Rozrzucone świńskie łby i palące się opony – protest rolników w stolicy w szerszym kontekście

Posted by Marek | Posted in Płody rolne | Posted on 13-03-2019 7:19 pm

13

Dzisiejszy dzień bardzo burzliwie wyglądał w części Warszawy. Rozsypane jabłka, świńskie łby i gryzący rakotwórczy dym z zapalonych opon. Rolnikom zrzeszonym w AgroUnii puściły nerwy. Nie ma się co dziwić, gdyż ich sytuacja jest zła, lecz takie godne pożałowania formy protestu być może nadają się dla Francji. U nas każdy myślący człowiek powinien wiedzieć, że palące się opony szkodzą najbardziej najmłodszym, czyli naszej przyszłości. Czy silniejszy efekt dałoby np. podarowanie kilku wywrotek jabłek politykom prosto pod drzwi? Tego nie wiem.

Uważam natomiast, że bezpieczeństwo żywnościowe kraju powinno być zawsze priorytetem, gdyż ludności przybywa a areałów uprawnych ubywa. Tam gdzie jeszcze dekadę temu były łany zbóż, dziś znajdują się osiedla, sklepy, magazyny czy parkingi. Szczególnie wyraźnie widać to w Chinach. Tam „betonowanie ziemi” w ostatnich dekadach było przeogromne, tak jak i beztroskie „załatwianie” kwestii odpadów z zakładów chemicznych czy kopalni. Zatruwały one glebę i cieki wodne. W niektórych miejscach już nic nie wyrośnie przez bardzo długi czas, a jeśli wyrośnie to stężenie rakotwórczego arsenu jest tak duże, że zagraża zdrowiu.

U nas w przeciągu dwóch dekad również mnóstwo działek rolnych zostało rozdrobnionych, przekształconych na budowlane i finalnie „zabetonowanych”.

Sam od pewnego czasu intensywnie inwestuję w działki rolne, by mieć własne źródło nieskażonych pestycydami warzyw i owoców, także temat rolników jest mi bliski, gdyż na co dzień z wieloma mam okazję współpracować.

Problem na rynku sadowniczym jest wielki. Jest to pokłosie antyrosyjskiej polityki, która dobiła branżę, kiedy to w sierpniu 2014 roku Rosja nałożyła embargo m.in. na nasze jabłka czy kapustę. Rossielchoznadzor uznał, że nie spełniają one norm fitosanitarnych.

Po tamtym ciosie, wynikającym z totalnej głupoty polityków (a wystarczyło ugryźć się w język, by nie drażnić wschodniego niedźwiedzia), sadownicy mogli w ciemno wycinać jabłonie i sadzić co innego, gdyż nadpodaży po prostu nie ma szans rozdysponować w innych źródłach (jeśli chce się uzyskać rozsądne ceny pozwalające na minimalną egzystencję, bo po cenach dumpingowych chętnych się zawsze znajdzie). Drewno z drzew owocowych jest cenne na Zachodzie, gdyż najlepsze pizzerie tylko takim drewnem opalają swoje piece. Także po wycięciu, należało je odpowiednio wysezonować – przez co zwiększyć jego cenę – i odsprzedać. Byłby zastrzyk gotówki pozwalający kupić nowe sadzonki.

Tak jak na giełdzie, również w rolnictwie nie można iść na oślep. Owczy pęd jest najgorszy. Do siebie staram się sprowadzać odmiany, o których nikt w regionie nie słyszał. Jak znajomi rolnicy oglądają co mam z Kanady, to przecierają oczy. Wiem zatem, że znalazłem swoją niszę. Jabłonki mam tylko trzy, ale za to starałem się, by wśród nich znalazła się jedna stara odmiana, która prawie odeszła w zapomnienie, ale udało się ją odratować dzięki paru dziko rosnącym drzewkom, które grupa pasjonatów odszukała.

Wracając do meritum, za obecną sytuację winni są politycy, którzy prowadzili taką a nie inną retorykę wobec Rosji co w 2014 zakończyło się sankcjami, ale trwanie na oślep przy tej samej produkcji przez tyle lat, kiedy zbytu nie ma, spada już na producentów. Takie są brutalne realia rynku. Jest popyt i podaż.

Areały upraw trzeba chronić, a rolników wspierać dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju, ale monokultura wielu sadów musi zostać zmieniona. Zamiast uprawiać to co każdy, trzeba znaleźć swoją niszę i na bieżąco reagować na zmiany.

Branża rolna jest ciężkim fachem. Sam pamiętam ile czasu mi zajęło, by swój sad tak dobrać pod kątem odporności na choroby, wrażliwości na silne mrozy i terminem owocowania, by owoce były dostępne prosto z drzewa jak najdłużej. Chciałem uniknąć wysypu wszystkich owoców w jednym okresie, sadząc odmiany wczesne i odmiany późne.

Pierwsze frycowe było takie, że wiśnia, brzoskwinia, morela i czereśnia nie przetrwały zimy, a druga wiśnia padła od chorób. Zanim opracowałem własny system doboru odpowiednich nawozów, rodzaju cięcia i naturalnych sposobów walki z mszycami (wrotycz, ocet, czosnek), to minął kolejny sezon. Szanuję wszystkich rolników, gdyż wiem ile potrzeba wysiłku zanim nadejdą plony.

Jednak cała branża musi się zjednoczyć w spółdzielnie i prócz surowca, dostarczać też gotowy produkt np. dżemy, soki itp., gdyż bazowanie na jednej gałęzi, daje opłakane rezultaty. Warto też tworzyć lokalne sieci dystrybucji. Zwłaszcza uprawy BIO są niesamowicie dochodowe, gdyż na Zachodzie jest na to istny boom i niebawem u nas też to się zmieni.

Polecam każdemu, kto ma jakiś kawałek ziemi, o założenie własnego zielonego zakątku. Pielęgnacja drzew, obserwacja wzrostu a potem zbiór własnych owoców, które nie potrzebują środka nabłyszczającego, to rzecz bezcenna 🙂 Trzeba dbać o areały uprawne w naszym kraju, gdyż bez nich, będziemy zdani wyłącznie na import, a jak to wygląda z towarami z importu to widać choćby po słodyczach, gdzie w Niemczech jest masło, a u nas „ten sam” produkt ma w składzie olej palmowy …

Reasumując, rolnictwo to „być albo nie być” dla naszego kraju w perspektywie dekad. No chyba, że idąc za radami ONZ i UE zaczniemy jeść robaki i owady.

PS Ktoś z Was uprawia coś dla siebie?

Komentarze 13 komentarzy

Zgadza sie-rolnictwo to ciężki kawałek chleba-dodatkowo utrudniony tym że to pogoda(grad,susza,przymrozki itd) często decyduje czy dany rok bedzie na plusie. Co ciekawe średnia cena jabłek, porzeczki czy wiśni przez ostatnia dekadę wcale jakoś nie wzrosla w porównaniu do np. kosztów pracy czy nawozów. Ja uprawiam u siebie(w ilościach do poskubania przez czteroosobowa rodzine;) jagodę kamczacką, nektarynki, borówki, porzeczki, morele, śliwę i truskawki. I jako nową dla mnie rzecz winorośl. A i jeszcze kilka krzakow czegos czym się b. zainteresowałem i z czym wiążę dużą nadzieję(jeszcze nie owocują), czyli aktinidia ostrolistna vel mini kiwi:))) ps. Podczas podróży próbowałeś kiedyś takich robaczków- Szarańcza itd? Jakie wrażenia organoleptyczne?:)

O i jeszcze z moją winnicą też były przeboje. Zamówiłem drewnianą artystyczną pergolę, by całość się dobrze prezentowała a potem nadeszły wichury i Matka Natura mnie załatwiła. Pergola się połamała 😉

Co do jedzenia, to w Azji to i owo się próbowało, ale szału nie ma. Zresztą nawet w tamtych rejonach jest to uważane za „jedzenie niższych stref”. Zdecydowanie wolę schabowego, roladę z kluskami, gulasz czy pieczeń 🙂

Zgadza sie-rolnictwo to ciężki kawałek chleba-dodatkowo utrudniony tym że to pogoda(grad,susza,przymrozki itd) często decyduje czy dany rok bedzie na plusie. Co ciekawe średnia cena jabłek, porzeczki czy wiśni przez ostatnia dekadę wcale jakoś nie wzrosla w porównaniu do np. kosztów pracy czy nawozów. Ja uprawiam u siebie(w ilościach do poskubania przez czteroosobowa rodzine;) jagodę kamczacką, nektarynki, borówki, porzeczki, morele, śliwę i truskawki. I jako nową dla mnie rzecz winorośl. A i jeszcze kilka krzakow czegos czym się b. zainteresowałem i z czym wiążę dużą nadzieję(jeszcze nie owocują), czyli aktinidia ostrolistna vel mini kiwi:))) ps. Podczas podróży próbowałeś kiedyś takich robaczków- Szarańcza itd? Jakie wrażenia organoleptyczne?;)

Sad część drzew sadził dziadek, stosuje tylko nawozy naturalne,
Ogród również nawozy naturalne (pomiot kurzy, gnój koński),
Swoje kury karmione zbożem na które nie sypie nawozu i środków ochrony roślin(pierwsza kwoka już siedzi na jajkach),
W tym roku planuje zbudować parę uli, a w przyszłości swój staw.
Oczywiście w sezonie zbieram to co las daje.

Hmm a czym ogrzewasz? Masz piec? Bo jeśli ktoś w okolicy kopci, to jajka nadają się niestety do kosza. Znajomy cały kurnik zlikwidował, bo po tym art.
http://slaskie.naszemiasto.pl/artykul/jaja-z-wolnego-wybiegu-moga-zawierac-dioksyny-a-wszystko,3979508,artgal,t,id,tm.html
wysłał je do badania wraz ze sklepowymi i wyszło, że jego są piętnastokrotnie bardziej skażone dioksynami niż te sklepowe. Czyli nie można iść za tłumem. Nie wszystko złoto co się świeci. Jeśli w okolicy się kopci to lepiej przesłać jajka do analizy.

A ja pochodzę ze wsi z rodziny, która zajmowała się krowami mlecznymi (na te kilka lat temu chyba najcięższa działka na wsi). Teraz mieszkamy z żoną w Łodzi, ale większość weekendów spędzamy na wsi. Co tylko się da, to uprawiamy (z doskoku, bo na codzień jest mama): owoce, warzywa, kury, nawet mąka ze swojego zboża, wina, planuje ule. Na szczęście zaraziłem tym żonę. I wiecie, jakby nastąpił jakiś światowy armageddon, to przeżyjemy, zaszyjemy się tam i już. Coraz wiecej ludzi to rozumie. Widzę to po sobie: z 10 lat temu założyłem mini plantację (10 arów) truskawek pod projekt unijny na produkcję wina truskawkowego, jednak zrezygnowałem, bo sprzedaż alkoholu przez internet jest bardzo kłopotliwa. Truskawki zostaly, naturalne, więc zacząłem je sprzedawać. Gdybym miał 10 razy tyle, to bym sprzedał, nikt o cenę nie pyta, widać, że ludzie mają pieniądze i płacą, a ja mam spokojne sumienie, że daje im coś naprawdę dobrego. Nieraz zbierałem truskawki już nocą z lampką na głowie, bo znajomi czekali (no nam nie urwiesz?). Robota ciężka na kolanach, ale prawdziwa odskocznia od życia za biurkiem. Kończę jednak z tym, bo brak czasu, a skala za mała, ale w obecnych czasach można z takich ‚biznesów’ dobrze żyć, tylko dając prawdziwą jakość i serce do tego. Niestety wśród producentów żywności jest wielu oszustów bez skrupułów – truskawki pryskane i zrywane następnego dnia to plaga, dziwny bialy nalot nie bierze się z nikąd. Dlatego fajnie, że właściciel bloga promuje to, co swojskie 🙂 na stare lata marzę o sielskim życiu i zajmowaniu się tylko rekreacyjnie tylko własnymi mini uprawami, dla najbliższych.

mamy rodzinna działeczkę, jakieś 40a więc szału nie ma ale
Nasz sad to masa jabłoni kilku pysznych odmian , śliwki (węgierki, małe, duże, okrągłe, nie znam wszystkich odmian :p), gruszki wczesne i późne, porzeczka czarna na soki i dzemy, to samo z malinami, pigwana nalewki, orzechy, jagoda kamczacka, trzy grzadki truskawek, i kawałek grzadki na różnego rodzaju warzywa od ziemniaków przez ogórki, kapuste i pomidory, jednym słowem masa roboty gdy wszystko robisz ręcznie. no i przyznam się że zdarzy mi się pokropic z 1-2 razy do roku 🙁

Hej polecam obejrzeć ten film gdzie odrobinę wytłumaczony jest problem Polskiego rolnictwa, materiał od 4:30
https://youtu.be/uyq3tAT2P_4?t=271

Niestety, ale nie 🙂 Argumenty, które przedstawia sugerują braki z podstaw ekonomii.

Po zakupie od rolnika towar trzeba dokładnie oczyścić, by nie przenieść „żyjątek”, przechowywać w odpowiednich warunkach, często niestety opryskać nabłyszczaczem (owoce) czy środkiem zapachowym, by było wzięcie (tak czasem truskawki się „tuninguje”), opłacić kierowców, którzy rozprowadzają towar po marketach, opłacić obsługę sklepu itp.

Gdyby rolnik znalazł sklep, który zapłaci mu za kapustę 2zł (czyli dwa razy więcej) i kupił 200 sztuk, ale sklep byłby odległy o 150 km (czyli 300km w dwie strony), to na paliwo wydałby więcej i co najmniej 4h za kółkiem spędził, czyli cztery godziny pracy, za którą nikt mu nie zapłaci ekstra.

Rozwiązaniem jest tworzenie lokalnych centrów dystrybucji z pominięciem pośredników. Rolnik A produkuje cukinie, rolnik B dynie, rolnik C ma X itd. Wtedy jednym transportem można przewieść plony wielu osób i na paliwo się zrzucić.

Także argumenty, zobaczcie jaki hipermarket jest zły, bo płaci 1zł a sprzedaje za 3,49zł są nietrafione. Zgadzam się natomiast z tym, że my wszyscy musimy przykładać uwagę to tego co kupujemy i warto kupować nasze, także na lokalnych bazarach od rolników.

Kupowanie na bazarach wydaje mi się bardzo popularne… Kiedyś sądziłem, że na bazar się idzie, żeby kupić warzywa i owoce taniej, ale jest dokładnie odwrotnie. Aktualnie np. pomidory na bazarze można znaleźć po 20-25 albo i więcej PLN, co w markecie jest nie do pomyślenia. Ale smak jednych i drugich to jak w ogóle różych warzyw… U mnie prawie pod blokiem jest bazar, czynny cały tydzień, ale wszyscy sprzedawcy meldują się tylko w piątki i w soboty, i w te dni w promieniu 200-300 metrów od bazaru w każdą stronę nie ma jak szpilki wetknąć od 7. rano do południa, panuje pełna samowolka w parkowaniu, choć pod samym bazarem jest parking na ok. 100 samochodów 🙂 co najważniejsze, jakość tych produktów (nawet wędlin, mięsa) jest nieporównywalna do paszy z marketu…

Witam Panie Marku, czy będzie jeszcze w tym toku szkolenie z Techniki Ichimoku?

Od dawna wybieram się do Poznania. Może w tym roku to mi się uda.

Jak dla mnie Poznań byłby idealny

Zostaw komentarz