Białogard – epilog

Posted by Marek | Posted in ciekawostki | Posted on 09-11-2017 9:22 pm

16

We wrześniowym wpisie analizowaliśmy dokładnie głośną sprawę rodziny rodzącej w Białogardzie:
http://www.technikaichimoku.pl/2017/09/zagwozdka-nr-2-bialogard-i-rozsadni-rodzice-kontra-propaganda-medialna/

Media atakowały ich i popierały kuriozalne ograniczenie praw rodzicielskich ponieważ:
1) nie zgodzili się na umycie dziecka zaraz po porodzie (często było to okraszone wypowiedziami lekarzy i sugestią jak można być tak złym rodzicem, by nie zadbać o podstawową higienę!),
2) odmówili podania zastrzyku z witaminą K (w następstwie nie okazania im ulotki podawanego preparatu),
3) nie zgodzili się na zabieg Credego (zwany „profilaktyką przeciw zakażeniu przedniego odcinka oka”),
4) odmówili szczepień (w następstwie odmowy wykonania badań pod kątem ewentualnych niedoborów odporności – o czym wspomina nawet producent w ulotce, że w przypadku niedoborów odporności nie należy szczepić, więc każdy świadomy rodzic woli mieć pewność zamiast grać w ruletkę na zasadzie „może się uda”)

Jak wiadomo z wrześniowego wpisu część punktów została już omówiona. Dla przypomnienia:

Ad. 1) Personel obnażył swoje zacofanie i braki w wiedzy, gdyż zalecenia WHO dotyczące mycia dziecka są jednoznaczne (przez 24h nie powinno się zmywać mazi płodowej):
Bathing should be delayed until 24 hours after birth. If this is not possible due to cultural reasons, bathing should be delayed for at least six hours. ” [Strona 12]. Pełny raport: http://apps.who.int/…/10665/97603/1/9789241506649_eng.pdf

Ad. 2) Sprawę witaminy K omawialiśmy już  w osobnym wpisie, ale dla przypomnienia:
„Produkt leczniczy o nazwie Konakion nie posiada pozwolenia na dopuszczenie do obrotu wydanego przez Prezesa Urzędu i nie jest wpisany do Rejestru Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Produkt Konakion nie posiada także pozwolenia wydanego przez Komisję Europejską w drodze procedury scentralizowanej i nie jest wpisany do Wspólnotowego Rejestru Produktów Leczniczych. W związku z tym Prezes Urzędu nie posiada informacji o tym produkcie, w szczególności o obowiązującym tekście jego ulotki” Wojciech Łuszczyna, rzecznik Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych

Także te kwestie ujawniły niekompetencję lekarzy (zarówno tych z Białogardu jak i tych zapraszanych przez media głównego ścieku nurtu), którzy komentowali sprawę jakby byli oderwani od rzeczywistości.

W końcowej części wrześniowego wpisu dodałem następujące zdanie: „Mam nadzieję, że głośna sprawa owej świadomej rodziny, chcącej przestrzegać standardów WHO, otworzy oczy osobom decyzyjnym na patologie panujące w służbie zdrowia.”

Na szczęście długo nie trzeba było czekać, gdyż teraz rozwiązał się także punkt 3. Mianowicie Ministerstwo Zdrowia w końcu zaczęło się orientować dlaczego w większości bogatych krajów zachodnich zrezygnowano z zabiegu Credego już kilkanaście lat temu i potwierdzają oficjalnie, że zabieg Credego nie chroni przed zakażeniem przedniego odcinka oka i jest tylko reliktem przeszłości potwierdzającym, że dla uzdrowienia służby zdrowia pieniądze zamiast na podwyżki, powinny zostać wydane na wysłanie rezydentów na szkolenia do zagranicznych placówek, gdyż inaczej „stary beton” będzie kształcił „nowy beton”.

Jak widać inteligentni, oczytani i świadomi rodzice podjęli decyzje zgodne ze światowymi standardami i najnowszą wiedzą medyczną. Przeciw nim stanął „beton” lekarski i niedouczeni dziennikarze, przez co od początku byli pod silnym ostrzałem i na pewno wiele nerwów kosztowało ich dążenie do ujawnienia prawdy.

Pozostaje oczywiście jeszcze punkt 4, ale każdy racjonalnie myślący rodzic zdaje sobie sprawę, że istnieje jakiś konkretny powód dlaczego w 26 krajach Unii Europejskiej nie ma szczepień w pierwszej dobie (i to nawet w takich krajach jak Niemcy czy Wielka Brytania, będących wielokulturowym tyglem skupiającym ludzi z różnych klas (także nizin społecznych), czyli idealnym miejscem na wymianę rozmaitych lokalnych patogenów). Natomiast tylko w dwóch krajach UE, Polsce i Bułgarii, szczepi się noworodki w pierwszej dobie m.in. na gruźlicę. Czyżby inne kraje, zwłaszcza te bogatsze, były w błędzie?

Niech odpowiedzią na te pytanie będzie poniższy cytat z posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia nr 172 z roku 2015:

Przez długi okres były prowadzone badania nad skutecznością szczepionki, ale wątpliwości odnośnie do skuteczności szczepień przeciwprątkowych były od bardzo dawna. Są kraje w Europie Zachodniej, w których nigdy nie zostały wprowadzone szczepionki, dlatego że nigdy nie było dowodu na to, że szczepionki ochronne gruźlicy mają wpływ na zapadalność.

Polska w minionej epoce, w poprzednim systemie, należała do takich krajów jak Kazachstan, w którym były szczepienia u noworodków, potem były rewakcynacje w piątym roku, w siódmym roku, w dwunastym – do osiemnastego roku życia. Ten archaiczny system był utrzymywany do czasu, kiedy to zmodyfikowaliśmy na podstawie medycyny faktów zgodnie z którą wiemy, że szczepionki nie mają żadnego wpływu na zapadalność i to również na zapadalność u dzieci.”- prof. dr n. med Kazimierz Roszkowski-Śliż, dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Jako ciekawostkę do własnych przemyśleń dodam też poniższe zdjęcie obrazujące ile szczepień mieli nasi dziadkowie/rodzice, ile my, i ile nasze dzieci/wnuki.

Odsyłam także do lektury poniższych linków:
https://en.wikipedia.org/wiki/Gulf_War_syndrome

https://wiadomosci.wp.pl/syndrom-zatoki-perskiej-czyli-odszkodowanie-za-szczepionke-6031714451678337a

Opisują one ciekawy przypadek choroby, która dotknęła ponad 250 000 żołnierzy (także tych, którzy do Iraku ostatecznie nie wylecieli), a jej poszlaki prowadzą do kwestii masowych szczepień jakimi byli poddani żołnierze szykujący się do misji. Oczywiście to może być też koincydencja, gdyż oficjalnie „nikt nic nie wie” 🙂

Reasumując, rodzina znana ze słynnej ucieczki z Białogardu, wyprzedzała wiedzą personel medyczny szpitala i zapewne wywalczą sowite odszkodowanie, a dla wszystkich rodzących przetarła szlaki, gdyż „beton” zaczyna się powoli reformować. Miejmy nadzieję, że przyjdzie i czas na odchudzony kalendarz szczepień taki jaki posiada 26 krajów UE, w tym nasi sąsiedzi Niemcy, Czesi, Słowacy czy Litwini, gdzie szczepienia rozpoczyna się dopiero od 2/3 miesiąca życia 🙂

 

Komentarze 16 komentarzy

17 lat mieszkałem w Niemczech. Żona urodziła tam 2 córki. Nie było żadnych szczepień w szpitalu. Dziecko po porodzie leżało na matce przez kilka godzin i nikt nie sugerował mycia. Trzecią rodziliśmy w Polsce. Dziecko urodziło się zdrowe. Od razu je umyto i wytarto. Potem ważenie, pomiary i wywiezienie na szczepienie. Do nas wróciło po kilku godzinach. Nikt nam nic nie mówił. Żonie było to na rękę. Odpoczywała po porodzie. Dopiero na wypisie był zapis o zatrzymaniu akcji serca i reanimacji. Zapewne w innych krajach nie szczepią noworodków, bo nikt nie potrafi ocenić czy dziecko nie ma jakichś schorzeń. Trzy miesiące są na obserwację dziecka i wykrycie wad. Szczepienia są potrzebne, ale trzeba to robić z rozsądkiem. I ten zabieg Crediego. W Polsce lekarze są debilami skoro nie orientują się za postępem medycyny. Dochodzi też mentalność klasy niewolniczej. Kto już szczepił boi się wyjść na głupka. Nikt nie przyzna się do szkodzenia dziecku. Stąd brak oporu rodzin na staroświeckie metody. A ty co sądzisz o szczepieniu?

Oczywiście, że jestem wielkim zwolennikiem idei szczepień i jeśli Rosjanie użyliby swoich zapasów broni biologicznej, a mają ~ 20 ton materiału z wirusem śmiercionośnej ospy prawdziwej (czarna ospa), to nie ma wyjścia, tylko trzeba pędzić na szczepienie 🙂

Jestem zarazem wielkim przeciwnikiem traktowania naszego kraju jak ścieku, gdzie można opychać wszelkie preparaty, co do których na Zachodzie pojawiają się choćby drobne wątpliwości.

Weźmy na przykład szczepienia na grypę, które zgodnie z planowaną ustawą, będą mogły wejść do szczepień obowiązkowych dla dorosłych, jako „szczepienia akcyjne”, a kara za niezaszczepienie ma wynosić 50 tys. zł.

Niby wszystko marketingowo jest przedstawione super, ale jest bardzo dużo badań naukowych, które pokazują też drugą stronę medalu, gdzie wyniki potwierdzają tezę, że po zaszczepieniu wzrasta kilkukrotnie ryzyko zachorowania na infekcje górnych dróg oddechowych: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22423139
Ciekawe jest też, że lekarze nie kwapią się sami do szczepień: http://www.medexpress.pl/lekarz/pracownicy-medyczni-nie-szczepia-sie-przeciwko-grypie-to-skandal/50160/ 🙂

Uważam także, że szczepienia w pierwszej dobie powinny być dobrowolne. Jeśli ktoś wierzy, że szczepiąc swoje potomstwo na gruźlicę zaraz po urodzeniu uchroni je przed zachorowaniem (wbrew temu co mówią badania naukowe oraz w Sejmie wspominał o tym dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc), to niech szczepi. Wolny wybór 🙂

a mi to loto 🙂 Mieszkam w Gironie i tutaj nie ma obowiązku szczepień. W koncernie gdzie pracuję nie znam ani jednego Hiszpana szczepiącego swoje dzieci. Co kraj to obyczaj. Mimo milionów turystów, gdzie każdy to potencjalny roznosiciel epidemii, nikt nie świruje ze szczepieniami. W Polsce nic się nie zmienia od dekad. Korupcja, traktowanie ludzi jak bydło, medyczny ciemnogród i eksperymenty na ludziach.

U nas dla odmiany na osiedlu zmarła 2-latka na sepsę po meningokokach. Szczepi się do dość późno po 12 miesiącu. Inne były na ospa party szczepione uprzednio na ospę. Wszystkie dzieciaki złapały oprócz nich – szczepionka zadziałała. kuzynki mają przebarwienia na buzi po dzień dzisiejszy. tata, który przechodził ospę jako dorosły nie znosił tego najlepiej. Z kolei dziadek zmarł z gruźlicą, ale czy to coś ma wspólnego z szczepianiami – podążając za WHO niekoniecznie. Pewnie w MZ tak jak niegdyś w PZPN – leśne dziadki i inne machery.

Tylko nie ma szczepienia na meningokoki w kalendarzu szczepień obowiązkowych. Są natomiast takie, które budzą duże wątpliwości co do swojej skuteczności. Złośliwi powiedzą, że u nas nadzwyczaj często na refundowane szczepienia trafia to, co na wolnym rynku nie schodzi 😉

Do tego nie ma skutecznych szczepień na HCV – wirusowe zapalenie wątroby typu C, które każdego roku przynosi śmiertelne żniwo, ale są za to szczepienia na choroby, które nie są śmiertelne i do tego posiada się skuteczne przeciw nim leki – takie czasy 🙂

Ja źle wspominam szczepienie na meningokoki. Moja w pełni zdrowa córka dostała po tym bardzo wysokiej gorączki. Trafiliśmy do szpitala a parę dni później zdiagnozowano AZS atopowe-zapalenie-skóry.
Rok później pani pielęgniarka z naszej przychodni powiedziała, że mogło to być od szczepionki, bo dostały informację o ich skażeniu i natychmiast muszą wszystkie trafić na utylizację.
https://www.sosrodzice.pl/meningitec-przeciw-meningokokom-wycofane-zanieczyszczone-szczepionki/

Dziękuję za takie szczepienia. Córka do tej pory leczy AZS i efektów nie widać. Zniszczyli jej zdrowie.

Jeśli dobrze pamiętam w Polsce wycofano je chyba dopiero po niecałych dwóch latach i przez ten czas masa dzieci doznała uszczerbku na zdrowiu. Karygodne jest także to, że sygnał nadszedł z Niemiec, gdzie zaczęto się zastanawiać dlaczego jest tyle powikłań i po zbadaniu laboratoryjnym znaleziono domieszki szkodliwej stali nierdzewnej, po czym od razu wszczęto alarm. W Polsce natomiast nikt z osób decyzyjnych nie ruszył tyłka, by to zbadać, była za to akcja bagatelizowania skarg rodziców i wmawiania im, że dziecko na pewno było już wcześniej chore, a diagnoza choroby zbiegła się tylko w czasie z podaniem szczepionki i nie ma to nic wspólnego ze szczepieniem, gdyż szczepionki to największe dobro ludzkości i każdy lekarz kto wypowiada się negatywnie powinien tracić prawo wykonywania zawodu. http://www.medexpress.pl/system/lekarz-ktory-odradza-szczepien-powinien-tracic-prawo-wykonywania-zawodu/57808/
Są jednak lekarze, którzy nie dają sobie wiązać ust:
http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/8048143,pediatra-szczepienia-to-rujnowanie-swojego-zdrowia,id,t.html

Pozostając w temacie zdrowia, ilu z Was stosuje żywienie wysokotłuszczowe (nisko węglowodanowe)?
(żywienie optymalne, dieta kwaśniewskiego, dieta paleo, dieta ketogeniczna itp.)

Kolejne naukowe wyniki badań potwierdzają prozdrowotność takiego sposobu odżywiania:
http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(17)32252-3/abstract

Najważniejsze informacje:
– metoda
„The Prospective Urban Rural Epidemiology (PURE) study is a large, epidemiological cohort study of individuals aged 35–70 years (enrolled between Jan 1, 2003, and March 31, 2013) in 18 countries with a median follow-up of 7·4 years (IQR 5·3–9·3). Dietary intake of 135 335 individuals was recorded using validated food frequency questionnaires.”

– wnioski
„High carbohydrate intake was associated with higher risk of total mortality, whereas total fat and individual types of fat were related to lower total mortality. Total fat and types of fat were not associated with cardiovascular disease, myocardial infarction, or cardiovascular disease mortality, whereas saturated fat had an inverse association with stroke. Global dietary guidelines should be reconsidered in light of these findings.”

PL. Wysokie spożycie węglowodanów zostało powiązane ze zwiększeniem prawdopodobieństwa śmierci. W przypadku tłuszczy – ze zmniejszeniem prawd. śmierci. Całkowite spożycie tłuszczy oraz ich typów nie wiązało się z chorobami układu naczyniowego, atakami serca, a ponadto tłuszcze nasycone cechowały się odwrotną proporcjonalnością występowania wylewów.
Światowe zalecenia dietetyczne powinny być zmienione w świetle tych ustaleń.

Coś czuję, że będziemy mieli o czym rozmawiać przy kolejnym obiedzie czwartkowym 🙂

Polecam prywatnie wynająć sobie dietetyka klinicznego i mieć spersonalizowane diety (bada się poziom tłuszczu i robi rozszerzone badania krwi, by w zależności od stanu zdrowia dobrać najbardziej potrzebny na dany moment sposób odżywiania). W pakiecie prócz diet jest też wyjście z dietetykiem do hipermarketu i dobór produktów pod kątem preferencji spożywczych z odrzuceniem przez dietetyka tych, które są szkodliwe. Ogólnie fajna przygoda, zwłaszcza jeśli lubi się gotować. Ja akurat lubię, więc dla mnie każda wyprawa z takim ekspertem, to spora dawka praktycznej wiedzy.

Druga sprawa, to źródło pochodzenia mięsa i warzyw. Specjalnie dlatego polecam zawsze inwestowanie w grunty orne. Ja w tym roku jadłem produkty z własnego pola, które nie były pryskane chemią. Co prawda ziemniaki, cukinie, czy dynie nie były tak gigantycznych rozmiarów, jak te jakie można spotkać w marketach, ale przynajmniej miałem pewność, że jem produkty w pełni BIO 🙂 W kwestii mięsa jest najtrudniej, gdyż mam nieregularne dostawy. Po prostu jak jeden z gospodarzy, u których się zaopatruję, robi wędliny z własnej chowu, to od razu kupuję. Te sklepowe mają azotyn sodu, który jest dobrym konserwantem, ale ma też swoją mroczną stronę. Jak znajdę czas, to zrobię zdjęcia swojego pola i wrzucę, gdyż myślę, że grunty orne to doskonała inwestycja w swoje własne zdrowie 🙂

Haha, azotyn sodu w wędlinach to tylko jedna z dodawanych substancji. Jakiś czas temu, kiedy musiałem trzymać rygorystyczną dietę z minimalizacją fosforanów, zacząłem czytać etykiety składu wędlin. Dwufosforany, trifosforany, octan sodu, glutaminian sodu i jeszcze trochę innych. Naprawdę czasem trzeba się było sporo nałazić, żeby znaleźć już nawet nie tyle zupełnie zdrowe wędliny, ale przynajmniej bez tych „bonusów”, których ja musiałem bezwzględnie unikać.

Marku fajnie by było jakbyś kiedyś skrobnął coś na temat tych gruntów ornych.

@SSupras To co się dzieje jest pochodną przeludnienia Ziemi. Nie jesteśmy w stanie wyżywić wszystkich pełnowartościowymi produktami, więc używa się na masową skalę chemii w celu zwiększania objętości. Zwierzęta są na antybiotykach i wspomagaczach, a rośliny są już tak przeładowywane sztucznymi nawozami, pestycydami, herbicydami i rozmaitymi trutkami, że za niedługo bycie wegetarianinem będzie wiązało się z „masowymi zgonami”.

@Łukasz Hehe no to muszę sobie zrobić na poczet wpisu selfie w gumiakach trzymając widły do rozrzucania obornika 😀

Czekamy na selfie i zdjęcia Twojego pola 🙂

Marku powołujesz się na wypowiedź Dyrektora Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie w kwestii braku dowodu na to, że szczepionki ochronne gruźlicy mają wpływ na zapadalność. Zatem można uznać, że nie ma sensu szczepić. OK ale ten sam człowiek w dalszej części swojej wypowiedzi powiedział dlaczego jednak ta szczepionka nadal jest:

„Natomiast szczepimy dzieci, bo jest to również udowodnione naukowowo, że u dzieci szczepionych występuje mniejszy odsetek ciężkich postaci klinicznych gruźlicy. I w związku z tym, że nasza sytuacja epidemiologiczna jest mimo wszystko gorsza… Mówię o wieku dorosłym, bo jeżeli chodzi o zapadalność u dzieci w Polsce jest mniejsza niż na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie jest to spowodowane wzrostem zapadalności u dzieci imigrantów z krajów o wysokim zagrożeniu. Nasza zapadalność u dorosłych jest na tyle istotna, że prawdopodobieństwo zakażenia dziecka jest na tyle duże, że to dziecko ma mimo wszystko większą szansę zachorowania, a jeżeli ma większą szansę zachorowania, to eliminujemy zachorowanie na ciężką postać gruźlicy, jaką jest na przykład gruźlicze zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. I dlatego jest sens szczepić dzieci, bo nie wypływa to na zapadalność u dzieci, natomiast wpływa to na ograniczenie ciężkich postaci klinicznych”.
http://sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/biuletyn.xsp?documentId=4912E1BECDD8CC70C1257DD600529A6B

Zatem nie jest to szczepienie pozbawione sensu. Nie ma wpływu na zapadalność ale u dzieci szczepionych występuje mniejszy odsetek ciężkich postaci klinicznych gruźlicy.
Może warto byłoby te szczepienie zachować ale w późniejszym terminie je podawać?

Jako, że szczepionki nie mają wpływu na zapadalność (kiedyś twierdzono, że mają, ale jak wyszło, że chorują w większości osoby szczepione, to zaczęto tłumaczyć, że chorobę przejdzie się łagodniej), to cała nagonka medialna na rodziców odmawiających szczepień w pierwszej dobie jest propagandą i stekiem kłamstw, gdyż piętnuje się rodziców i grozi odebraniem praw rodzicielskich, twierdząc, że:
– „By szczepienie działo, musi być wysoka wyszczepialność”,
– „szczepieni chronią osoby, które nie mogą być szczepione tzw. efekt stada”.

To wszystko jedna wielka ściema, gdyż każdy zaszczepiony może zarazić innego zaszczepionego, a obecnie głównym źródłem rozprowadzania choroby są właśnie szczepienia, gdyż gruźlica poszczepienna stanowi większość przypadków wśród dzieci.

Dlatego przy każdym szczepieniu, które nie ma wpływu na zapadalność, powinna być dobrowolność. Jak ktoś wierzy, że łagodniej przejdzie chorobę, niech szczepi. Szczepienie na gruźlicę nie ma żadnego wpływu na zapadalność, więc piętnowanie rodziców i straszenie epidemiami jest wyłącznie w celu zmanipulowania ludzi do bezmyślnego kłucia na wszystko i wszędzie.

No i punkt 4. we wpisie dotyczy szczepień w pierwszej dobie życia, których jestem przeciwnikiem (nie mylić z całkowitą rezygnacją ze szczepień) i uważam, że powinny być dobrowolne, bo niosą też ryzyko. Dlaczego? Ano dlatego, że zaraz po porodzie dziecko nie jest kompleksowo przebadane i nie wiemy czy nie jest chore, czy nie ma alergii na jakiś składnik szczepionki i czy nie ma niedoborów odporności.

W ulotce szczepionki BCG widać w pkt. 4.3 przeciwskazania:

Rodzina rodząca w Białogardzie poprosiła o badanie niedoborów odporności, by zaaplikować szczepienie zgodnie z wytycznymi producenta.

Odmówiono im tego. Prawdopodobnie większość szpitali nie jest do tego przygotowana (kwestie przeszkolenia personelu, kwestie finansowe – ktoś musi pokryć koszt tych badań itp.). Dlatego najlepsze wyjście to odmowa szczepienia, wypis ze szpitala i przeprowadzenie badań prywatnie. Jeśli się okaże, że dziecko nie ma niedoborów odporności, to nie ma wtedy ruletki.

Problemem przy szczepieniach jest to, że większość rodziców nie czyta ich ulotek, a ci co czytają, mając odpowiednią wiedzę, chcą by szczepienie było zrobione tak jak należy, a nie na chybił trafił i przez to są wyzywani od antyszczepionkowców.

Pomóżcie, szczepionka na gruźlicę zniszczyła zdrowie maluszka. Potrzeba na rehabilitację
http://tosiedzieje.pl/p7341-szczepionka-przeciw-gruzlicy-okazala-sie-wyrokiem-maluszek-potrzebuje-pomocy/

Zostaw komentarz