Malta – przepiękna wyspa na Morzu Śródziemnym :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 06-04-2017 12:26 pm

10

Pewnego dnia Mehmed II mający już w swoim dorobku zdobycie Konstantynopola i wydarcie chrześcijańskiej Europie licznych ziem, postanowił poszerzyć wpływy islamu na Morzu Śródziemnym i uderzyć na Rodos, będące siedzibą Zakonu Rycerskiego Szpitala Św. Jana Jerozolimskiego, który skutecznie przeszkadzał muzułmańskim galerom w łupieniu i nierzadko odbijał uprowadzone niewiasty transportowane do haremów, czy też małych chłopców, na których od dekad było olbrzymie zapotrzebowanie nie tylko u Osmanów, ale i w Sułtanacie Mameluków rezydujących w Kairze, choć jak opisuje James Waterson w książce „The Knights of Islam” już w XIV wieku: „próbowano rozwiązać pewien wstydliwy problem społeczności mameluków, który u schyłku dynastii przybrał już niepokojące rozmiary – mianowicie (prawo) przewidywało karę śmierci dla każdego nowicjusza, który został uwiedziony przez dorosłego mameluka„.

Mieli „rozmach” w ustanawianiu prawa, ale powracając do Joannitów, Mehmed II Zdobywca w maju 1480 przystąpił do działania i w krótkim czasie na wyspie wylądowało ponad 100 tysięcy muzułmańskich żołnierzy pod dowództwem Mezika Paszy, którzy raz na zawsze mieli usunąć niechcianych sąsiadów. Taki był zamysł, ale po 89 dniach oblężenia i ostrych kontruderzeniach rycerzy z Rodos, którzy skutecznie osłabiali morale osmańskiej armii, Mezik Pasza nie widząc dalszych perspektyw postanowił się wycofać, co doprowadziło sułtana do furii, gdyż w kuluarach zaczęto z niego szydzić, zapominając o wielkich dokonaniach a wypominając sromotną porażkę z Joannitami.

To właśnie historia Joannitów, znamienitego Zakonu Rycerskiego, jest od jakiegoś czasu kluczem moich podróży, gdyż podążam ich szlakiem, dokumentuję fotograficznie miejsca związane z dawnymi wydarzeniami i zbieram źródła na miejscu, by w wolnej chwili opisywać wszystko w tworzonej książce historyczno-podróżniczej, której rozmaite fragmenty co jakiś czas lądują w koszu, gdyż jak wszystko czytam po raz kolejny, to uznaję, że można to zrobić lepiej.

Tereny Turcji były już dokumentowane w poprzednich latach, także nadszedł czas na podążenie dalej w basen Morza Śródziemnego, gdzie znajduje się Malta, której historia nada się na kilka rozdziałów, a i może co nieco fragmentów umieszczę na blogu 🙂

Zanim to jednak nastąpi, warto zaznaczyć, że słoneczna i ciepła Malta jest idealnym miejscem na ucieczkę od chłodu i szarugi. Jest tu także sporo atrakcji dla dzieci. Dużo frajdy daje na pewno obserwowanie delfinów

jest też co nieco unikalnych rzeczy do oglądania

a rodzinne spacery brzegiem morza mogą trwać godzinami i się nie nudzą 🙂

Także jest co robić na Malcie, a o jej historii opowiem w kolejnej części 🙂

Przepiękny świat i dziedzictwo kulturowe ujęte w lokalnych legendach – cz. I

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 22-11-2016 3:07 pm

11

Dziś w ramach ciekawostek podróżniczych będzie co nieco o legendach, które zawsze uwielbiam poznawać podczas swoich wypraw, gdyż nadają niesamowitego klimatu 🙂

Dawno, dawno temu, we wschodniej części delty Irawadi, żył sobie pewien ogr, który lubował się w pożeraniu słoni. Był postrachem okolicy i wszyscy w popłochu uciekali, kiedy tylko było słychać w oddali jego ryk. Jednak Budda, potrafiący odnaleźć dobro w każdym stworzeniu, postanowił go nawrócić i odtąd Sule Bo Bo Gyi stał się natem, czyli bóstwem opiekuńczym, które zasłynęło pomocą Thagyaminowi, królowi natów, w poszukiwaniu relikwii poprzednich wcieleń Buddy.

Od jego imienia nazwę wzięła Sule Pagoda, którą zbudowano na jego pierwotnym legowisku.

Sule Pagoda

Krążą także słuchy, że Read the rest of this entry »

Tajlandia – plaże, palmy i dużo słońca :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 12-05-2016 9:32 pm

26

Co nieco edukacyjnych wpisów (obrazujących dylematy każdego początkującego inwestora, który czyta książki, czerpie ogólnodostępną wiedzę, a rynek i tak robi wszystko po swojemu, gdyż teoria to teoria i z praktyką rynkową nie zawsze ma wiele wspólnego) zostało już ostatnio zrobionych, zatem nadszedł czas na przegląd kolejnej porcji zdjęć z azjatyckiej eskapady, a jest ich jeszcze wiele tysięcy do przejrzenia, także selekcja i porządkowanie fotografii to zajęcie na wiele długich wieczorów.

Wcześniej były już publikowane krótkie notki z północy Tajlandii oraz Mjanmy. Jeśli chodzi o te drugie miejsce, to zebranego materiału jest tak wiele, że spokojnie wystarczyłoby na książkę, ale to plany na długie zimowe wieczory. Póki jest słońce, wolę aktywnie spędzać czas 🙂

No i właśnie jesienna azjatycka eskapada była związana z poszukiwaniem słońca, którego udało się nam znaleźć pod dostatkiem. W końcu mogę też na spokojnie powrzucać zdjęcia z tropików, gdyż wcześniej w czasie tegorocznego okresu szkoleniowego wolałem ich nie wrzucać, by nie wpływać na decyzję o zapisie, ponieważ powinna ona zawsze wynikać z trzeźwej oceny sytuacji i analizy faktów. Dlatego też ujawniłem w tym roku swoje zagrania na blogu, by każdy mógł ze spokojem dokonać ich oceny z perspektywy czasu, zobaczyć gdzie było zakupione fizyczne złoto, gdzie ropa i porównać gdzie kurs jest obecnie.

Jednocześnie ujawniając na blogu swoje zagrania postanowiłem być przeciwwagą dla całej zgrai guru pokazujących się na filmikach w luksusowych samochodach (oczywiście z wypożyczalni), którzy opowiadają niestworzone bajki ile to nie zarobili milionów ze 100 dolarów. Ja stawiam na czyny, a nie słowa i niech perspektywa czasu to oceni.

Całość wyprawy była finansowana z konta podróżnika, czyli specjalnego rachunku, na który przelewam określoną część zysków z każdej zarobionej transakcji. Przygotowania do wyprawy wiązały się także z precyzyjnym określeniem momentu wymiany walut, by maksymalnie wykorzystać posiadane środki do zakupu jak największej ilości euro. Swój moment wymiany ujawniłem na blogu wiosną 2015 roku, a później mogliśmy ten moment rozliczyć, sprawdzając z perspektywy czasu czy wytypowany kurs wymiany EUR/PLN miał rację bytu.

No i póki co szkoleń w maju nie ma i nie będzie, także można w końcu opisać legendarne tajskie plaże. Mam zasadę, że czas spędzony wspólnie z rodziną, to rzecz bezcenna sama w sobie, a kiedy się podróżuje, to jest się razem całą dobę, zatem warto podróżować. Do tego wspomnienia to jedyna rzecz, której nikt nam nie zabierze. Pieniądze zawsze mogą stracić swoją wartość, a co widzieliśmy, to zawsze będzie nasze.

Azja Południowo-Wschodnia jest bardzo przyjazna do podróży z niemowlakiem, zwłaszcza jeśli chodzi o bazę noclegową o wysokim standardzie, gdzie bez problemu można znaleźć odpowiedni hotel w zależności od tego czego się oczekuje.

Moje kryteria nie są jakoś zbytnio skomplikowane, mam się czuć na miejscu komfortowo i ma to być rejon przyjazny dla małych dzieci. Na całość składa się wiele pomniejszych czynników. Na początek widok z tarasu ma być odpowiedni, by od otwarcia oczu móc się zachwycać okolicą.

Tajlandia_2

Wstawanie przed wschodem słońca dla porannego rozruchu na plaży staje się wtedy przyjemnością. Nie ma też problemu ze spontanicznym spacerem po plaży przy blasku księżyca. Rozsuwa się tylko taras i jest się na miejscu.

Oprócz widoku z tarasu zwracam też uwagę na wystrój w środku. Przede wszystkim łóżko powinno stwarzać odpowiedni klimat, wszakże nie jest to miejsce, gdzie jedynie się śpi 🙂

Tajlandia_1

Kolejna ważna kwestia to odpowiedni kompleks basenowy, który w upalne dni jest nieodzowny. Ważne by wszystko było klimatyczne i estetycznie komponowało się w całość.

Tajlandia_3

Minusem basenów w tropikach jest to, że nie chce się ich opuszczać. Naszego synka musieliśmy wyciągać siłą, bo choć zabawa z nim była wielką frajdą, to czasem wypadało też coś zjeść. Ileż można się tylko taplać w wodzie?

Tajlandia_5

Czasem przychodzi też przecież ochota, by pograć sobie w piłkę w doborowym towarzystwie 🙂

Tajlandia_4

Na szczęście parę kilometrów od nas był ośrodek dla słoni, które wręcz „szalały” na nasz widok i ciągle chciały się tylko bawić. Był to naprawdę miły widok, zwłaszcza, że słonie, które przyjmuje fundacja bardzo dużo przeszły. Porzucone przez kłusowników na śmierć, zostały odratowane i zaprzyjaźniły się z ludźmi. Niestety olbrzymi popyt na kość słoniową ze strony Chin napędza kłusownictwo do niewiarygodnych rozmiarów, zwłaszcza w Afryce. W samej tylko Kenii co roku zabijane jest 30 000 słoni, a rezerwat Selous w Tanzanii mający jeszcze niedawno populację słoni przekraczającą 50 tysięcy, niebawem będzie miał jedynie kilka tysięcy.

Aż nie chce się wierzyć, że człowiek jest zdolny do takich czynów wobec tych szlachetnych ssaków. Naprawdę są to bardzo łagodne i inteligentne zwierzęta. Uwielbiają zabawy z ludźmi i do tego są uzdolnione artystycznie, gdyż potrafią rysować przecudne obrazy. Dzięki datkom od turystów, słonie mają w ośrodku swój dom i przestrzeń do swobodnego chodzenia, co wielokrotnie przebija warunki jakie mogą mieć w zoo, dlatego bez wahania warto przeznaczać hojne datki na ich utrzymanie, gdyż dla słoni nastały obecnie ciężkie czasy.

Jeśli nie bawiliśmy się ze słoniami, ani nie siedzieliśmy w basenie, to oznaczało, że synek poszedł na drzemkę, także nadchodził czas na błogie lenistwo w hamaku.

hamak_

Powiem szczerze, że na dłuższą metę można się w ten sposób nieźle zanudzić. Hamak jest dobry na parę pierwszych dni, ale potem jakoś wyczekuje się momentu kiedy dziecko się obudzi i ruszy się do wspólnej zabawy. Tak samo ileż można nurkować, ścigać się na skuterach czy pływać motorówką. To wszystko jest dobre, by to wypróbować, ale prawdziwe szczęście leży gdzie indziej. Nie ważne gdzie, ale ważne z kim. W Polsce również możemy poskakać na trampolinie czy pokopać piłkę i jest tak samo fajnie. Trudniej jest co prawda spędzać pół dnia na otwartym basenie, gdyż poza okresem letnim mija się to z celem, ale jest przecież masa aquaparków.

Plaże w Tajlandii są piękne, ale Zanzibar, Melediwy i Szeszele też takie mają, jednak w powietrzu nie ma tam takich ilości jodu co nad naszym Bałtykiem poza sezonem. Polska ma w sobie to coś i żadne inne rzeczy nie są w stanie jej zastąpić, a już na pewno nie leżenie na hamaku pod palmami.

Kąty Rybackie i dużo dobrej zabawy :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 29-04-2016 10:32 pm

5

Przed nami majówka, także jeśli ktoś lubi przyrodę i zastanawia się nad jakimś rejonem, to polecam Kąty Rybackie na obszarze Żuław Wiślanych. Miejsce to do niedawna było dla mnie całkowicie nieznane i tym większą miałem niespodziankę, kiedy Wojtek podczas zapisu na szkolenie z Techniki Ichimoku zaproponował mi wspólne spędzenie piątku na obserwacji ptaków.

Jako, że jest ornitologiem i pracował swego czasu na Uniwersytecie Gdańskim zabierając studentów w teren, to uwzględniając, że ja uwielbiam spędzać czas na łonie natury, nie mogłem po prostu odmówić, mimo iż miałem świeżo zaleczoną kontuzję.

Oprócz Wojtka towarzyszyła nam przesympatyczna Ania, która jest również ornitologiem, zatem obserwacja ptaków była połączona z przyjemnym wprowadzeniem w temat, łącznie z dyskusją dotyczącą kwestii technicznych takich jak np. parametry lornetek, a po drodze było nawet polowanie na mrówkolwy.

Po wprowadzeniu w tematykę nadszedł czas na główną atrakcję, którą była obserwacja gniazdujących kormoranów czarnych.

Kormorany

Ania i Wojtek na bieżąco opowiadali o tym jak liczna jest populacja tych ptaków, która stanowi obecnie połowę tego, co było jeszcze kilka lat temu, a także poznałem co oznaczają kolory na upierzeniu.

Nieocenione były także historie opisujące ciekawe przypadki związane z turystami, którzy widząc „biednego ptaszka” siedzącego na plaży i nie wiedząc, że młode kormorany po nurkowaniu potrzebują trochę czasu na przeschnięcie, gdyż mokre są zbyt ciężkie i nie potrafią odlecieć z wyłowioną rybą, postanawiają je „ratować”. No cóż, siła grawitacji jest jednak bezlitosna 🙂

Oprócz gniazd kormoranów udaliśmy się także w stronę gniazd zajmowanych przez czaple siwe, które również bardzo miło się obserwowało.

Czapla

Niestety przy czaplach wpakowaliśmy się z Anią pod „ostrzał” pewnego kormorana, ale podobno i tak była to wersja bardzo łagodna, gdyż czasem można oberwać nawet resztkami ryby. Niemniej jednak zapach był bardzo daleki od tego pożądanego, także po powrocie do hotelu nadszedł czas na gruntowne szorowanie ubrań. No ale co to za obserwator ptaków bez „naznaczenia” 🙂

Wyprawa była bardzo udana, także raz jeszcze dziękuję Ani i Wojtkowi za niesamowicie atrakcyjnie spędzony czas. Obcowanie z przyrodą z dala od cywilizacji jest zawsze warte uwagi, a w doborowym towarzystwie jest to już bezcenne.

WojtekiAnia

Z inteligentnymi ludźmi zawsze warto przebywać i już nie mogę się doczekać kolejnej okazji do spotkania!

 

Mjanma niegdyś Birmą zwana – przepiękna kraina lśniąca złotem

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 13-11-2015 1:51 am

2

Nie od dziś wiadomo, że zabytki są tym elementem, który ogromnie zwiększa dziedzictwo kulturowe danego kraju, a w Mjanmie jest ich tak ogromna ilość, że nie pozostaje nic innego jak tylko wszystko zwiedzać i zwiedzać.

Niestety katastrofalna tegoroczna powódź pokrzyżowała nam nieco plany, gdyż podróżując z niemowlakiem trzeba na pierwszym miejscu stawiać zawsze bezpieczeństwo i szybki dostęp do wykwalifikowanej kadry medycznej w razie potrzeby. Jednak, mimo cięć w grafiku podróżniczym, ilość odwiedzonych miejsc uważam za satysfakcjonującą i jest się czym dzielić 🙂

Pagoda w Mjanmie

Słoneczna pogoda i przepiękna architektura potrafią na bardzo długo pozostawić uśmiech na twarzy 🙂

Pagoda2

Jednak w nocy jest równie przepięknie i na pewno nieco bardziej romantycznie, co sprzyja długim wieczornym spacerom.

Karaweik

Szwedagon zwiedzany nocą w pełni oddaje tony złota, które użyto do jego budowy, a w zależności od źródeł, szacuje się jego ilość na 9-25 ton. Ogromna liczba, a do tego należy dodać 4350 diamentów o łącznej wadze 2000 karatów, które znajdują się kopule. Można zatem śmiało rzec, że jest to olbrzymi skarbiec i podoba mi się on dużo bardziej, aniżeli ten, który zwiedzałem w podziemiach FED’u w Nowym Jorku.

PagodaNoc

Warto również zaznaczyć, że baza hotelowa stoi tam na bardzo wysokim poziomie. W hotelu Strand nie zawiodłem się. Niegdyś wszakże nocował tam George Orwell 🙂

Strand

W Mjanmie oprócz zabytków obecna jest także nowoczesna technika. Fontanny multimedialne z doborową muzyką doskonale umilają wieczory, a dziecko ma przy tym ogrom frajdy. Można tam siedzieć godzinami.

fontanny

W innych sektorach jest natomiast przyjemna dawka kultury w postaci tradycyjnych tańców 🙂

tance

Aż szkoda było nam opuszczać Mjanmę, zwłaszcza, że poznaliśmy tam wielu serdecznych ludzi. Wszystko jednak musi być zbilansowane i po aktywnym zwiedzaniu przyszedł czas na błogie lenistwo pod tajlandzkimi palmami 🙂

Historyczny czas dla Mjanmy – olbrzymia 80% frekwencja wyborcza

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 08-11-2015 4:20 pm

7

Kiedy dziś opuszczałem dom generała Aung Sana na niebie zaczęły się zbierać czarne chmury, a do końca czasu głosowania pozostawało już coraz mniej kwadransów. Read the rest of this entry »

Królestwo miliona pól ryżowych :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 03-11-2015 10:11 am

5

Przemierzając górzyste tereny dawnego Królestwa Lan Na nie sposób ominąć olbrzymiej ilości przepięknych Watów, przy których czas staje w miejscu. Szczególnie spodobała mi się jedna z najstarszych świątyń w dawnej stolicy, która przywołała mi wspomnienia z dzieciństwa, a konkretnie czasy oglądania bajki o słoniku Babarze 🙂

Temple_1

Ogólnie motywy ozdobne ze słoniami bardzo mi się spodobały i na szczęście jeszcze wiele razy miałem okazję je podziwiać 🙂

Temple_2

Podczas pobytu w górach nie mogłem także sobie odmówić odwiedzenia kolejnego już zagranicznego Parku Narodowego

PN

jak również „wspinaczki” do zlokalizowanej na wzgórzu świątyni, do której wiedzie 309 schodków lub wagonik kolejki. Tego dnia byłem wyjątkowo leniwy, dlatego postanowiłem zachować energię na zwiedzanie, a było co zwiedzać 🙂

Wat Phra That Doi Suthep

PS Teraz czas ruszać na Południe 🙂

Stambuł – przepiękne miasto na dwóch kontynentach :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 27-10-2015 5:15 pm

10

Niegdyś Bizancjum, później Konstantynopol, a obecnie te przepiękne miasto u styku dwóch kontynentów zwane jest Stambułem. To tutaj ostatnie dni życia spędził wybitny słowiański bard Adam Mickiewicz, formując legion do walki carską Rosją. Właśnie tutaj tworzył Sinan, jeden z najwybitniejszych architektów ówczesnych czasów, który rozwinął skrzydła za panowania Sulejmana Wspaniałego.

Jednak najbardziej urzekła mnie budowla, którą zaprojektował jego zdolny uczeń Sedefkâr Mehmet Ağa.

Błękitny Meczet

W Stambule czas płynie bardzo sielsko, poranne nawoływania muezzinów, przepiękna architektura orientu, hammam i przyjaźni ludzie tworzą tutaj niesamowity klimat rodem z opowieści pierwszych pasażerów Orient Express’u, czy serialowych scen ze „Wspaniałego stulecia” 🙂

Akurat moja żona jest wielką fanką tego serialu, także przylot do tego miasta był jedynie kwestią czasu. Jeśli ktoś ma przypadkiem ukochaną, która również uwielbia ten serial, ma już problem z głowy jeśli chodzi o wybieranie prezentu. Ze wszech miar polecam odwiedziny w tym mieście 🙂

Aż szkoda było je opuszczać, ale obecnie też nie mam prawa narzekać na lokalizację i za jakiś czas dodam kolejną relację z podróży 🙂

 

Festiwal Kinetycznej Sztuki Światła, Łódź 2015 – fotorelacja

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 13-10-2015 6:06 pm

0

Na mapie Polski jest miejsce, które szczególnie lubię podziwiać w nocy podczas pewnego festiwalu, przedstawianego w następujący sposób przez jego twórców:

„Festiwal Kinetycznej Sztuki Światła” Light. Move. Festival. pragnie ukazać mieszkańcom miasta, turystom oraz władzom nową wartość odmienionych światłem przestrzeni miejskich

Organizatorem jest Fundacja „Lux Pro Monumentis”, będąca „organizacją pozarządową skupiającą grupę miłośników Łodzi, jej architektury, dziedzictwa kulturowego, nowoczesnych technologii oraz możliwości, jakie niosą.”

Są oni żywym przykładem, że skupiające prawdziwych pasjonatów organizacje pozarządowe potrafią zrobić bardzo dużo. Połączenie światła i dźwięku daje niesamowite efekty.

LMF_2

Read the rest of this entry »

Bieszczady – oaza spokoju :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 25-08-2015 2:59 pm

2

Po pobycie w Sudetach przyszedł czas na dłuższy postój w Bieszczadach, których urok jest niepodważalny. Już sama droga do celu zmuszała do redukcji prędkości, by móc w pełni delektować się widokami 🙂

Bieszczady

Po przyjeździe nie ma nic bardziej relaksującego niż parogodzinne spacery korytem rzeki i przeskakiwanie z kamienia na kamień. Jest to wielka frajda dla dużych i małych.

Bieszczady

Oprócz górskich strumieni, nie lada atrakcją jest przemierzanie malowniczych szlaków. Kondycję wypada tutaj już mieć o wiele większą, gdyż podróżując z dzieckiem sporą część drogi trzeba przebyć z pasażerem przemieszczającym się „na barana”.

Bieszczady

Po przebytych szlakach, można odpoczywać podziwiając lokalne perełki architektury, których jest tak dużo, że to materiał na osobny wpis.

Bieszczady

Jest tutaj tyle ciekawych miejsc, że braki w dostępie do internetu nie stanowią najmniejszego problemu, gdyż nawet się nie chce otwierać komputera. Czas płynie tutaj powoli, można bez pośpiechu delektować się przepięknymi widokami, godzinami przemierzać klimatyczne szlaki i nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Ja o spadkach dowiedziałem się dopiero wczoraj odczytując maila od Łukasza, jednego z moich Uczniów, który trafnie wytypował zasięg spadków na S&P500, ale o tym będzie osobny wpis 😉

Przy okazji na własnej skórze przekonałem się o tym, jak bardzo mały jest ten świat, gdyż na miejscu spotkałem Zbigniewa Stawickiego. Podróżnika, filozofa, skutecznego inwestora giełdowego stosującego daty zwrotu, a przede wszystkim człowieka o niezwykłym darze poznawania się na zakłamanych, fałszywych ludziach.

Zbyszek

Przed wieloma laty, kiedy spotkałem Zbyszka podczas pracy nad książką „Sukces na giełdzie„, ostrzegał mnie przed wybranymi osobami, które jak się później okazało w mniejszym lub większym stopniu mnie oszukały wprowadzając w maliny. Gdybym wtedy posłuchał Zbyszka zaoszczędziłbym masę nerwów, bo pomijam kwestie finansowe, gdyż rekordzista wykiwał mnie na ładną sumkę 😉 Do tej pory nie potrafię wyjść z podziwu jak skutecznie ich rozszyfrował i cieszę się, że los znów pozwolił mi spotkać się z tak nietuzinkowym człowiekiem.

Dziedzictwo hrabiego Ignacego Potockiego

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 18-08-2015 4:21 pm

2

W miniony weekend zakończyła się siedemdziesiąta edycja najstarszego festiwalu pianistycznego na świecie, organizowanego nieprzerwanie od 1946 roku. Mowa oczywiście o Międzynarodowym Festiwalu Chopinowskim w Dusznikach-Zdroju, na którym miałem okazję chwilkę pobyć i ze wszech miar polecam te wydarzenie każdemu melomanowi.

Duszniki-Zdrój Festiwal Chopinowski

Tak samo jak polecam Duszniki-Zdrój, każdemu kto chciałby uciec od zgiełku i solidnie wypocząć w urokliwej Kotlinie Kłodzkiej. Atrakcji jest tutaj co niemiara.

W tym roku przyjechałem do Dusznik na zaproszenie Leszka, jednego z moich Uczniów, i Marty jego uroczej małżonki. Pokazali nam piękno okolicznych terenów i ugościli iście po królewsku w rodzinnej atmosferze. Cieszę się, że miałem przed laty okazję spotkać na swojej drodze tak wspaniałych ludzi 🙂

Do tego nie lada niespodzianką był wieczorny grill giełdowy, na którym zjawili się moi Uczniowie: Bartek (mentorowany obecnie przez Leszka) oraz Tomek, który do Dusznik-Zdroju przyjechał aż z Warszawy 🙂 Przy wybornym jedzeniu rozmawialiśmy na rozmaite tematy, a że wieczór był ciepły, gawędziliśmy na świeżym powietrzu aż do nocy, otoczeni przez piękne gwiazdozbiory.

Leszek na szkoleniu był dawno temu i mimo tego, że jego początki do łatwych nie należały, nie poddał się, tylko rzetelnie przykłada się do tematu, dzięki czemu z roku na rok pojawia się znaczący progres. Posiada on także dużą pokorę wobec rynku i jest bardzo skromny, mimo iż na ostatnie dziesięć jego typów, wszystkie poszły w wyznaczonym uprzednio kierunku. Po prostu 10/10. Jednak nie przyszło to łatwo. Leszek na wszystko ciężko zapracował. Giełda to nie „hop siup”. Każdy etap gruntownie utrwalał i mimo, iż jeszcze parę elementów trzeba nieco doszlifować, jako nauczyciel jestem z niego dumny 🙂

Na upały dobra jest zawsze Szwecja :-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 07-08-2015 11:10 am

7

Kiedy w Polsce nastają rekordowe upały, warto obrać za cel skandynawskie kierunki, gdzie skwar nie jest tak dokuczliwy. Tak też zrobiłem i już po raz jedenasty przyszło mi przemierzać ojczyznę Wikingów, którzy w czasach swojej świetności docierali do takich odległych zakątków jak na przykład Islamski Kalifat Abbasydów 😉

Co najbardziej podoba mi się w Szwecji? Przede wszystkim możliwość delektowania się takimi widokami bez ryzyka spotkania jakichkolwiek turystów.

Szwecja

Jest to bezcenny kontakt z naturą, który na pewno urzeknie każdego miłośnika przyrody. Żadnych hałasów, żadnych puszek po piwie czy woreczków foliowych pływających przy brzegu, żadnych śmieci w lesie. Błoga cisza i spokój. Po prostu coś wspaniałego. Read the rest of this entry »

Magyarország fővárosa – relacja z podróży

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 15-04-2015 12:17 pm

6

Od czasu bitwy pod Mohaczem, w której osobiście brał udział sułtan Sulejman Wspaniały (fani telewizyjnych oper mydlanych zapewne bardzo dobrze znają jego żonę – Aleksandrę z domu Lisieckich zwaną także Hürrem), a która zakończyła świetność dynastii Jagiellonów, Węgry znalazły się nieodzownie w strefie wpływów Imperium Osmańskiego i to mimo tak dzielnych obrońców jak György Szondy – dowódca wojsk na zamku w Drégely.

Szondy

Jego pomnik spotkałem całkiem przypadkiem podczas powolnego spaceru w kierunku muzeum Terror Háza i zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłem bliżej poznać jego historię, która okazała bardzo barwna.

Odmówił on poddania swojej twierdzy i ze skromnym oddziałem liczącym ok. 100 hajduków odparł 7 lipca 1552 roku szturm doborowej tureckiej piechoty liczącej 12 000 janczarów Read the rest of this entry »

A może by tak zejść pod ziemię? Odkrywania pięknej Polski ciąg dalszy ;-)

Posted by Marek | Posted in Podróże | Posted on 04-02-2015 11:32 am

11

Na powierzchni dużych miast toczy się dynamicznie życie. Ludzie gdzieś biegną, samochody tłoczą się w korkach, wszędzie duży zgiełk. Jednak czasem wystarczy tylko zejść pod ziemię by znaleźć się w zupełnie innym świecie, gdzie nie zawsze jest w pełni bezpiecznie, ale mając sprawną lampę Davy’ego można się uchronić przynajmniej przed niebezpiecznymi gazami. Śliskie stopnie, poluzowane cegły, nierówności w podłożu i bogactwo flory bakteryjnej można uznać za Read the rest of this entry »