzedaż BDF. Dziś dwucyfrowo na minusie.
Pod koniec czerwca dałem tu rybę w postaci JSW. Ktoś ze mną polemizował. Ale kto posłuchał, dziś już grubo zarobiony i może podciągać profitującego stop lossa 🙂
Gratulacje! 🙂 Ja wtedy zwijałem się z bólu i byłem na silnych lekarz, także nie skorzystałem, bo giełda poszła w odstawkę.
Euro czy złoty nic nie zmieni dla hołoty.
Kto leniwy, g* mieć będzie, chyba że członkiem KO będzie.
Wtem szpitale ogołoci i partyjnych powodzian ze wzgórz ozłoci.
Tak mi na szybko chatGPT zrymował. Fajne nie? Nie wiem Marku po co ta napinka na AI. To narzędzie do rozgrywki i tyle. Laik nic poważnego się nie nauczy, doświadczony pośmieje się z głupot.
A na poważnie, to jestem zrozpaczony. Jestem anglistą. Uczę w liceum. Daję korki maturzystom. W wakacje ściągnąłem sobie kilka najpopularniejszych w AppStore aplikacji AI do nauki języków obcych. Testowałem, by polecić coś uczniom. Autentycznie ręce mi opadły. Błędy gramatyczne, złe odmiany, źle stosowane czasy, zła budowa zdań, wymiksowany British English z American English, wymowa odbiegająca od zasad akcentowania. Bardzo słabe, a liczba pobrań ogromna. Ludziom się podoba, a poziom nauczania daje fatalny.
Przy AI jest ten problem, że tylko jak ktoś jest biegły w danym temacie, to szybko odrzuci głupoty, a najgorzej jest jak ludzie szukają tam wiedzy. Wówczas nie wiedzą co jest głupotą, a co nie.
Panie Od Tablicy,
bo te aplikacje to pewnie AI pisała na podstawie „wiedzy”, którą AI ukradła z internetu, w którym to niedługo większość treści będzie stanowić ta wygenerowana przez AI. No i w ramach samodoskonalenia na tych nowych treściach powstaną nowe wersje AI-owych aplikacji. Za kilka lat tego angielskiego nikt nie zrozumie. Oprócz AI.
A tak z życia wzięte – znajomy z urzędu mówi, że tylu odwołań i pism z wymyślonymi aktami prawnymi nigdy do urzędu nie wpływało, gdy nie było AI. I biedni urzędnicy szukają tych przepisów, żeby dać odpowiedź w terminie :))))
@Slavko, o „prawnikach” rodem z AI są całe grupy na FB. Ludzie wrzucają skany pism jakie wpłynęły. Nieistniejące paragrafy, nieistniejące kodeksy, nieistniejące sygnatury wyroków, nieistniejące interpretacje skarbówki.
Powinni pędem ustawę przegłosować, że jak powołasz się w oficjalnym piśmie na nieistniejący akt prawny, to dostajesz solidną grzywnę, pokrywasz koszty i płacisz odszkodowanie stronie, której zawracasz cztery litery.
Nie miałem i nie mam fb. Teraz widzę ile w życiu straciłem przez „niemanie” fb
@Slavko, zazdroszczę! 🙂 Nie musisz czytać tego jak boty nabijają sztuczny ruch swoim bełkotem.
Jak widać „drewniany” post czy komentarz lub celowy antagonizm, to na 99% jest to bot.
Ale przynajmniej się z tym nie kryją:
https://spidersweb.pl/2024/12/boty-na-facebooku-i-instagramie-meta-robimy-to.html
Najgorzej jest pod profilami polityków na oko 99% hejterów i 98% klakierów to boty. Przy klakierach 1% to rodziny, asystenci, pracownicy biur danego polityka.
Rotschild- jeśli mam kontrolę nad podażą pieniądza, nie dbam o to kto rządzi!
Rozwiniesz myśl? 🙂
AI zmieni życie ludzi o wiele bardziej, niż dzisiejsi krytycy sobie to wyobrażają (a właściwie czego sobie nie wyobrażają…). Technologia ta jest obecnie mniej więcej na takim poziomie rozwoju, na jakim był internet w latach 90-tych. Wtedy też krytycy śmieszkowali, że fajne te e-maile, ale przecież tradycyjnej poczty z potwierdzeniem odbioru nie zastąpią. Strony internetowe też fajne, ale rzetelna wiedza to przecież tylko w gazecie, czasopisma nigdy nie znikną. A zakupy przez internet? Bzdura, przecież buty to trzeba przymierzyć, dotknąć. Nie mówiąc o zakupach spożywczych… Jak jest dziś, wszyscy wiemy. Oczywiście internet nie rozwiązał wszystkich problemów ludzkości, a stworzył nowe, jak np. tracenie czasu na scrollowanie FB, czy oglądanie głupot na TikToku. No ale technologia ułatwia życie ludziom rozumnym, a bezrozumnym… no cóż, im nie pomoże nic. Dokładnie tak samo będzie z AI. Na razie jest ciekawostką, ale za kilka-, kilkanaście lat będzie istotną częścią naszego życia. Oczywiście większości trudno sobie to dziś wyobrazić, no ale nie każdy człowiek posiada odpowiednio rozwiniętą wyobraźnię, więc to nic szczególnego 🙂
Ależ oczywiście! Pełna zgoda. 🙂 Cały czas trwa rozwój.
Po prostu na obecny etapie AI jest skutecznie używane np. do scamów i fake newsów, z czym walczy z Metą np. Brzoska od Inpostu, czy do tworzenia raportów za pieniądze podatników, które choć są pełne bełkotu, to „przynajmniej są drogie” i kto ma zarobić i się nie narobić, ten zarobi. 😉
Do wyszukiwania wiedzy sprawdza się wyłącznie jeśli człowiek jest z danej dziedziny biegły i potrafi odrzucić głupoty.
I podkreślam, to tylko moja opinia na stan obecny. Przyszłość może być lepsza lub gorsza, tego nie wiem.
Niedawno dla testu użyłem mixu głównych AI, w tym chińskiego, do wyszukiwania informacji o rzeczach, którymi się interesuję hobbystycznie. Około 30% informacji to były totalne farmazony. Co ciekawe, zachodnie AI nagminnie powoływały się na badania/informacje autorytetów, którzy nie istnieli!
Jeśli ktoś chciałby się czegoś nowego nauczyć, to (na chwilę obecną) najlepszą opcją są specjalistyczne książki czy praktykowanie u kogoś, kto długo siedzi w danej branży. Ucząc się z AI, powieli tylko głupoty, których nie będzie w stanie rozróżnić z natłoku informacji.
Ale tak jak pisałem wcześniej, jeśli ktoś jest biegły w danej dziedzinie i na szybko chce zagregować dużo rzeczy, to skróci mu to czas. 🙂
PS W kontekście e-maili to po tym jak założyłem swój pierwszy adres, pierwsza moja myśl, to było „jakie to genialne, to jest przyszłość”. Wysyłanie wiadomości w czasie natychmiastowym, zamiast oczekiwania kilku dni/tygodni w zależności od kontynentu, to był krok milowy, ale rozumiem co chciałeś przekazać. 🙂
Ja nie mogę się doczekać momentu, w którym wpłacę na konto maklerskie 100 zł i będę patrzył jak AI robi mi z tego miliony…
😉